wtorek, 23 sierpnia 2016

O radach dla młodych autorów



„Jakie pan/pani (opcjonalnie „ty” na konwentach) ma rady dla początkujących pisarzy” – to pytanie pada prawie na każdym spotkaniu i jest drugim najczęściej słyszanym przez autorów*. I mnie nie dziwi, że takie pytanie pada. Dziwi mnie, że ludzie pytają o to z jakąś taką naiwną wiarą, że oto objawił się autor, który zdradzi im magiczną formułę, jak napisać bestseller. Wiecie, coś w rodzaju porady „co trzecie zdanie zacznij od literki „z”, a twoja książka na pewno będzie świetna”. Tymczasem takich magicznych recept nie ma, wszystkie rady dotyczące pisania, jakie ja znam, dzielą się na dwie grupy:

Grupa pierwsza to rady typu „przed wysłaniem książki do wydawcy popraw błędy” – czyli na tyle ogólnikowe, że można je zastosować do wszystkich, a jednocześnie tak banalne, że młodzi autorzy, słysząc je, czują się rozczarowani (nie żebym się im dziwiła, na ich miejscu też bym się tak czuła) – no bo to takie oczywiste oczywistości, tak dalekie od magicznej formułki, jak to tylko możliwe.

Druga grupa to rady typu: spisuj scenki „z życia”; siedź przy komputerze dziesięć minut dziennie i pisz cokolwiek, choćby największe głupoty, aż w końcu te głupoty same z siebie przekształcą się w coś sensownego; zrób sobie szczegółowy plan itp. – one już są bardziej oryginalne i czasem faktycznie mogą przypominać „magiczne recepty”. Tyle że tego typu rady owszem, pomagają, ale zdecydowanie nie wszystkim (ja na przykład nie znoszę pisania scenek...), trzeba więc mieć sporo szczęścia, aby trafić na tę właściwą, która akurat zadziała.

Generalnie więc uważam udzielanie takich „ogólnych” porad za czynność cokolwiek jałową (łatwiej jest radzić coś autorowi na podstawie konkretnego tekstu), jeśli jednak ktoś koniecznie chce poznać moje rady dla młodych autorów, to proszę bardzo, oto one:

1.Czytaj.
2. Pisz.
3. Czytaj to, co piszesz.

To rzecz jasna grupa pierwsza, czyli oczywiste oczywistości (nie pisałam, że będzie oryginalnie, prawda?), niżej rozwinięcie, które mam nadzieję jest choć trochę mniej oczywiste:

  1. Czytaj.
Najbardziej banalna i najczęściej powtarzająca się rada, wiem, obawiam się jednak, że tego się nie uniknie. Znani i zapracowani pisarze czasem mało czytają (i czasem się do tego przyznają, a czasem nie), ale oni dużo czytali wcześniej. Na początku pisarskiej drogi to bardzo ważne – nie napiszesz niczego sensownego, jeśli wcześniej nie przeczytałeś/aś X książek. I nie wiem, ile to jest X, ale dużo (przewagę mają więc ci, którzy czytają od dzieciństwa). Czytając, nie tylko kształcisz język, ale także uczysz się mnóstwa rzeczy, np. różnych sztuczek narracyjnych (jak opisać postać, jak przeprowadzić postać A z punktu A do B, itp.), prawidłowego zapisu dialogów itp. I co najfajniejsze, ta nauka jest nieświadoma, nie musisz wcale analizować tekstu – po prostu czytasz sobie ciekawą historię, a ważne rzeczy same wchodzą ci do głowy – magia. :) Tylko uwaga, jest w tym jeden haczyk. Otóż nie można czytać byle czego. Czyli – tu będę brutalna, ale nie mogę inaczej – na początku najlepiej jest albo w ogóle odstawić książki wydawane w trybie vanity (takie, gdzie autor płaci za wydanie) i selfowe, albo przynajmniej mocno je ograniczyć. Tak, wiem, że w vanity i selfpublishingu też można znaleźć wartościowe rzeczy, większość jednak to badziewie, które albo nie pomaga, albo wręcz szkodzi, bo czytający takie rzeczy autor nabiera złych nawyków językowych i potem sam zaczyna pisać koślawym, polskawym językiem (serio to tak działa – recenzje blogerów, którzy recenzują wyłącznie/prawie wyłącznie vanity i selfy, są często pisane taką polszczyzną, że szkliwo na zębach pęka). Warto więc sprawdzić, gdzie została wydana książka, którą chcemy przeczytać – jeśli to duże i znane wydawnictwo (Literackie, Prószyński, WAB), możemy czytać śmiało, jeśli jakaś mała firemka, której nazwa nic nam nie mówi, można pogrzebać w internecie i sprawdzić, czy to przypadkiem nie vanity. W przypadku literatury zagranicznej warto też zainteresować się i poczytać, którzy tłumacze są cenieni mniej, a którzy bardziej, i trzymać się w miarę możliwości tych lepszych (w fantastyce śmiało można czytać na przykład przekłady Piotra W. Cholewy, Pauliny Braiter, Michała Jakuszewskiego, Jolanty Kozak, czy Wojciecha Próchniewicza). Ach, i oczywiście jeśli już odstawiamy/ograniczamy vanity oraz selfpublishing, to niestety musimy także odstawić/ograniczyć czytanie internetowej twórczości – czyli fanfiki, opowiadania zamieszczane na stronach autorów itp. – chyba że mamy jakiś wiarygodny sposób, jak odróżnić te dobrze napisane od tych źle napisanych.   

  1. Pisz.
Kolejna banalna rada – ale bez pisania pisarzem się nie zostanie. Są osoby, które marzą o pisaniu, a jednocześnie zamiast pisać, robią całe mnóstwo innych rzeczy: czytają poradniki „Jak napisać bestseller”, chodzą na kursy pisania, opowiadają o tym, co napiszą, a czasem nawet udzielają innym porad, jak pisać – ale sami piszą albo bardzo mało, albo w ogóle. I żeby nie było, ja to rozumiem – czasem człowiek potrzebuje takiego psychicznego „rozruchu” zanim usiądzie nad tekstem. Niemniej kiedyś jednak trzeba do niego siąść, nie da się odwlekać tego momentu w nieskończoność.

  1. Czytaj to, co piszesz.
A tego to już rozwijać nie muszę, mam nadzieję. ;)

Więcej rad nie mam niestety – jeśli ktoś wpadnie na coś, co jednocześnie byłoby oryginalne i dałoby się dopasować do każdego autora, będę wdzięczna za podzielenie się.

*pierwsze to oczywiście nieśmiertelne „Skąd pan/pani czerpie pomysły?”, choć ostatnio ludzie się wycwanili i teraz pytają o inspiracje, co jest w zasadzie tym samym, ale jednak lepiej brzmi :->

sobota, 13 sierpnia 2016

Polconowe informacje

Polcon zbliża się wielkimi krokami, a ja właśnie zerknęłam w program i zobaczyłam, że biorę udział w dwóch panelach:

1. Steampunk
piątek 18:00 1h, Sala 3 (Postapokalipsa)
(razem z Marcinem Rusnakiem i Krzysztofem Piskorskim)

2. Upadek cywilizacji w fantastyce 
niedziela 11:00 1h, Sala 3 (Postapokalipsa)
(z Marcinem Przybyłkiem, Rafałem Kosikiem i Mają Lidią Kossakowską)

Nawiasem mówiąc, w panelu steampunkowym ląduję już po raz któryś tam (nie żeby mi to przeszkadzało, broń Boże) i zastanawiam się - czemu właściwie? ;) Przecież ja steampunku nie piszę (napisałam jedno opowiadanie, które od biedy za steampunkowe można uznać). Albo więc autorów tego gatunku jest w Polsce tak mało, że trzeba się posiłkować innymi, albo jednak jest w mojej radosnej twórczości coś, się z tym steampunkiem kojarzy. Hmm... No nie wiem, w każdym razie, jak pisałam, nie przeszkadza mi to absolutnie, tak się tylko zastanawiam, zresztą, o upadku cywilizacji w fantastyce też niewiele wiem, jeśli więc ktoś chciałby przyjść i popatrzyć, jak znacząco milczę, to serdecznie zapraszam. ;-)


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Sierpniowe aktualności

Tak więc skończyłam nową książkę i dałam ją przeczytania paru osobom. Reakcje jak dotąd są bardzo podobne i oscylują wokół zdania: "Nie wiadomo, o co chodzi, ale czyta się dobrze". Hm, sama nie wiem, co o tym myśleć. :P Roboczy tytuł to "Opowieść o opowieściach". Książkę podesłałam wydawcy i teraz czekam na informację, czy coś z niej w ogóle będzie, czy może jednak nie.

Poza tym sierpień to, wiadomo, Polcon, w tym roku dłuższy, bo trwający aż do poniedziałku (18-22.08). Miło mi przy okazji poinformować, że na Polconie swoje stoisko będzie miał Śląski Klub Fantastyki. Będziemy prezentować różne klubowe sekcje, a więc i sekcję literacką - gdyby ktoś miał ochotę nas odwiedzić, to serdecznie zapraszam. ;)