poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Polscy autorzy kryminałów, część 4

TRADYCYJNIE: UWAGA NA SPOJLERY!!!

Przeczytałam z rozpędu wszystko, co było dostępne z cyklu Katarzyny Puzyńskiej, i jestem zadowolona. To znaczy, dla ścisłości, zdaję sobie sprawę, że te książki bardzo łatwo z różnych powodów krytykować.

Raz, że intrygi są momentami strasznie wymyślne i mało wiarygodne, nawet przy założeniu, że „to taka konwencja”.

Dwa, że niemal wszyscy mają tu jakieś tajemnice i co więcej, zachowują się tak, jakby byli winni, co wypada jednak trochę sztucznie (znowu, wiem, że „to taka konwencja”, ale efekt jest taki, że kiedy w którejś z kolei części kolejna osoba zachowuje się „podejrzanie”, to nie robi to już właściwie większego wrażenia).

Trzy – autorka bardzo chce, żeby było „tajemniczo” i mnoży różne drobne zagadki, co generalnie jest fajne, niestety, problem pojawia się, kiedy przychodzi do ich wyjaśniania, bo czasem te tłumaczenia są strasznie naciągane, a czasem w ogóle ich nie ma. Ja np. do dziś nie wiem, czemu właściwie morderca-szachista zostawiał odciski palców tylko po jednej stronie figur szachowych...

Cztery – bywa, że autorka musi uciekać się do tradycyjnego chwytu, jakim jest „spowiedź mordercy” w ostatnim rozdziale i czasem wypada to tak, że zęby bolą (w momencie, kiedy zabójczyni z „Więcej czerwieni” tłumaczyła, co zrobiła i dlaczego, miałam wrażenie, że znalazłam się w środku bardzo kiepskiego filmu).

Niemniej, wszystkie te wady bledną w obliczu jednej ważnej zalety: te książki świetnie się czyta (nawet jeśli końcówki ostatecznie trochę rozczarowują – bo zazwyczaj w mniejszym bądź większym stopniu rozczarowują). Akcja wciąga, zagadki intrygują i człowiek bardzo chce wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi i „kto zabił”. A to jest, wbrew pozorom, naprawdę dużo – sporo autorów piszących lepszym stylem, tworzących lepsze, bardziej wiarygodne postaci itp. nie jest w stanie poprowadzić fabuły tak, żeby zainteresować czytelnika i do końca trzymać go w napięciu. Nie raz zdarzało mi się czytać książkę, gdzie właściwie wszystkie pojedyncze elementy były na wysokim poziomie, ale gdzieś w połowie orientowałam się, że to, co w kryminale teoretycznie jest najważniejsze, czyli trup i śledztwo, tak naprawdę zupełnie mnie nie obchodzi. Tak więc Katarzyna Puzyńska dostaje ode mnie dużego plusa i niecierpliwie czekam na jej kolejną powieść.


Poza tym przeczytałam „Morderstwo na mokradłach” Saszy Hady. Przez pierwsze pięćdziesiąt stron brnęłam ze wzrastającą irytacją, bo wyglądało na to, że to książka z gatunku tych, w których autora interesuje wszystko, tylko nie zagadka kryminalna (tu autorkę interesowało głównie dowcipkowanie na różne tematy), a jak pewnie się już zorientowaliście, jestem raczej tradycjonalistką i lubię, żeby w kryminale najważniejszy był trup. Na szczęście potem coś zaskoczyło i akcja zaczęła się rozkręcać. Im dalej, tym było lepiej, i ostatecznie wrażenia mam pozytywne: bohaterowie są przesympatyczni, intryga w miarę spójna i sensowna, żarty w większości udane. Jak na kryminał humorystyczny (czyli gatunek, za którym nie przepadam), jest bardzo ok.  

1 komentarz:

  1. Również przeczytałam książki Puzyńskiej. Pierwsze dwa tomy były dla mnie przyjemną lekturą, "Trzydziesta pierwsza" i "Z jednym wyjątkiem" nieco mnie męczyły, choć ta ostatnia swą intrygą naprawdę zaplusowała. :) Zobaczymy jak będzie w "Utopcach". Skoro czyta Pani polskie kryminały, to polecam książki Zajasa (ukazały się już dwie części trylogii grobiańskiej) :) Bardzo jestem ciekawa, czy też przypadną Pani do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń