czwartek, 12 stycznia 2017

CO OGLĄDAŁAM, KIEDY MNIE NIE BYŁO – krótki przegląd seriali



(o połowie pewnie zapomniałam, ale trudno)

Obejrzane dawno, dawno temu:



The Living and the Dead
Bardzo klimatyczna „ghost story”, przy czym, hmm, jak by to napisać bez spojlerów... Powiedzmy, że nie wszystko jest tu tym, czym się wydaje, a serialowi twórcy interesująco wykorzystują motyw znany z pewnego filmu. Poza tym serial jest wyjątkowo ładny, poszczególne kadry zachwycającą urodą, a całość jest intrygująca i niepokojąca jednocześnie. Nie wiem tylko, co myśleć o końcówce, która jest dość niejasna – może w planach był drugi sezon?

Dead of Summer
Zaczęłam oglądać, bo „to może być tak głupie, że aż fajne”, potem trochę mnie wciągnęło, potem okazało się, że to jednak bardziej głupie niż fajne, więc przestałam. Ostatecznie z całego serialu zapamiętałam głównie nastolatki z lat 80-tych, które wyglądają i zachowują się dokładnie tak samo, jak współczesne nastolatki, tyle że nie mają komórek. Nie wiem, czy chodziło o jakąś ogólną niechęć do mody i fryzur z tamtych czasów (mnie się też nie podobały), czy o oszczędności na planie (to duża wygoda, kiedy aktorzy mogą grać po prostu we własnych ciuchach) czy o coś jeszcze innego, ale szczerze mnie to rozbawiło.

Stranger Things
Jestem w grupie zwolenników tego serialu. Częściowo, owszem, ze względu na nostalgię, ale częściowo dlatego, że to jest po prostu zgrabnie opowiedziana historia, co z tego, że składająca się głównie ze znanych motywów? I nie do końca rozumiem zarzuty o przewidywalność. Jasne, ten serial niczym szczególnym nie zaskakuje, ogólny kierunek, w jakim będzie rozwijać się opowieść można bez trudu odgadnąć, zakończenie zresztą mniej więcej też, zwłaszcza jeśli wiemy, że czeka nas drugi sezon. Ale przecież dokładnie to samo można powiedzieć o większości seriali przygodowych czy sensacyjnych (a w każdym razie tych, które nie silą się na byciem serialami ambitnymi), więc skąd te pretensje? W tego typu produkcjach nie chodzi o to, żeby wymyślić nie wiadomo co, tylko żeby zręcznie żonglować tym, co już zostało wymyślone – i to się moim zdaniem twórcom udało. Zresztą, w porównaniu z niektórymi hitami kinowymi „Stranger things” i tak wypadają nieźle, w filmach kinowych („Doktorze Strange”, o tobie mowa) zdarza mi się przewidywać nie tylko ogólny kierunek rozwoju akcji, ale wręcz poszczególne sceny włącznie z konkretnymi dialogami.

Missing, sezon 2
Drugi sezon równie dobry jak pierwszy, a może nawet lepszy. Jeśli ktoś lubi seriale kryminalne, zdecydowanie powinien obejrzeć.

Black Mirror, sezon 3
Nie jestem jakąś szaloną fanką tego serialu (do dziś nie rozumiem, co ludzie widzą w The National Anthem, przecież pomysł na ten odcinek jest księżycowo bzdurny), ale przyznaję, że niektóre odcinki są naprawdę mocne i dobre. W trzecim sezonie takie były dwa: San Junipero (mój zdecydowany faworyt) oraz Shut Up and Dance. Reszta różnie – Playtest wydał mi się dość przeciętnym horrorkiem ogrywającym znane lęki, Man Against the Fire miał dobry pomysł, ale zabrakło mu emocji (sorry, bohaterze, naprawdę nic mnie nie obchodziły twoje dylematy), Hated in the Nation było niezłe, ale bez szału, a Nosedive nawet nie obejrzałam do końca, bo Spike’a wkurzyła bohaterka, więc wyłączył, a mnie się potem nie chciało oglądać samej.

Narcos
Drugi sezon trzyma poziom, mam nadzieję, że trzeci też będzie.

Expanse
Rany, jak chciałam, żeby mi się ten serial spodobał. Bo przecież kosmos i zagadka i zagrożenie i wszystko to jest tak ładnie zrobione, że tylko patrzeć i patrzeć. I detektyw w kapeluszu prowadzący śledztwo! Niestety, w całym tym serialu nie ma ani jednej postaci, która nie byłaby płaska jak deska, więc sorry, Winnetou, ale nie dałam rady wyjść poza drugi odcinek.

Obejrzane nie-tak-znów-dawno


The Man in the High Castle, sezon 2
Zastanawiam się, czemu tak mało ludzi ten serial ogląda. Ej, przecież on jest dobry. Elegancko zrobiony, z klimatem, fajnymi niejednoznacznymi postaciami i ciekawą fabułą. No dobra, może i jest w tej fabule trochę dziur, może i w końcówce drugiego sezonu wszystko zbyt łatwo się rozwiązuje, ale ogólnie warto.

Westworld
Tylu ludzi pisało już o tym serialu, że mnie się już nie chce, napiszę więc tylko że – mimo paru zastrzeżeń – przychylam się raczej do opinii zachwycających się niż tych, którzy marudzą.

Class
Na początku niezłe, byłam gotowa nawet przeżyć Mateusza mówiącego jakimś dziwnym polskawym językiem, ale na etapie trzeciego czy czwartego odcinka dobrze zapowiadające się postacie zaczęły się rozmywać w jakichś łzawych emo-scenach, więc dałam sobie spokój.

Obejrzane zupełnie niedawno:


Emerald City
Czyli „Czarnoksiężnik z krainy Oz” w wersji dla dorosłych. Tak jakby. W każdym razie są sceny seksu, Toto jest policyjnym owczarkiem, a Dorotka ma jakieś dwadzieścia lat i jest naćpana. Znaczy, bywa, bo słynna Yellow Brick Road wysypana jest jakimś świństwem, które powoduje haluny. I chyba leci (Dorotka, nie droga) na Stracha na Wróble (a może to Drwal?). Hmmm, sama nie wiem... Po pierwszym odcinku mogę powiedzieć, że wizualnie ten serial jest naprawdę bardzo ładny, taki steampunkowo-baśniowy, ale sama historia jakoś nie wciąga – mnie się wydawała nadmiernie rozciągnięta z tymi wszystkimi halucynacjami i głębokim patrzeniem sobie w oczy... Nie wiem, czy będę dalej oglądać.     

Taboo
Do recenzji Zwierza dodałabym, że mnie się główny bohater wydał raczej odpychający – wiecie, taki stereotypowy mroczny buc z tajemniczą przeszłością. I jasne, rozumiem, że facet ma problemy – nikt go nie lubi, a źli ludzie dybią na jego majątek, więc ma prawo być w złym humorze, ale może bez przesady: sceny, kiedy mniej albo bardziej jawnie grozi śmiercią komuś tam naprawdę nie sprawiały, że budziła się we mnie sympatia. A bez sympatii do głównego bohatera trochę ciężko serial się ogląda. Szkoda, bo dla mnie akurat naturalizm jest ok.

Magicians
A to z kolei jest coś w rodzaju Harry’ego Pottera dla dorosłych (zamiast magicznej szkoły mamy magiczny uniwersytet). Zaczęłam oglądać, żeby się odmóżdżyć po napisaniu kryminału i w takim celu serial się sprawdza. Aktorzy są ładni (tyle że nijak nie wyglądają na pierwszorocznych studentów, spokojnie dałabym im z 5-6 lat więcej, ale mniejsza o to), fabuła... No, jakaś jest. Niemniej, Harry Potter jednak lepszy był. Poważnie – miał ciekawsze postacie, lepsze relacje między nimi, fajniejszy świat i więcej napięcia. Ale może Magicians się jeszcze rozkręcą. Zobaczymy.


Tyle na dzisiaj, w weekend pewnie zrobię sobie maraton nowego Sherlocka. Już się boję...

2 komentarze:

  1. Nie wiem ile odcinków Magicians obejrzałąś ale zdecydowanie daj serialowi szansę... rozkręca się oj tak :D
    Caroll

    OdpowiedzUsuń