piątek, 11 marca 2016

Seriale, czyli co oglądam


Agent Carter - nadal sympatyczne, choć brakowało mi trochę tego, co było siłą napędową sezonu pierwszego, czyli pokazania, jak trudno jest kobiecie przebić się w męskim świecie - tu w zasadzie nawet osoby niechętne Carter wiedzą już, że to zdolna agentka, w związku z czym wątek dyskryminacji kobiet ewoluuje w stronę dyskryminacji ogólnej (postać ciemnoskórego naukowca). Poza tym podoba mi się, że to bardzo „babski” serial, nie tylko główna bohaterka, ale nawet główny villain jest kobietą. Co jeszcze mogę napisać... Dzieje się dużo i nie zawsze zbyt mądrze, ale jako że to serial superbohaterski z elementami komediowymi, nie oczekiwałam żelaznej logiki. A na deser dostajemy romantyczny trójkąt, który oceniam pół-pół, tzn. wierzchołki tego trójkąta są milutkie, ale emocji w tym wszystkim tyle, co kot napłakał. Zresztą w ogóle pozytywne postacie w „Agentce Carter” są dla siebie nawzajem tak miłe, grzeczne i wyrozumiałe, że większą rolę szefa Thompsona powitałam w pewnym momencie z radością. Czy warto? Jeśli się lubi główną bohaterkę (ja lubię), to tak.    

Jordskott - prawdziwy rodzynek, czyli szwedzki kryminał fantasy. I nie słuchajcie ludzi, którzy będą wam mówić, że to coś w stylu „Twin Peaks”, bo to coś innego. „Twin peaks” było oniryczne, grało nastrojem niepewności i raczej mnożyło zagadki niż je wyjaśniało, „Jordskott” przeciwnie – w zasadzie prawie od początku widać, że wszystkie tajemnice znajdą tu swoje wytłumaczenie, jeśli nie na gruncie „naszego” świata, to tamtego drugiego, fantastycznego, który w pewien sposób jest równie realny. Plus za wątki ekologiczne oraz sposób prowadzenia fabuły – sporo tu zwrotów akcji i ładnie wygranych cliffhangerów. Minus, niestety, za postaci, które są w większości grane na jednej nucie, np. o głównej bohaterce wiemy tyle, że jej motywacją jest troska o córeczkę, dla której zrobi wszystko. Na początku to wystarcza, potem już nie – dlatego od pewnego tempo oglądania mocno mi spadło.  

Slasher - slasher to nie jest mój ulubiony typ horroru, ale do paru filmów z tego podgatunku mam pewien sentyment, więc się skusiłam. Po dwóch odcinkach wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to nie będzie dobry serial. Intryga trochę jakby ściągnięta z „Siedem”, sporo „waty” wypełniającej czas ekranowy między kolejnymi morderstwami, jakichś małżeńskich przekomarzanek czy pogadanek z lokalsami – wiem, w każdym filmie/serialu o podobnej tematyce to jest, ale tu akurat wygląda tak, jakby twórcy zupełnie nie mieli pomysłu na takie sceny i zastosowali proste kopiuj-wklej z innych równie nijakich produkcji. Poza tym głupotki w rodzaju głównej bohaterki konwersującej sobie na luzie z mordercą jej rodziców – czemu nie? Najbardziej jednak zniechęca drewniane aktorstwo – wszyscy są tu drętwi, ale w przypadku głównej bohaterki, która teoretycznie ma być coraz bardziej przerażona i osaczona, przeszkadza to najbardziej. Dobiła mnie scena, kiedy dziewczyna budzi się w szpitalu tuż po tym, jak znalazła zwłoki brutalnie zamordowanej sąsiadki i sama omal nie padła ofiarą zabójcy – budzi się w nienagannym makijażu i na znak, że „jest w szoku” krzywi się ze dwa razy... Mimo wszystko oglądam, albowiem jestem zagadkoholikiem, a intryga zaciekawiła mnie na tyle, że jeszcze trochę wytrwam. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem, czy jak to tam szło.   

The Night Manager – ojej, jaki to jest ładny serial. Choć może „ładny” to nie jest właściwe słowo, może powinnam napisać: elegancki, z klasą? Przepiękne zdjęcia, idealnie dobrani i świetni aktorzy, intryga poprowadzona tak, że nawet jak zdarzają się bardziej sztampowe elementy (a zdarzają się – patrz doskonale przewidywalna historia Sophie), to i tak ogląda się z przyjemnością. No i Hiddleston, zdecydowanie Hiddleston.





X-Files – tu miała być długa notka na temat wznowienia serialu, ale Misiael napisał już wszystko co trzeba, więc pozwolę sobie zalinkować.
PS. Ale trzeci odcinek jest niezły, naprawdę. Jeśli macie coś z tej serii nowej obejrzeć, to najprędzej właśnie ten. 
PS.2 Nie, to nie jest bardzo złe wznowienie. To jest tylko - i aż - wznowienie zupełnie nikomu niepotrzebne.





Poza tym rozważam oglądanie Wersalu (pierwszy odcinek mnie wynudził, ale może się rozkręci) oraz Damiena.

5 komentarzy:

  1. Ja gustuję w nieco innych lekturach :)
    W wolnej chwili zapraszam do siebie na konkurs. Do wygrania nowa książka "Raven" Sylvain Reynard, która ma swoją premierę już 16 marca! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. @ wznowienie zupełnie nikomu niepotrzebne

    Za pozwoleniem, było potrzebne. Mnie było potrzebne! :-) Oczywiście, są żenujące momenty, ale kiedyż ich nie było? Przecież, powiedzmy sobie szczerze, cały wątek mitologiczny to coś, czego nie sposób brać poważnie. Ale "Archiwum" ogląda się dla najcudowniejszej na świecie Scully i tego jej kolegi... a tak naprawdę dla nich obojga i ich relacji. I chociaż w pierwszym odcinku Scully wyglądała jak masło rozsmarowane na zbyt dużej kromce, a Mulder jak coś, co wyrosło na ścianie w wilgotnej piwnicy, to przecież nie ma żadnego znaczenia - bo to ciągle oni.
    Ja ich po prostu... no wiesz, no. Kocham.
    :-)

    ukłony i wyrazy,
    Polixena

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, no ja w sumie też kocham (zwłaszcza Scully), ale jednak wolę w ramach tej miłości pooglądać sobie stare odcinki. ;) Albo "The Fall", o.

    OdpowiedzUsuń
  4. The Night Manager to, zdecydowanie, mój ulubiony serial na chwilę obecną! Połączenie Toma z Hugh było doskonałym chwytem. Sama fabuła raczej w dużym stopniu różni się od tego, co oglądam zazwyczaj - lecz mimo wszystko, bierę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Damiena nie warto-nuda i przewidywalność;)

    Fan

    OdpowiedzUsuń