piątek, 28 sierpnia 2015

Tajemnica Nawiedzonego Lasu - Nina

Dzielę się znalezionym na stronie Uroborosa obrazkiem Niny z "Tajemnicy Nawiedzonego Lasu" (kontynuacja "Tajemnicy Diabelskiego Kręgu"), która to książka powinna ukazać się jesienią. Podoba mi się ta podejrzliwa mina bohaterki (ma uzasadnienie w fabule). :)))


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Pozajdlowo - parę moich przemyśleń

Zastanawiałam się, czy pisać tę notkę, czy nie – ostatecznie zdecydowałam, że tak, bo może pora wyjaśnić parę rzeczy.
Otóż wyniki głosowania na nagrodę im. Janusza A. Zajdla wzbudziły w tym roku lekkie kontrowersje. O zwycięstwie Miśka Cholewy nie będę pisać, bo bardzo ładnie zrobił to Kuba Ćwiek, napiszę natomiast o sobie. Tak się bowiem składa, że dwa dni temu otrzymałam kolejną nagrodę – już piątą – i uczucia mam wobec tego faktu dość mieszane.
Z jednej strony strasznie się cieszę. To naprawdę niesamowita frajda zostać docenionym i nagrodzonym i choć emocje oczywiście nie są już tak wielkie jak za pierwszym razem, wciąż jest to niezwykłe przeżycie – dla mnie w tym roku tym mocniejsze, że dostałam nagrodę za opowiadanie, o którym nie sądziłam, że w ogóle ktoś je zauważy.
Z drugiej strony natomiast mam w tej chwili pięć statuetek – dokładnie tyle, co Andrzej Sapkowski. Rozumiem ludzi, którzy przecierają ze zdumienia oczy i pytają „Ale o co chodzi? Dlaczego ta Kańtoch ma tyle samo nagród co najbardziej popularny polski pisarz fantastyczny, tłumaczony na wiele języków klasyk literatury, do którego po podpis ustawiają się kilometrowe kolejki? Kim w ogóle jest Kańtoch?”.
Uwierzcie mi – sama mam ochotę tak zapytać (z wyjątkiem „Kim jest Kańtoch” oczywiście, bo to akurat wiem). Pomimo że mam tyle samo statuetek, nie czuję, żebym Andrzejowi dorównywała; co więcej, również wśród mniej utytułowanych autorów jest dużo takich, którzy moim zdaniem piszą lepiej i ciekawiej niż ja. Inna rzecz, że samego siebie ocenia się ciężko, a w literaturze sporo jest rzeczą gustu, więc nie zamierzam się jakoś strasznie kłócić, że na pewno jestem mniej utalentowana niż X (tu wstawcie dowolne nazwisko) – i proszę, nie traktujcie tego akapitu jako kokieteryjnej próby dopraszania się o komplementy, bo nie o to chodzi.
Wracając jednak do głównego tematu: na pytanie „Co się stało, że Kańtoch znowu wygrała” nie potrafię odpowiedzieć. Wiem tyle, że wbrew temu, co sądzą niektórzy zwolennicy spiskowych teorii, nie było żadnej „zorganizowanej akcji ŚKF” – biorąc pod uwagę, że z ludźmi z klubu jestem naprawdę blisko, taką akcję musiałabym zauważyć (a wtedy powiedziałabym im, co sądzę o podobnych pomysłach).
Niemniej i bez zorganizowanej akcji istnieje możliwość, że część osób głosowała na mnie „za popularność”, a nie za „jakość tekstu”. Moja popularność ogólna co prawda nijak się ma do popularności wspomnianego wyżej Andrzeja Sapkowskiego, ale akurat w środowisku, które co roku głosuje na nagrodę im. Janusza A. Zajdla, jestem rozpoznawana i lubiana. A w tym roku miałam jeszcze łatwiej, bo w kategorii „opowiadanie” byłam właściwie jedyną taką autorką – Stefan Darda pisze od lat, ale dość mocno polaryzuje odbiorców i ma tyle samo zwolenników, co przeciwników, a pozostałe trzy nominowane autorki to debiutantki albo prawie debiutantki.
Czy więc ta moja rozpoznawalność i bycie lubianą wpłynęły na wyniki? Nie wiem, istnieje taka możliwość. Bo ludzie generalnie chcą być mili i wydaje im się, że jak postawią tę jedynkę przy nazwisku jakiegoś fajnego autora, to robią mu (albo jej) przysługę – intencje mają dobre, ale niestety, grzeszą bezmyślnością, nie wiedząc, że nagrodzony z takich powodów autor wcale nie czuje się potem dobrze. Mnie dwie sztuki (litościwie przemilczę nazwiska) się przyznały, że zagłosowały na mój tekst, choć go nie czytały, i obu mam ochotę solidnie nakopać.
Na szczęście były też osoby, które podchodziły i mówiły, że postawiły mój tekst na pierwszym miejscu, bo ich zdaniem był najlepszy; znaleźli się też tacy, którym „Sztuka porozumienia” nie podobała się jakoś szczególnie, ale i tak na nią zagłosowali (argumenty padały różne, na szczęście wszystkie były natury literackiej, a nie „Bo ty jesteś fajna/jesteś moją koleżanką). Jednym i drugim bardzo dziękuję – nie dlatego, że wybrali akurat mnie, tylko dlatego, że przywracają mi wiarę w świadomych i uczciwych głosujących.
Zresztą w ogóle pocieszam się myślą, że owszem, z jednej strony – patrz wyżej – ludzie głosują na rozpoznawane nazwiska, ale z drugiej akurat w fandomie takich „świadomych i uczciwych” może być całkiem sporo. 360 głosujących to nie jest powalająco duża grupa, ale to są w znaczniej mierze ludzie, którzy a) sporo czytają, b) traktują głosowanie poważnie, starają się doczytywać nominowane utwory itp. (wiem, bo od lat jestem związana z tym środowiskiem).
Stąd też odpowiedź na pytanie „Czy popularność Kańtoch wpłynęła na wyniki” nie jest tak bardzo oczywista, jak mogłoby się wydawać. Jasne, mogła wpłynąć (bycie rozpoznawalną z pewnością mi nie zaszkodziło), ale niekoniecznie musiała. Tak naprawdę nikt tego nie wie i nie będzie wiedział – żeby wiedzieć, musielibyśmy przepytać wszystkich głosujących, co jest niewykonalne, a nawet gdyby było, to i tak, cholera, część ludzi będzie łgać. Rozważanie tego problemu niewiele ma sensu, bo i tak do żadnych popartych konkretnymi dowodami wniosków nie dojdziemy. Ja z oczywistych względów wolę sądzić, że jednak większość głosowała na mnie uczciwie. Ci, którym „Sztuka porozumienia” się nie podobała, z równie oczywistych względów będą woleli wierzyć, że zadecydowała popularność Kańtoch (rozumiem ich i nie mam pretensji).
Co natomiast możemy w takiej sytuacji zrobić? Otóż mam propozycję taką: ja pozostawię sobie margines wątpliwości, że może nie jestem tak dobra, jak mogłoby się wydawać, a Wy (to jest apel do wszystkich głosujących) głosujcie na tekst, a nie na autora. Jeśli nie chce się Wam czytać tego, co napisałam, albo nie macie na to czasu, a jednocześnie uważacie, że jestem fajna i miła, to, kurczę, kupcie mi lizaka albo postawcie piwo, ale nie głosujcie na mnie, OK?

