środa, 20 kwietnia 2016

Niderlandzki wywiad :)



Wrzucam wywiad, który został opublikowany tutaj po niderlandzku, żeby Polacy też mogli poczytać. :)  (koleżanka przetłumaczyła na potrzeby strony promującej polską literaturę)

Do tej pory byłaś pisarką kojarzoną ze sceną fantastyczną, ale Twoja najnowsza książka to klasyczny kryminał. Jak ważne są dla Ciebie podziały gatunkowe w literaturze?
Trudne pytanie, bo takie podziały są ważne i nieważne jednocześnie. A ściślej biorąc, są ważne, bo taki uproszczony podział w znacznej mierze ułatwia życie. Łatwiej powiedzieć „lubię kryminały”, niż tłumaczyć „Wiecie, lubię takie książki, w których na początku jest trup, a potem śledztwo w sprawie tegoż trupa”. Podział na gatunki ułatwia też znajdowanie właściwych książek – jeśli mam ochotę na fantastykę, idę do księgarni i szukam w odpowiednim dziale. Gdyby go nie było, musiałabym zgadywać po okładkach czy po tytułach, co właściwie tą fantastyką jest – a to byłoby nie tylko męczące, ale i mało skuteczne. Z drugiej jednak strony warto pamiętać, że taki podział jest, no cóż, właśnie uproszczony i czasem książce potrafi zaszkodzić (jak podział na literaturę mainstreamową i gatunkową, w którym zakłada się, że ta pierwsza to literatura „z wyższej półki”, poruszająca ważne problemy, a ta druga to czysta rozrywka). Łatwo też autora zaszufladkować – gdybym „Łaskę” (mój pierwszy kryminał) wydała tam, gdzie wydawałam wcześniej fantastykę, kto wie, czy książka nie wylądowałaby zupełnie bez sensu na półce z napisem „fantastyka”. I oczywiście warto też pamiętać, że często najlepsze dzieła powstają na granicy gatunków.
A w odniesieniu do Twoich książek? Jak ważne jest dla Ciebie, że piszesz w konwencji fantasy/kryminału?
Ważne jest, że piszę, co lubię (pisać i czytać też) – a czy to kryminał czy fantastyka, to już ma mniejsze znaczenie. Znaczy, dla ścisłości, są takie momenty, kiedy mam ochotę pisać akurat kryminał, a są takie, kiedy chętnie wzięłabym się za fantastykę (i czasem mogę pisać to, co chcę, a czasem z różnych powodów nie), ale pomijając te „momenty” oba moje ulubione gatunki pisze mi się równie dobrze i co więcej, nie widzę jakichś specjalnych różnic w procesie tworzenia.
Czy czujesz związek z jakimś konkretnym gatunkiem? Albo inaczej – czy istnieje jakiś gatunek, w którym nigdy nie napisałabyś książki? Dlaczego?
Jestem związana przede wszystkim z literaturą kryminalną oraz fantastyką – zarówno przez to, co czytam, jak i co piszę. Nigdy natomiast nie napisałabym romansu. Zupełnie nie czuję tego gatunku i wątki romantyczne zazwyczaj mnie nudzą. Co ciekawe, dotyczy to wątków pierwszoplanowych, bo drugo- czy trzecioplanowe nawet lubię i jeśli w książce czy filmie w ogóle żadnego romansu nie ma, to jakby mi trochę czegoś brakuje. ;)
Czym jest dla Ciebie pisanie? Czy zależy Ci na jak największej popularności?
Oj, zależy. Z różnych przyczyn – choćby dlatego, że popularność oznacza przecież, że ludziom podoba się to, co piszę, a więc moja praca ma sens. Piszę dla czytelników, nie dla siebie – gdybym miała tworzyć tylko dla siebie, pozostałabym pewnie przy samym wymyślaniu różnych historii, ale już raczej nie chciałoby mi się ich spisywać, ani tym bardziej dopracowywać. Co nie zmienia faktu, że pisanie jest dla mnie przyjemnością, a przynajmniej przyjemnością bywa, bo na różnych etapach różnie to wygląda (czasem jednak przeważa frustracja :P).
Kto albo co ma wpływ na Twoje pisanie?
Nie będę oryginalna, kiedy powiem, że prawdopodobnie to, co ostatnio oglądałam/czytałam. Przynajmniej na etapie pomysłów, bo na etapie dopracowywania ich liczy się już zdanie moich betareaderów, których mam całkiem sporo.
Z kim konsultujesz teksty i na jakim etapie?
Jestem członkiem Śląskiego Klubu Fantastyki, a w ramach klubu mamy sekcję literacką, która polega na tym, że czytamy i omawiamy nawzajem swoje teksty. Ja również bardzo chętnie korzystam z tej formy pomocy – wiadomo, autor sam wszystkiego nie dopilnuje, więc konstruktywna krytyka jest przydatna. U mnie zazwyczaj wygląda to tak, że piszę tekst (albo przynajmniej dłuższy fragment), dopracowuję go (nie pokazuję nikomu „brudnopisów”), wrzucam na forum sekcji, czekam na uwagi, a potem poprawiam. Mam również koleżankę nienależącą do sekcji, która czyta moje teksty i służy radą. A czasem też wymyśla tytuły, jeśli brakuje mi pomysłu. ;)
