niedziela, 20 marca 2016

Czym się różni pisarz


Kiedy zaczynałam pisać, wydawało mi się oczywiste, że pisarz to po prostu nazwa zawodu (jak piekarz, murarz czy dekarz), znaczy, pisarzem jest ten, kto zarabia na życie pisaniem – nie ma to nic wspólnego z talentem czy poziomem napisanych tekstów. I tak człowiek, który napisał jedno genialne opowiadanie i dostał za nie Nobla, ale na co dzień zajmuje się wypasem owiec, nie jest pisarzem, tylko autorem. Pisarzem jest natomiast, owszem, wyrobnik pióra tłukący masowo głupawe harlequiny czy horrory – pod warunkiem, że działalność ta jest jego głównym źródłem dochodu. A ponieważ na pisaniu nie zarabiam tyle, żeby się z niego utrzymywać, nigdy w stosunku do siebie nie używałam słowa „pisarka”.

Potem zorientowałam się, że ze swoim postrzeganiem pisarza jako nazwy zawodu chyba jestem w mniejszości, bo dla większości osób pisarz = osoba, która wydała książkę/książki, niezależnie od tego, ile na tym zarobiła i czy w ogóle. Ok, przyjęłam to do wiadomości – dziś co prawda nadal mam opory, żeby nazwać się pisarką (uważam, że moja definicja jest lepsza :-), ale nie protestuję już, kiedy nazywa mnie tak ktoś inny. I gdyby różnica w rozumieniu tego słowa zatrzymała się na tym etapie, nie byłoby jeszcze problemu. Problem pojawił się później, kiedy okazało się, że zasięg słowa „pisarz” nagle zaczął obejmować coraz większe grupy ludzi.

I tak najpierw pisarzami zostali już nie tylko ludzie publikujący w tradycyjnych wydawnictwach, ale też selfpublisherzy, co z jednej strony budzi pewne zastrzeżenia (samemu czy w systemie POD można wydać cokolwiek), ale z drugiej wydaje się do pewnego stopnia logiczne (w końcu self książkę ma, co z tego, w jakim systemie wydaną). Ale to nie wszystko – ostatnio z niejakim zdziwieniem odkryłam, że teraz, aby zostać pisarzem, wcale już nie trzeba mieć wydanej książki – wystarczy parę tekstów zamieszczonych na własnym blogu. Na tej samej zasadzie zmieniło się znaczenie słowa „opublikować opowiadanie” – kiedyś było oczywiste, że oznacza to druk w jakimś czasopiśmie, teraz wystarczy napisać tekst i wrzucić go na swoją stronę w internecie – i voila, jesteśmy publikowanym autorem.

Fajnie, nie?
 
I mnie to nie przeszkadza, serio. Znaczenia słów ewoluują, a „pisarz” to już od początku było pojęcie niezbyt ostre, więc jeśli ktoś uważa, że pisarzem jest każdy, kto coś napisze, niezależnie od poziomu tego czegoś oraz dalszych losów tekstu (czy został wydany, w jakim systemie itp.) to spoko, luz, mnie nic do tego. Problem natomiast pojawia się, kiedy osoba ze „starej szkoły” (pisarz = osoba wydająca książki, najlepiej w tradycyjny sposób) rozmawia z osobą z „nowej szkoły” (pisarz = każdy, kto coś napisze), bo może dojść do zabawnych nieporozumień. Mnie zdarzyło się to parę razy i teraz, jeśli ktoś przedstawia mi się jako pisarz czy pisarka (albo mówi o opublikowanym opowiadaniu), a ja nazwiska tej osoby nie kojarzę, staram się najpierw dyskretnie wybadać teren i zorientować się, co właściwie mój rozmówca ma na myśli.

Bo zmiany są ok, tylko że za nimi idą pewne konsekwencje. Jeśli uznamy, że pisarz to po prostu człowiek, który coś napisał, to musimy również uznać, że pomiędzy jednym pisarzem a drugim istnieją gigantyczne różnice poziomu. No bo Sapkowski jest pisarzem, i średnio utalentowany dwunastolatek, który właśnie założył sobie bloga i wrzucił tam swoje pierwsze opowiadanie o krasnoludach i elfach, też nim jest – tylko że są to pisarze pomiędzy którymi zieje jakościowa przepaść, prawda? Plus nie możemy już mówić, że określenie „pisarz” jest w jakikolwiek sposób prestiżowe (mnie się ono nigdy prestiżowe nie wydawało, ale są ludzie, którzy lubią tak myśleć) – skoro wystarczy napisać cokolwiek (nieważne, z sensem czy nie, z błędami czy bez) i nie trzeba już nawet tego czegoś wydawać, to co to właściwie za prestiż? Wszak przy takim założeniu pisarzem może zostać każdy, kto opanował alfabet, czyli pewnie jakieś 95% społeczeństwa. „Pisarz” oznacza w takim przypadku człowieka, którego hobby jest pisanie, tak jak „zbieracz znaczków” oznacza kogoś, kto zbiera znaczki – nieważne, czy delikwent ma kolekcję wartę miliony, czy też cztery znaczki za 1,50 sztuka.

Jak pisałam wcześniej – dla mnie nie ma większego problemu, niech każdy używa tego słowa w jakim chce znaczeniu. Prosiłabym tylko a) o odrobinę konsekwencji, b) świadomość tego, że nie dla każdego słowo "pisarz" oznacza to samo.  Wtedy jakoś się dogadamy. ;)

13 komentarzy:

  1. znaczy jestem pisarzem ;-) A nie ja jestem ze starej szkoły :-) Czyli nie jestem.
    Dorzucę z dwa kamyki
    Mann: Pisarz to człowiek któremu napisanie czegoś przychodzi trudniej niż innym
    Wolfe (chyba): że jestem pisarzem odkryłem/dowiedziałem się gdy będąc bezrobotnym i próbującym pisać człowiekiem, wziąłem się za naprawianie krzesła, żona wróciła z zakupów i powiedziała - Zostaw to krzesło i weź się do pracy(pisania).

    OdpowiedzUsuń
  2. znaczy jestem pisarzem ;-) A nie ja jestem ze starej szkoły :-) Czyli nie jestem.
    Dorzucę z dwa kamyki
    Mann: Pisarz to człowiek któremu napisanie czegoś przychodzi trudniej niż innym
    Wolfe (chyba): że jestem pisarzem odkryłem/dowiedziałem się gdy będąc bezrobotnym i próbującym pisać człowiekiem, wziąłem się za naprawianie krzesła, żona wróciła z zakupów i powiedziała - Zostaw to krzesło i weź się do pracy(pisania).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w ogóle chciałabym coś napisać. To wcale nie jest takie proste, zwłaszcza jeśli chciałoby się napisać coś, co pokochaliby inni, ale i ja dobrze bym się czuła z tym, co piszę. Ostatnio mam fazę na Harrego Pottera, jednak perspektywa napisania czegoś równie dobrego graniczy chyba z cudem (w moim mniemaniu)
    Nigdy się nie zastanawiałam nad słowem "pisarz" hmmm... chyba mam podobne podejście... zn nazywam kogoś pisarzem jeśli napisał więcej niż jedną książkę i dalej tworzy kolejne. Np. Magda Kordel, albo Remigiusz mróz, czy J.K. Rowling. Anna Mucha wydała książkę. Jedną. I jakoś mija się z celem nazywanie jej pisarką. Z resztą przykleiła się do niej posada aktorki :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Osobiście stosuję nieco inny "podział". Otóż ludzi piszących, zarobkowo i w każdej innej formie (blogerów itp.), nazywam literatami. Pisarz to w moim mniemaniu artysta przede wszystkim, zatem Andrzej Sapkowski to pisarz, a Andrzej Ziemiański to literat.

    OdpowiedzUsuń
  5. Komentarz Loco Muerte jest bodaj mi najbliższy; bo to, co nazwałaś starą szkołą, wydaje mi się raczej łagodniejszą odmianą nowej.

    Za Parandowskim: "Jeszcze nie tak dawno przestrzegano większej powściągliwości, czyniąc dyskretną różnicę między pisarzem a literatem. Pierwszy był pasowanym rycerzem, drugi zaledwie giermkiem. Literatowi pozwalano mieć nadzieję, że kiedyś zasłuży sobie na to zaszczytne miano, które następnie stopniują przymiotniki: znany, głośny, świetny, znakomity, wielki.

    (...)

    Nie każdy, kto pisze i ogłasza swe prace, jest pisarzem. Nie mówiąc o grafomanach, wielu autorów pożytecznych książek, choćby to były poematy, dramaty, powieści, nigdy nie wejdzie do literatury".

    Mam wrażenie, że kłopot z polskim słowem "pisarz" -- albo, jeśli wolisz, niekłopot -- stąd się bierze, że z oczywistych powodów coraz bardziej wzorowane jest na angielskim "writerze".

    --- M.W.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tylko nie bardzo rozumiem, gdy ktoś ma problem z pisarzem wydającym w wydawnictwie tradycyjnym, a takim self publishingowym, bo nawet pod tym względem wszystko się zmienia i tak mamy np PWN (duże, tradycyjne wydawnictwo) i ich rozpisani pl, którzy właśnie są do wydawania własnym nakładem - w gruncie rzeczy jeden i drugi autor wkłada taką samą pracę w napisanie powieści, a wydrukowana już tak samo wygląda na półce. Dla mnie więc pisarz to każdy, kto ma za sobą jakąś publikację, niekoniecznie tylko drukiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Warto rozróżnić self-publishing od vanity publishingu. Wydawnictwa, które zarabiają na wydawaniu książek na koszt autorów są tym drugim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem o tym, ale dla tego wywodu różnica jest (chyba) bez większego znaczenia - nie sądzę, żeby selfowie zasługiwali na tytuł "pisarza" bardziej niż vanitowcy czy tam odwrotnie, mechanizm wydania co prawda w obu przypadkach jest trochę inny, ale skutek dla czytelnika podobny. ;)

      Usuń
  8. Bardzo podoba mi się te definicja Manna, podana w komentarzu, niezwykle trafna :)A tekst Pani Aniu ciekawy. Rzeczywiście dzisiaj każdy jest pisarzem, ale malarzem, piosenkarzem czy artystą (chyba najbardziej zdewaluowane pojęcie) też.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam z „pisarzem” duży problem i z premedytacją po prostu nie używam tego słowa. Może to zbyt skrajna reakcja na związane z nim niejasności, ale mówiąc o pisarzu, po prostu nie wiedziałabym, o kim mówię. Z jednej strony zauważalna jest skrajność omówiona we wpisie – sama rozmawiałam kiedyś z osobnikiem, który nazwał siebie pisarzem w kontekście pisania pracy magisterskiej i jeszcze nie wiedział, co mnie w tym dziwi – z drugiej strony natomiast, wyzierające z niektórych komentarzy przekonanie, że pisarz to „Coś Więcej”, stanowi przesadę innego rodzaju i również do mnie nie trafia.

    Nadużywanie „pisarza” może być spowodowane tym, że ze wszystkich zawodów artystycznych to pisarzem właśnie najłatwiej się poczuć, nawet (zwłaszcza?) gdy nie ma się ku temu predyspozycji. Nie zgadzam się z wcześniejszym komentarzem, że ludzie równie skwapliwie nazywają siebie malarzami, muzykami, czy aktorami. Mam wrażenie, że te zawody w społecznej świadomości funkcjonują jako takie, do których trzeba mieć jakieś przygotowanie, technikę, często profesjonalny sprzęt. Wiadomo, że istnieją też kiepscy malarze, muzycy, czy tancerze, ale wszyscy chyba zdają sobie sprawę że istnieją jakieś podstawy, bez znajomości których nazwanie się tym czy tamtym jest po prostu śmieszne.
    Odnoszę wrażenie, że w przypadku pisania tak się o tym nie myśli. To chyba najbardziej „natchniona” dziedzina sztuki, kojarzona z weną i szaleńczymi porywami emocji, a także chyba jedyny artystyczny zawód, którego w naszym kraju nie można (jeszcze?) poprzeć dyplomem uczelni wyższej, ani żadnej w zasadzie poważnej szkoły. We wszystkich dziedzinach robią oczywiście karierę również ludzie, którzy takich dyplomów nie zdobyli, ale sama myśl, że istnieją szkoły plastyczne, muzyczne, fotograficzne, filmowe itd. każe ludziom myśleć, że tak, to jest coś, czego trzeba się UCZYĆ. Nikt nie potępia aktora, muzyka, plastyka za szlifowanie warsztatu. Natomiast o pisaniu dość się już w życiu nasłuchałam - że powinno wypływać z natchnienia, że tylko wena, strumień świadomości, wizja artystyczna i jeśli ktoś „uczy się pisania”, to jest tylko zwykłym wyrobnikiem, a nie artystą. Z takim podejściem łatwo się poczuć pisarzem. Wystarczy klawiatura, dużo weny, wizji, natchnienia i przekonania o własnej szczególnej misji. Znałam ludzi, którzy z pełną powagą nazywali się pisarzami, nie publikując nawet w Internecie. Po prostu pisali z zaangażowaniem odwrotnie proporcjonalnym do samokrytycyzmu.

    Z drugiej strony w opozycji do tego rzucania „pisarzem” na prawo i lewo stoi pogląd, że pisarz to jakiś abstrakcyjny honorowy tytuł, na który trzeba sobie zasłużyć, tylko tak nie bardzo wiadomo czym, oprócz tego, że zapewne pisaniem. Nie całkiem widzę sens podziału na pisarzy i literatów. Rozumiem, że pisarze to mieliby być ci wybitniejsi, ale to sprawia, że słowo „pisarz” brzmi tak górnolotnie i pompatycznie, że ociera się o śmieszność. W żadnej innej profesji nie istnieją dwa rożne, uzależnione od jakości pracy, określenia dla osób robiących to samo. Zresztą kto w takim wypadku miałby decydować o tym, czy dany twórca jest czy nie jest pisarzem?

    OdpowiedzUsuń
  10. I zabierając się za pisanie komentarza miałam w sumie poprzestać na tym, co powyżej, ale oczywiście dałam się skusić i zastanowiłam się przez chwilę, co ja odruchowo rozumiem, słysząc słowo „pisarz” i jak chciałabym być rozumiana, gdybym go używała.
    Nie do końca zgadzam się z tym, że pisarz to ktoś, kto zarabia na życie wyłącznie pisaniem, bo przecież ludzie miewają po kilka zawodów i nie żyją z jednego, a łączą je, wykonując dwa czy trzy jednocześnie. Ale ogólnie również bliskie jest mi myślenie, że „pisarz” to nazwa profesji związanej z tworzeniem literatury. Profesji, czyli że trzeba tę literaturę tworzyć profesjonalnie.
    I tu napotykam kolejną pułapkę, bo co to w przypadku pisarza znaczy właściwie „profesjonalnie”?Jak już wspomniałam, pisarz nie może być zawodem wyuczonym, więc kandydat do tego miana nie otrzymuje wykształcenia kierunkowego, ani żadnego dokumentu potwierdzającego kompetencje. Każdy będzie więc, siłą rzeczy, cały ten profesjonalizm pisarza przyjmował na wyczucie. Rozdźwięków nie da się uniknać, choćbyśmy wszyscy na głowie stanęli.
    Zatem skoro się już tak radośnie rozpisałam, to pójdę za ciosem i jeszcze tylko powiem bardzo gólnie, co ja rozumiem przez słowo „profesja” i na ile odnoszę to do twórców literatury. A potem już zamilknę, obiecuję.
    Po pierwsze, profesję się wykonuje – aspekt niedokonany – co znaczy, że nie wystarczy raz napisać i z głowy, trzeba się tym zajmować przez pewien czas. Niezależnie od tego, czy będzie to jego jedyny zawód, czy nie, pisarz to, w moim odczuciu, ktoś, kto znalazł dla pisania stałe miejsce w swoim życiu.
    Profesjonalista powinien również dysponować odpowiednimi narzędziami – przede wszystkim doskonale znać język, w którym pisze, techniczne aspekty budowy tekstu, sposoby konstruowania fabuły, czy sztukę rzetelnego reaserchu. Nie ma gorszej zarazy od takich, co to pisali w natchnieniu i nie zwracali uwagi na akapity, zapis dialogów, elementarną logikę, czy jakąś tam fabułę na przykład, czy coś, a w ogóle to „spadaj, nędzny profanie, czego się czepiasz, jaka ortografia, jaka gramatyka, o czym ty do mnie mówisz?! Nie pojmujesz geniuszu artysty, to się nie kompromituj!”
    Nieodłącznym elementem uprawiania dowolnej profesji jest też pobieranie za nią wynagrodzenia, Pisarz pisze, żeby sprzedawać swoją pracę i zarabiać na tym. Biorąc to pod uwagę, powinno mu zależeć na jakości produktu i na promocji. Myślę, że jeśli ktoś konsekwentnie uprawia self publishing, ma na to środki i cierpliwość, to może nazywać się pisarzem na równi z tymi wydawanymi w tradycyjnych wydawnictwach – jeśli pisze regularnie, robi to porządnie, dopracowuje produkt, znajduje odbiorców i zaczyna zarabiać, to czemu nie? Po prostu trwa to dłużej. Autor, który chciałby swoje hobby przekształcić z zawód, powinien orientować się, jak działa rynek wydawniczy, gdzie i jak może publikować, żeby było dla niego najlepiej. Powinien mieć pomysł nie tylko na to, co napisze, ale też na to, co się z tym dalej stanie.

    Podsumowując, myślę, że moje podejście jest bliskie temu, co nazwała Pani „starą szkołą”. Pisarza postrzegam jako rzemieślnika, człowieka, który posiada jakjeś umiejętności, dzięki nim tworzy produkt i sprzedaje go. Nie zaglądam mu do portfela, więc nie wiem, czy zarabia tak na życie, czy tylko na waciki, w każdym razie funkcjonuje na rynku. Trochę to mało romantyczne, ale trudno, chyba mogę z tym żyć. A samego słowa „pisarz” nadal nie lubię ;-)

    Dziękuję za ciekawy i dający do myślenia wpis.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja w angielskim internecie często spotykam nazwę "artist". I stosuje się ją np. do kogoś, kto sobie rysuje obrazki fanowskie (tzw. fanart) o kiepskim nieraz poziomie. Nie wiem, czy to słowo ma identyczny wydźwięk, co nasze "artysta"? Nie nazwałabym artystą nastolatka, który narysował sobie Geralta i wstawił na bloga. ;) I tenże sam "artist" jest stosowany w odniesieniu do twórczości fanowskiej z innych dziedzin, ot choćby do opowiadań (fanfiction). Tylko my mamy ciągle problemy z nazwami... ;)

    OdpowiedzUsuń