środa, 19 sierpnia 2015

Polcon 2015 - moje punkty programu

Jutro zaczyna się Polcon, w związku z czym podaję, gdzie można mnie będzie ewentualnie łapać:

w piątek o 19:00 będę w Auli na panelu "Co zrobić, by nikt cię nie wydawał" (oprócz mnie udział wezmą: Marcin Zwierzchowski, Jacek Komuda, Romuald Pawlak, Marcin Rusnak);

w sobotę o 13:00 szukajcie mnie sali Literackiej 2 na panelu "Steampunk zaniedbany?" (oprócz mnie udział wezmą: Konrad T. Lewandowski, Paweł Majka, Maciej Guzek, Marcin Rusnak);

(hmm, panel z Przewodasem, to może być ciekawe ;))

i w niedzielę o 10:00 będzie mnie można znaleźć też w sali Literackiej 2, na panelu "Miasto, tło i bohater opowieści" (oprócz mnie udział wezmą: Paweł Majka, Marcin Rusnak, Robert Ziębiński).

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

BookRage i Domenic Jordan

Ruszyła właśnie kolejna edycja BookRage'a. Można na niej kupić między innymi "Majstersztyk", czyli najnowszą historię z Domenikiem Jordanem w roli głównej. Technicznie to jest powieść, aczkolwiek niestety bardzo krótka (informuję na wszelki wypadek, gdyby ktoś się nastawiał na coś dłuższego). Okładka poniżej, imho całkiem ładna, choć niewiele mająca wspólnego z treścią. ;)

Polscy autorzy kryminałów, część 4

TRADYCYJNIE: UWAGA NA SPOJLERY!!!

Przeczytałam z rozpędu wszystko, co było dostępne z cyklu Katarzyny Puzyńskiej, i jestem zadowolona. To znaczy, dla ścisłości, zdaję sobie sprawę, że te książki bardzo łatwo z różnych powodów krytykować.

Raz, że intrygi są momentami strasznie wymyślne i mało wiarygodne, nawet przy założeniu, że „to taka konwencja”.

Dwa, że niemal wszyscy mają tu jakieś tajemnice i co więcej, zachowują się tak, jakby byli winni, co wypada jednak trochę sztucznie (znowu, wiem, że „to taka konwencja”, ale efekt jest taki, że kiedy w którejś z kolei części kolejna osoba zachowuje się „podejrzanie”, to nie robi to już właściwie większego wrażenia).

Trzy – autorka bardzo chce, żeby było „tajemniczo” i mnoży różne drobne zagadki, co generalnie jest fajne, niestety, problem pojawia się, kiedy przychodzi do ich wyjaśniania, bo czasem te tłumaczenia są strasznie naciągane, a czasem w ogóle ich nie ma. Ja np. do dziś nie wiem, czemu właściwie morderca-szachista zostawiał odciski palców tylko po jednej stronie figur szachowych...

Cztery – bywa, że autorka musi uciekać się do tradycyjnego chwytu, jakim jest „spowiedź mordercy” w ostatnim rozdziale i czasem wypada to tak, że zęby bolą (w momencie, kiedy zabójczyni z „Więcej czerwieni” tłumaczyła, co zrobiła i dlaczego, miałam wrażenie, że znalazłam się w środku bardzo kiepskiego filmu).

Niemniej, wszystkie te wady bledną w obliczu jednej ważnej zalety: te książki świetnie się czyta (nawet jeśli końcówki ostatecznie trochę rozczarowują – bo zazwyczaj w mniejszym bądź większym stopniu rozczarowują). Akcja wciąga, zagadki intrygują i człowiek bardzo chce wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi i „kto zabił”. A to jest, wbrew pozorom, naprawdę dużo – sporo autorów piszących lepszym stylem, tworzących lepsze, bardziej wiarygodne postaci itp. nie jest w stanie poprowadzić fabuły tak, żeby zainteresować czytelnika i do końca trzymać go w napięciu. Nie raz zdarzało mi się czytać książkę, gdzie właściwie wszystkie pojedyncze elementy były na wysokim poziomie, ale gdzieś w połowie orientowałam się, że to, co w kryminale teoretycznie jest najważniejsze, czyli trup i śledztwo, tak naprawdę zupełnie mnie nie obchodzi. Tak więc Katarzyna Puzyńska dostaje ode mnie dużego plusa i niecierpliwie czekam na jej kolejną powieść.


