środa, 29 lipca 2015

Polscy autorzy kryminałów, część 2

Tym razem będzie o "Pustułce" Katarzyny Bereniki Miszczuk oraz "Tajemnicy domu Helclów" Maryli Szymiczkowej (czyli Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego).

"Pustułkę bardzo łatwo skrytykować, bo to kryminał klasyczny aż do bólu i momentami strasznie sztuczny. Wiecie, odcięta od świata wyspa, rodzina dybiąca na majątek bogatego nestora rodu, ktoś zaczyna mordować... Postacie są rysowane tak grubymi kreskami, że momentami niemal karykaturalne (nestorowi rodu brakowało tylko mrocznego śmiechu z głębi studni, żeby podkreślić, jaki jest ZŁY), a sceneria greckiej wyspy oraz ogólnie realia wyglądają dziwnie nieprzekonująco, jak teatralne dekoracje - w rezultacie wychodzi z tego coś w pół drogi między Agathą Christie a brazylijską telenowelą, w której bohaterowie na tle bijących za oknem piorunów wyznają sobie rodzinne tajemnice i policzkują się wzajemnie (serio, chyba połowa rozmów w tej książce kończy się tym, że ktoś komuś daje w twarz). A jednak, jeśli już człowiek zaakceptuje, że "to taka konwencja", "Pustułkę" czyta się zaskakująco dobrze, trup pada gęsto, akcja wciąga itd. Nawet fakt, że w zasadzie nie ma tu ani jednej sympatycznej postaci, uznałam za zaletę, bo dzięki temu nie musiałam się o nikogo martwić, tylko mogłam cieszyć się do woli kolejnymi zgonami. ;) Jeśli więc ktoś szuka lekkiego, łatwego i klasycznego kryminału na lato, to mogę polecić. Zabrakło mi natomiast wątku detektywistycznego, bo zabójstwa tu, owszem, są, ale nikt ich nawet nie próbuje wyjaśniać, nie ma charakterystycznego dla kryminałów łączenia poszlak czy szukania tropów - cała intryga wyjaśnia się na ostatnich stronach w jednej rozmowie. Trochę szkoda.

Poza tym "Tajemnica domu Helclów" - jestem na razie gdzieś w 1/3 i na razie jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Zabawnie, oryginalnie (pomysł na detektywa taki, że chapeau bas) i bardzo, ale to bardzo krakowsko.

1 komentarz: