poniedziałek, 11 kwietnia 2016

10 mitów o pisaniu i pisarzach



Były już mity o wydawcach i pisaniu, teraz będą o pisarzach i pisaniu.

  1. Utalentowany pisarz zawsze będzie pisał
Nieważne, czy jego twórczość się sprzedaje czy nie, czy ją krytykują czy chwalą, nawet z komornikiem dobijających się do drzwi, nawet zdychając gdzieś pod płotem – prawdziwy autor będzie pisał wbrew wszelkim przeciwnościom losu, bo go talent od środka dusi. Bardzo rozpowszechniony mit, popularny prawdopodobnie dlatego, że z natury rzeczy historia zapamiętuje raczej autorów, którzy pisali, niż tych, którzy pisać przestali. Ale to nieprawda, mnóstwo utalentowanych ludzi wcale nie ma potrzeby pisania za wszelką cenę. Sama znam paru autorów, spokojnie piszących na poziomie publikowalnym, którzy w którymś momencie swojego życia zajęli się czymś innym: bo rodzina, bo praca na pełen etat i czasu brakuje, bo coś tam... Ba, są i tacy, którzy w ogóle nie mają żadnych ambicji pisarskich czy wydawniczych, ot, raz czy dwa razy w życiu z jakiegoś powodu skrobną sobie opowiadanko – i to opowiadanko w zasadzie z marszu można by opublikować...

  1. Największe dzieła powstają z potrzeby serca, a nie dla pieniędzy
To ma o tyle sens, że pisanie jest ogólnie dość niewdzięcznym zajęciem i zwłaszcza na początku włożony wysiłek (pisanie, poprawianie) często jest niewspółmierny do otrzymanej nagrody (publikacje, pochwały, kasa) – dlatego większość osób piszących dla pieniędzy/sławy/czegoś tam odpada na wczesnym etapie, kiedy nie widzi wyników, i do celu (bycie regularnie publikowanym autorem) docierają zazwyczaj ci, którzy pisać po prostu lubią. Nie znaczy to natomiast, że dla pieniędzy nie da się napisać czegoś wartościowego, historia sporo takich przypadków zna. ;)

  1. Szybko piszą tylko grafomani
Ok, coś w tym jest, tzn. faktycznie sporo kiepskich autorów pisze dużo i szybko, powiedzmy, kilka powieści rocznie (grafomani z natury rzeczy są mało krytyczni wobec własnej twórczości, a poza tym prawie wcale nie poprawiają tego, co już napisali – nic więc dziwnego, że mają takie tempo). Nie znaczy to jednak, że każda powieść napisana w dwa miesiące czy nawet miesiąc musi być kichą. I odwrotnie, nie każde dzieło w pocie czoła tworzone i poprawiane przez dziesięć lat będzie genialne. Osobiście w stosunku do książek pisanych bardzo szybko jestem ostrożna, ale z góry takich autorów nie skreślam – jasne, w dwa miesiące „Lodu” się raczej nie napisze, ale przyzwoitego sensacyjniaka już można tą metodą stworzyć, czemu nie. 

  1. Pisarz powinien się rozwijać
Tu ciekawe jest to, co właściwie ludzie rozumieją przez „rozwijanie się”. Najczęściej po prostu to, że autor powinien pisać coraz lepiej – na etapie pierwszych kilku książek coś w tym jest (choć są ludzie, którzy od razu startują z wysokiego poziomu i dalej po prostu go utrzymują), niemniej spodziewanie się, że dziesiąta książka danego autora będzie lepsza niż dziewiąta, a jedenasta lepsza niż dziesiąta, jest, delikatnie mówiąc, trochę na wyrost – na tym etapie większość autorów pisze już, jak pisze, czasem trochę lepiej, a czasem trochę gorzej, ale najczęściej bez dużych skoków jakościowych.
Jest jeszcze podejście drugie, gdzie „rozwijanie się” oznacza „próbowanie wciąż czegoś nowego”. Znaczy, jak napisałeś kryminał, to teraz w ramach samorozwoju powinieneś koniecznie romans. Albo przynajmniej horror. Bo jak napiszesz kolejny kryminał, w dodatku z tym samym bohaterem, to znaczy, że się nie rozwijasz. A jak piszesz np. ciągle jeden cykl, to już w ogóle mogiła. Nie wiem, skąd ten fetysz „próbowania wciąż czegoś nowego” i dlaczego właściwie autor próbujący miałby z założenia być lepszy niż taki, który trzyma się jednego gatunku czy nawet tematu (pod warunkiem, że nie pisze w kółko jednej książki, oczywiście).

  1. Każdy może nauczyć się pisać, jeśli tylko włoży w to wystarczająco dużo wysiłku
Tu z kolei wypadałoby zapytać, co osoba wygłaszająca taką tezę rozumie przez „nauczyć się pisać”. W sensie, tak poprawnie, żeby nie było błędów stylistycznych, ortograficznych itp.? Czy też „nauczyć się pisać” oznacza „nauczyć się pisać na poziomie publikowalnym”? I czy wystarczy jedna publikacja, żeby uznać, że delikwent się nauczył, czy powinno być ich więcej? Bo jeśli chodzi o szkolną poprawność, faktycznie opanować ją mogą jeśli nie wszyscy, to przynajmniej zdecydowana większość. Z pisaniem „na poziomie druku” bywa różnie – pojedyncza publikacja (zwłaszcza w czasopiśmie, książki to jednak co innego) może się zdarzyć nawet słabemu autorowi, niekoniecznie dlatego, że „miał znajomości”, czasem to kombinacja różnych czynników, z odrobiną szczęścia włącznie. Ale żeby zostać autorem stale publikowanym, już trochę talentu trzeba mieć, same chęci i wyrabianie 300% normy w „ćwiczeniu stylu” nie pomogą.

  1. Pisarze lubią pisać
Niekoniecznie. Najczęściej lubią któryś z etapów pisania (ja np. lubię wymyślać i poprawiać, a najbardziej to lubię mieć już gotowe :-), ale żeby tak lubić cały proces, od pierwszego pomysłu aż do ostatniej poprawki, to jednak rzadko się zdarza. I czasem pisanie, które ludzie uważają za takie fajne hobby, jest jednak ciężką pracą...
  
  1. Trzeba się na czymś dobrze znać, żeby napisać dobrą książkę
Mam nadzieję, że ten kawałek nie zabrzmi dla młodych autorów demoralizująco, ale tak naprawdę jakoś specjalnie nie trzeba. Książka wcale nie musi być w 100% zgodna z rzeczywistością, ona ma tylko sprawiać takie wrażenie – to różnica. Oczywiście autorowi jest zdecydowanie łatwiej, kiedy naprawdę się zna na tym, o czym pisze, dlatego absolutnie nie lekceważę dobrego researchu, broń Boże, dobry research jest potrzebny. Ale to nie jest (wbrew temu, co zdają się sądzić niektórzy) święty Graal literatury i prędzej niezłą książkę napisze autor, który research ma w nosie, ale za to umie opowiadać ciekawie historie, niż taki, który dwa lata siedzi w bibliotece, ale ma problem z napisaniem trzech zdań tak, żeby czytelnik nie zasnął z nudów. Nie znaczy to oczywiście, że zachęcam autorów do lenistwa i stawiania tylko na talent, nic podobnego, po prostu... no, niekoniecznie trzeba skończyć mediewistykę, żeby napisać powieść z akcją rozgrywającą się w średniowieczu.

  1. Dobry pisarz jest jednocześnie dobrym opowiadaczem
Wiecie, takim, co to na urodzinach cioci zabawi towarzystwo anegdotką, a spotkanie autorskie w zasadzie jest w stanie poprowadzić sobie sam, bo „ma gadane”. Te dwie cechy często chodzą w parze, np. wśród autorów fantastycznych większość chyba lubi mówić i potrafi to robić ciekawie – ale „często” nie znaczy „zawsze”, są i tacy autorzy, którzy anegdotki nie opowiedzą, a jak ich zmusisz, to będą plątać się i jąkać, jednak książkę napisać potrafią.

  1. Pisarze powinni uczyć się na recenzjach
Spotykam się czasem z takim osobliwym oczekiwaniem – że niby recenzje są właśnie dla autorów, żeby mogli zobaczyć, co zrobili dobrze, a co źle, i to złe w przyszłości poprawić. Tymczasem recenzje są przede wszystkim dla czytelników, nie autorów, gdyby autor miał brać pod uwagę wszystkie zarzuty zawarte w recenzjach, to by zwariował, bo one są bardzo różne i często wręcz sprzeczne ze sobą nawzajem. Jednemu recenzentowi spodoba się element A, ale B uzna za beznadziejny, drugi odwrotnie. Albo jeden postuluje, żeby wątek C rozwinąć, a drugi, że wręcz przeciwnie, najlepiej go przyciąć albo w ogóle wyrzucić. I bądź tu mądry. Podam przykład z własnego podwórka – w zeszłym roku ukazały się „Światy Dantego”, zbiór moich starych opowiadań. Recenzje generalnie były dość pozytywne, ale w większości powtarzało się zastrzeżenie, że „ogólnie opowiadania ok, tylko jedno jest wyraźnie słabsze”. Wydawałoby się, że co za problem, żeby przy drugim wydaniu* to słabsze po prostu wywalić i mieć w ten sposób cały dobry zbiór, nie? Cóż, kłopot w tym, że za każdym razem to było INNE opowiadanie. ;)

  1. Miało być dziesięć, wiem, ale zabrakło mi pomysłów. Ktoś coś podrzuci?





*Nie sądzę, żeby było drugie wydanie, ale na potrzeby tego wpisu przyjmijmy, że mogłoby być.

9 komentarzy:

  1. 10. Pisarz to ceniona w społeczeństwie profesja.

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja bym dorzucił 10 i 11 jeszcze :)

    10. Na pisaniu można dobrze zarobić.
    Tak, ale jak się ma farta/dużo publikuje/najlepiej pisze po angielsku/ mieszka w kraju anglojęzycznym
    I parę słów o szczycie piramidy, gdzie się zarabia, oraz całej reszcie, gdzie - i u nas i w Ameryce - nie jest tak lekko. Zadziwiające, że ludzie cały czas myślą, że jak się już wydaje, to automatycznie ciężej się robi w portfelu. A potem płacz, zgrzytanie zębów...

    11. Pisanie to lekkie, fajne i przyjemne hobby dla bezrobotnych. W żadnym wypadku praca.
    Się spotkałem z czymś takim wiele razy. Szczególnie w rodzinie. Generalnie, pisanie to nie jest praca, żadnego wysiłku, wszystko jest takie przyjemne, siedzisz, piszesz, relaksujesz się, a jak opowiadam o korektach, korektach korekt, korektorach tych korekt i rynku wydawniczym czy wydawcach, to widzę tylko uniesione brwi.

    No, to ode mnie ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mam odwrotne odczucia, jeśli chodzi o 10. Przecież w przypadku każdej pracy tak właśnie jest: jak pracujesz dużo, masz trochę szczęścia, przeniesiesz się do kraju, gdzie są lepsze warunki itp. - wtedy będziesz dobrze zarabiać. Dla mnie właśnie "Na pisaniu nie da się zarobić" jest takim powtarzanym mitem. No bo jak to się nie da, skoro się da? Są pisarze, którzy zarabiają na pisaniu. W Polsce też. Jasne, nikt nie mówi, że to proste. Ale czym innym jest "nie da się", a czym innym "to trudny, wymagający zawód i nie od razu idzie z nim kasa".

      Usuń
    2. W porządku, a ile jest w Polsce takich osób, które faktycznie żyją z pisania? A nawet więcej - ile jest osób, które zarabiają na tym przyzwoicie? Bo np. z samych fantastów kojarzę tylko dwie osoby, które spełniają to drugie kryterium (z czego jedna z nich już nie żyje). Może i fantastyka nadal jest dość niszowym gatunkiem, ale podejrzewam, że ogólnie w literaturze też nie ma wielu takich osób.

      Przeciętny nakład dla debiutanta jest tak niski, że gdyby taka osoba chciała żyć wyłącznie z pisania, musiałaby albo zgodzić się na egzystowanie na skraju ubóstwa (serio, nawet sprzątaczki zarabiają więcej), albo dorabiać na pisaniu pomniejszych form i artykułów do masy czasopism i portali, tym samym praktycznie rezygnując z czasu wolnego. Jasne, z czasem pisarz mógłby wyjść na swoje. Tylko że to "z czasem" na 99% przyjdzie tak późno, że wielu autorów albo wybiera godzenie pisania z pracą etatową, albo w ogóle z niego rezygnuje. Dlatego w najgorszym razie przy tym zawodzie pozostają idealiści, którzy tworzą z powodów innych niż pieniądze. I ja im się wcale nie dziwię.

      Usuń
  3. 10. Można na dziesięć minut przerwać pisanie, komuś coś zrobić i to w ogóle nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zdecydowanie. Cztery razy dziennie po piętnaście minut. To się przecież siedem godzin tygodniowo uzbiera. Jakby ci zależało, to byś już napisał tyle, żeby się wydać, nieprawdaż?

      Usuń
  4. 10.Debiutant musi zapłacić za publikację. Bardzo szkodliwy, moim zdaniem, mit, że wydawnictwa chcą wydawać tylko sprawdzonych autorów, debiutantów odrzucają od razu, a ich manuskryptami podpierają stoły.

    OdpowiedzUsuń
  5. Skończyłam wczoraj czytać "Łaskę".
    Ma Pani styl, za którym od dawna tęskniłam. Widziałam wszystko, każdy kadr z życia Marii-wyobraźnia pracowała jak maszyna do wyświetlania obrazów. Dawno tego nie czuła. Jestem fanem.

    OdpowiedzUsuń