Poza tym przeczytałam „Morderstwo na mokradłach” Saszy Hady. Przez pierwsze pięćdziesiąt stron brnęłam ze wzrastającą irytacją, bo wyglądało na to, że to książka z gatunku tych, w których autora interesuje wszystko, tylko nie zagadka kryminalna (tu autorkę interesowało głównie dowcipkowanie na różne tematy), a jak pewnie się już zorientowaliście, jestem raczej tradycjonalistką i lubię, żeby w kryminale najważniejszy był trup. Na szczęście potem coś zaskoczyło i akcja zaczęła się rozkręcać. Im dalej, tym było lepiej, i ostatecznie wrażenia mam pozytywne: bohaterowie są przesympatyczni, intryga w miarę spójna i sensowna, żarty w większości udane. Jak na kryminał humorystyczny (czyli gatunek, za którym nie przepadam), jest bardzo ok.  

sobota, 15 sierpnia 2015

Zajdle 2015, czyli na kogo będę głosować w tym roku

I nie, prawidłowa odpowiedź nie brzmi „na siebie” (nie jestem w stanie co prawda tego udowodnić, ale mam nadzieję, że moje słowo wystarczy :->). Polcon zbliża się wielkimi krokami, niżej więc wrzucam króciutki przegląd nominowanych tekstów. Swoje opowiadanie, podobnie jak w zeszłym roku, pomijam, od oceniania moich tekstów są inni, a nie ja. :)

Miejsce pierwsze bezapelacyjnie zajmuje „Kre(jz)olka” Krystyny Chodorowskiej, którą zresztą już kiedyś na blogu polecałam. To strasznie fajna fantastyka „bliskiego zasięgu”, z oryginalnym pomysłem i do tego napisana bardzo ładnym, klimatycznym stylem. Mam nadzieję, że opowiadanie wygra, bo naprawdę na to zasługuje.

Miejsce drugie to „Daję życie, biorę śmierć” Marty Krajewskiej – opowiadanie też dobre, klimatyczne, ciekawe i z ładnie oddaną „słowiańskością”. Niestety, pozytywne wrażenie psuje troszkę końcówka, w której zabrakło mocnego akcentu.

Miejsce trzecie zajmuje „Teleturniej” Doroty Dziedzic-Chojnackiej – tu z kolei pomysł jest bardzo fajny, ale problem w tym, że opowiadanie napisane zostało dość męczącym (jak dla mnie) stylem.

Miejsce czwarte to „Rowerzysta” Stefana Dardy – przyznaję, nie jestem wielbicielką prozy tego autora, bo zawsze brakowało mi w jego tekstach klimatu (a od horrorów klimatu jednak wymagam). Niemniej „Rowerzysta” się broni, bo przez większą część to bardziej kryminał niż groza, a w kryminale nastrój jakoś szczególnie potrzebny nie jest.

„Nika” tego samego autora takiego usprawiedliwienia już nie ma, ląduje więc na miejscu piątym.


Z drugiej kategorii znam tylko „Fortę” Michała Cholewy oraz „Pokój światów” Pawła Majki (obie książki bardzo mi się podobały) i nie sądzę, żebym zdążyła przed Polconem doczytać coś jeszcze, będę więc głosowała na którąś z tych dwóch powieści. Obie, moim zdaniem, zasługują na wygraną.

piątek, 14 sierpnia 2015

"Światy Dantego" już są!

Tak naprawdę to są od wtorku, ale upał mnie rozleniwił, więc piszę dopiero teraz. W każdym razie "Światy Dantego" (a w nich nowe opowiadanie o Domenicu Jordanie) można już kupować i czytać - do czego zachęcam.

sobota, 1 sierpnia 2015

Sierpniowe aktualności

Sierpień to przede wszystkim Polcon, który w tym roku odbywa się w Poznaniu w dniach 20-23.08. Oczywiście się na niego wybieram, wezmę też pewnie udział w paru punktach programu. ;)
Poza tym bez większych zmian: na początku sierpnia powinien ukazać się zbiorek "Światy Dantego", "Tajemnica Nawiedzonego Lasu" będzie na jesieni, a kryminał "Łaska" w bliżej nieokreślonej przyszłości (prawdopodobnie na początku nowego roku).

Tymczasem nowy kryminał się pisze się.