Często autorzy fantastyki skupiają się prawie wyłącznie na tworzeniu świata i z tego powodu postaci bywają niezbyt ciekawe, istnieją tylko dlatego, że bez nich nie ma historii. Jak radzisz sobie z tym problemem? Czy zdarza Ci się przenosić podpatrzone w życiu codziennym scenki do świata fikcji?
Scenki raczej nie, ale drobiazgi w rodzaju jakichś indywidualnych zachowań czy powiedzonek już tak. Zresztą, być może pomaga mi to, że zazwyczaj myślę właśnie "bohaterami", a nie "światem", to oni są ważniejsi, jeśli mam pomysł na nową książkę, najczęściej najpierw w głowie pojawiają mi się postacie, a dopiero potem - jako tło - świat.
Czy zauważasz powtarzające się w Twoich książkach motywy? Mnie rzuciły się w oczy dzieci walczące z potworami w imieniu dorosłych…
Zauważam, chociaż akurat ten motyw przegapiłam. Czasem z taką powtarzalnością walczę, a czasem nie (powtarzalność motywów, jeśli nie jest kopiowaniem samego siebie, nie wydaje mi się poważnym autorskim grzechem). A czasem, jak wyżej, zwyczajnie jej nie dostrzegam. Za to zauważyłam niedawno z niejakim zdziwieniem, że sporo moich powieści i opowiadań kończy się w identyczny sposób. Jak dotąd nikt się nie zorientował, ale czekam cierpliwie. ;)
Twoje teksty często mają posmak horroru. Czy pamiętasz pierwszy horror, który obejrzałaś? ;-)
Prawdopodobnie była to jakaś stara adaptacja „Psa Baskerville’ów”, nie horror co prawda, ale historia z elementami grozy. Byłam wtedy na wakacjach u kuzynki, a dorośli z jakiegoś powodu uznali, że film dla dzieci się nie nadaje, stąd oglądałyśmy go, siedząc w korytarzu i zaglądając do pokoju z telewizorem przez uchylone drzwi. I to był chyba jedyny raz, kiedy z oglądaniem „horroru” musiałam się ukrywać, bo później już nigdy takich problemów nie miałam. W mojej rodzinnej miejscowości do kina wpuszczano wszystkich bez wyjątku, nikt na wiek nie patrzył, w rezultacie czego miałam okazję obejrzeć z koleżankami sporo mniej lub bardziej strasznych filmów. Do dziś zresztą mam sentyment do horrorów z lat 80.
Co czytasz/oglądasz teraz?
Ostatnio oglądam coraz mniej filmów kinowych (nawet nowych „Gwiezdnych Wojen” jeszcze nie widziałam...), a więcej seriali - niedawno skończyłam „The Night Manager”. A czytam różne rzeczy, nie tylko kryminały czy fantastykę – teraz akurat zaczęłam „Morfinę” Szczepana Twardocha.
Których polskich pisarzy lubisz i za co?
Skoro i tak już jestem kojarzona z kryminałami oraz fantastyką, to może skupię się na tych dwóch gatunkach. Kryminały polskich autorów cieszą się u nas sporą popularnością, a ja najbardziej lubię książki Zygmunta Miłoszewskiego, szczególnie jego trylogię o prokuratorze Szackim. Miłoszewski ma niesamowity dar obserwacji i świetnie łączy grozę z humorem, a poza tym – last but not least – konstruuje bardzo ciekawe zagadki. Z pisarzy fantastycznych natomiast od lat nieustającą estymą darzę Andrzeja Sapkowskiego, ojca polskiej fantasy. Uwielbiam jego klimatyczne, żywe opisy, pełnokrwiste postacie i dowcipne dialogi (polski fandom wciąż mówi cytatami z prozy Sapkowskiego).
Których pisarzy zagranicznych lubisz i czytasz, kto miał na Ciebie wpływ?
Kiedyś miałam ambicje, żeby pisać fantastykę tak, jak Henry James pisał powieści obyczajowe, ale na szczęście szybko mi przeszło, bo efekty były opłakane. Teraz, jeśli chciałabym, żeby ktoś miał na mnie wpływ, to wybrałabym prawdopodobnie Rogera Zelaznego i Catherynne M. Valente, bo bardzo ich twórczość lubię. A jeśli chodzi o kryminały, jestem zwolenniczką "starej szkoły" i najbardziej cenię sobie Agathę Christie. Nie jestem tylko przekonana, czy te upodobania w jakikolwiek sposób przekładają się na to, co piszę; prawdopodobnie nigdy nie będę pisała tak pięknym stylem jak Valente, ani nie stworzę tak dobrej intrygi jak Christie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz