poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Pozajdlowo - parę moich przemyśleń

Zastanawiałam się, czy pisać tę notkę, czy nie – ostatecznie zdecydowałam, że tak, bo może pora wyjaśnić parę rzeczy.
Otóż wyniki głosowania na nagrodę im. Janusza A. Zajdla wzbudziły w tym roku lekkie kontrowersje. O zwycięstwie Miśka Cholewy nie będę pisać, bo bardzo ładnie zrobił to Kuba Ćwiek, napiszę natomiast o sobie. Tak się bowiem składa, że dwa dni temu otrzymałam kolejną nagrodę – już piątą – i uczucia mam wobec tego faktu dość mieszane.
Z jednej strony strasznie się cieszę. To naprawdę niesamowita frajda zostać docenionym i nagrodzonym i choć emocje oczywiście nie są już tak wielkie jak za pierwszym razem, wciąż jest to niezwykłe przeżycie – dla mnie w tym roku tym mocniejsze, że dostałam nagrodę za opowiadanie, o którym nie sądziłam, że w ogóle ktoś je zauważy.
Z drugiej strony natomiast mam w tej chwili pięć statuetek – dokładnie tyle, co Andrzej Sapkowski. Rozumiem ludzi, którzy przecierają ze zdumienia oczy i pytają „Ale o co chodzi? Dlaczego ta Kańtoch ma tyle samo nagród co najbardziej popularny polski pisarz fantastyczny, tłumaczony na wiele języków klasyk literatury, do którego po podpis ustawiają się kilometrowe kolejki? Kim w ogóle jest Kańtoch?”.
Uwierzcie mi – sama mam ochotę tak zapytać (z wyjątkiem „Kim jest Kańtoch” oczywiście, bo to akurat wiem). Pomimo że mam tyle samo statuetek, nie czuję, żebym Andrzejowi dorównywała; co więcej, również wśród mniej utytułowanych autorów jest dużo takich, którzy moim zdaniem piszą lepiej i ciekawiej niż ja. Inna rzecz, że samego siebie ocenia się ciężko, a w literaturze sporo jest rzeczą gustu, więc nie zamierzam się jakoś strasznie kłócić, że na pewno jestem mniej utalentowana niż X (tu wstawcie dowolne nazwisko) – i proszę, nie traktujcie tego akapitu jako kokieteryjnej próby dopraszania się o komplementy, bo nie o to chodzi.
Wracając jednak do głównego tematu: na pytanie „Co się stało, że Kańtoch znowu wygrała” nie potrafię odpowiedzieć. Wiem tyle, że wbrew temu, co sądzą niektórzy zwolennicy spiskowych teorii, nie było żadnej „zorganizowanej akcji ŚKF” – biorąc pod uwagę, że z ludźmi z klubu jestem naprawdę blisko, taką akcję musiałabym zauważyć (a wtedy powiedziałabym im, co sądzę o podobnych pomysłach).
Niemniej i bez zorganizowanej akcji istnieje możliwość, że część osób głosowała na mnie „za popularność”, a nie za „jakość tekstu”. Moja popularność ogólna co prawda nijak się ma do popularności wspomnianego wyżej Andrzeja Sapkowskiego, ale akurat w środowisku, które co roku głosuje na nagrodę im. Janusza A. Zajdla, jestem rozpoznawana i lubiana. A w tym roku miałam jeszcze łatwiej, bo w kategorii „opowiadanie” byłam właściwie jedyną taką autorką – Stefan Darda pisze od lat, ale dość mocno polaryzuje odbiorców i ma tyle samo zwolenników, co przeciwników, a pozostałe trzy nominowane autorki to debiutantki albo prawie debiutantki.
Czy więc ta moja rozpoznawalność i bycie lubianą wpłynęły na wyniki? Nie wiem, istnieje taka możliwość. Bo ludzie generalnie chcą być mili i wydaje im się, że jak postawią tę jedynkę przy nazwisku jakiegoś fajnego autora, to robią mu (albo jej) przysługę – intencje mają dobre, ale niestety, grzeszą bezmyślnością, nie wiedząc, że nagrodzony z takich powodów autor wcale nie czuje się potem dobrze. Mnie dwie sztuki (litościwie przemilczę nazwiska) się przyznały, że zagłosowały na mój tekst, choć go nie czytały, i obu mam ochotę solidnie nakopać.
Na szczęście były też osoby, które podchodziły i mówiły, że postawiły mój tekst na pierwszym miejscu, bo ich zdaniem był najlepszy; znaleźli się też tacy, którym „Sztuka porozumienia” nie podobała się jakoś szczególnie, ale i tak na nią zagłosowali (argumenty padały różne, na szczęście wszystkie były natury literackiej, a nie „Bo ty jesteś fajna/jesteś moją koleżanką). Jednym i drugim bardzo dziękuję – nie dlatego, że wybrali akurat mnie, tylko dlatego, że przywracają mi wiarę w świadomych i uczciwych głosujących.
Zresztą w ogóle pocieszam się myślą, że owszem, z jednej strony – patrz wyżej – ludzie głosują na rozpoznawane nazwiska, ale z drugiej akurat w fandomie takich „świadomych i uczciwych” może być całkiem sporo. 360 głosujących to nie jest powalająco duża grupa, ale to są w znaczniej mierze ludzie, którzy a) sporo czytają, b) traktują głosowanie poważnie, starają się doczytywać nominowane utwory itp. (wiem, bo od lat jestem związana z tym środowiskiem).
Stąd też odpowiedź na pytanie „Czy popularność Kańtoch wpłynęła na wyniki” nie jest tak bardzo oczywista, jak mogłoby się wydawać. Jasne, mogła wpłynąć (bycie rozpoznawalną z pewnością mi nie zaszkodziło), ale niekoniecznie musiała. Tak naprawdę nikt tego nie wie i nie będzie wiedział – żeby wiedzieć, musielibyśmy przepytać wszystkich głosujących, co jest niewykonalne, a nawet gdyby było, to i tak, cholera, część ludzi będzie łgać. Rozważanie tego problemu niewiele ma sensu, bo i tak do żadnych popartych konkretnymi dowodami wniosków nie dojdziemy. Ja z oczywistych względów wolę sądzić, że jednak większość głosowała na mnie uczciwie. Ci, którym „Sztuka porozumienia” się nie podobała, z równie oczywistych względów będą woleli wierzyć, że zadecydowała popularność Kańtoch (rozumiem ich i nie mam pretensji).
Co natomiast możemy w takiej sytuacji zrobić? Otóż mam propozycję taką: ja pozostawię sobie margines wątpliwości, że może nie jestem tak dobra, jak mogłoby się wydawać, a Wy (to jest apel do wszystkich głosujących) głosujcie na tekst, a nie na autora. Jeśli nie chce się Wam czytać tego, co napisałam, albo nie macie na to czasu, a jednocześnie uważacie, że jestem fajna i miła, to, kurczę, kupcie mi lizaka albo postawcie piwo, ale nie głosujcie na mnie, OK?

8 komentarzy:

  1. Aniu, nie byłoby tej Nagrody bez corocznych kontrowersji i wątpliwości. Jedyną Twoją winą jest to, że piszesz na tyle niemało, by każdego roku być nominowaną i na tyle bardzo dobrze, by wygrywać. Ilość Twoich zwycięstw może raczej grać przeciwko Tobie niż za Tobą, bo jedni poczują przesyt, inni będą szukać spisku itp. itd.
    Może się zdarzyć i tak, że ktoś zagłosuje na Ciebie, uznając, że innych nie zna, a Ciebie czytał, bo Twoich opowiadań bądź powieści szukał. Może to pewne fory. Ale jeśli nawet, to zapracowałaś sobie na nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Spoko, nie głosowałem na Twoje opowiadanie ale i tak gratuluję. Nie musisz się z niczego tłumaczyć. Czy popularność Kańtoch wpłynęła na wyniki? Pewnie też ale gdybyś pisała same knoty nic by to nie pomogło. Masz się z czego cieszyć tylko podeprzyj półkę z "Zajdlami" bo to cholerstwo ciężkie jest :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze gratulacje!

    Po drugie. Co do samej nagrody, to warto najpierw zauważyć, że liczba głosujących rośnie, to cieszy. Im więcej głosów, tym bardziej reprezentacyjny będzie ostateczny wynik. Głosować mogą zarówno osoby będące obecne na Polconie, jak i ci, którzy wykupili akredytację wspierającą. Jest więc możliwość głosowania korespondencyjnego. Jeżeli ktoś czuje się pokrzywdzony, to warto, aby zaangażował swoich fanów w przyszłości do przeczytania wszystkich nominowanych tekstów, a potem oddania głosu wg własnego uznania na tekst najlepszy (tekst, nie autora - tak jak pisała Anna).
    Minusem jest to, że zawsze przy głosowaniu część głosujących będzie stosować kryteria niemerytoryczne i nie da się tego uniknąć.

    Po trzecie. Utwory nominowane były całkiem dobre (przynajmniej w opowiadaniach, bo nie przeczytałem wszystkich powieści niestety), więc moim zdaniem wybór nie był prosty. Jest jeszcze dodatkowa trudność, o której się (chyba) zapomina. Nominacje to bardzo różne gatunkowo i tematycznie utwory. Cześć to SF, część fantasy, niektóre są bliskie tekstom obyczajowym, innym bliżej do horroru. Trudno tutaj, aby każdemu podobał się tekst ostatecznie nagrodzony Zajdlem. Głosują nie zawodowi krytycy, ale po prostu wytrawni czytelnicy, którzy chcą nagrodzić to, co im się po prostu podobało.

    Na koniec dodam, że przysłowiowy ból d*** zdaje się mieć mała, choć niestety głośna, grupka osób.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Aniu, gratuluję piątego Zajdla:) Ale, ale. Nie powinno być tak, że autor tłumaczy się z otrzymania nagrody! To chyba możliwe tylko w Polsce, gdzie zaraz węszy się spiski i jakieś przekręty. :(
    Wiem, że to wbijanie szpilek przez niektórych zawistników jest przykre, ale nie ma na to rady. Po prostu lepiej tego nie słuchać i robić swoje.
    Ja nie głosowałam (z braku takowej możliwości), ale za to wszystkie opowiadania przeczytałam;) i moim skromnym zdaniem Pani zwycięstwo jest zasłużone. Ale z drugiej strony jestem fanką Pani twórczości, więc zdaję sobie sprawę, że moja opinia jest mało wiarygodna. ;o

    OdpowiedzUsuń
  5. To, jak się zdaje, działa w obie strony i może jakoś się wyrównuje (piszę o takiej czy innej znajomości z Tobą, a nie o -- chyba istniejącej -- skłonności do nagradzania już nagradzanych). Co prawda nie mam z takimi głosowaniami wiele wspólnego, ale gdybym miał -- to na Ciebie bym NIE głosował, nawet na "Czarne", bo wprawdzie raz się tylko widzieliśmy, gdy byłem młody, długowłosy i trwożliwy, ale śmy w jednej redakcji itp. -- więc i tak podejrzewałbym siebie o jakąś ukrytą nierzetelność. Pewnie zresztą w ogóle bym nie brał udziału, ale to inna sprawa; tak czy inaczej -- możesz też tracić głosy tych, co sądzą, żeś "fajna i miła", właśnie dlatego, że tak sądzą. Na szczęście obok Zajdli są nagrody Żuławskiego -- jedno dobrze uzupełnia drugie.

    Mieszko

    OdpowiedzUsuń
  6. Istotnie, nie bardzo rozumiem, czemu to właściwie podlega jakimkolwiek rozkminom, skoro to jest zasłużona nagroda dla wartościowej pisarki. Moim zdaniem problem tkwi w tym, że osoby krytykujące nie potrafią dostrzec doskonałego warsztatu pisarskiego, coraz lepszego operowania materią językową, świadomego wyzyskania konwencji, która jest znakiem charakterystycznym Pani teksów. Mnie w tym wszystkim ubodło raczej to, jakie komentarze towarzyszyły ogłoszeniu nagrody. Były absolutnie seksistowskie i pozbawione jakiegokolwiek zaplecza merytorycznego. Wątpię, żeby w sytuacji, gdy nagrodzonym byłby mężczyzna, w ogóle się pojawiły. A co do komentarza Jakuba Ćwieka, to, proszę darować, bezustannie pojawiała się tam jedna zasadnicza nuta, a mianowicie, ileż to Pani zawdzięcza wsparciu Michała Cholewy. Oczywiście Ćwiek wspomniał o wkładzie laureata także i we własny (w sensie Ćwieka) tekst, ale nie poświęcił temu aż półtora akapitu i to nie bardzo mi się podoba. Uważam, że doskonalenie sztuki pisarskiej procentuje nagrodami i tego się trzymać będę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chociaż uważam, że w tym roku rzeczywiście winna była wygrać Marta Krajewska, a nie Anna Kańtoch, to zgoła niepotrzebnie tłumaczysz się z wygranej. Zajdel będąc nagrodą plebiscytową powinien mieć wbudowany mechanizm uniemożliwiający autorom seryjne zwycięstwa (częściowo) na fali popularności. Ot, na przykład zasada karencji – laureat przez dwa następne lata nie może zostać ponownie nominowany.

    Inna sprawa, że – piszę to całkiem poważnie – możesz teraz wykorzystać swój autorytet i na przyszły rok spróbować napisać opowiadanie ambitne, odchodzące od beletrystyki i idące w stronę literatury pięknej. Jeśli znowu wygrasz, tym lepiej dla Ciebie i dla polskiej fantastyki, którą wywindujesz w górę. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O, znowu Zajdlowe kontrowersje? Jeśli dobrze zrozumiałem, jak zwykle pojawiły się zarzuty o kolesiostwo i głosowanie na najpopularniejszego, a nie najlepszego pisarza - to dlaczego w takim razie nie wygrał Kuba Ćwiek, który ma już nie fanów, a wyznawców? :>

    OdpowiedzUsuń