sobota, 7 lutego 2015

Przegląd seriali 2

 Komediowa przygodówka w stylu Indiany Jonesa, czyli mamy jakiś potężny magiczny artefakt, za którym uganiają się dwie grupy: nasi, czyli dobrzy, oraz bardzo złoczyńcowaci złoczyńcy. Serial, a przynajmniej te prawie dwa odcinki, jakie widziałam, ma w sobie coś, co uparcie kojarzyło mi się z młodzieżowymi filmami Disneya – do tego stopnia, że przez cały czas wydawało mi się, że bohaterowie powinni być nastolatkami. O sensowność fabuły, napięcie itp. nie ma co tu pytać – nie ten adres, tego typu produkcje tak naprawdę trzymają się głównie na fajnych dialogach, humorze oraz wdzięku głównych bohaterów. Tu humor jest, ale średnio zabawny (chyba że kogoś bawią postacie wykrzykujące chórem różne kwestie albo pomysły typu „ninja w Oklahomie”), a co do wdzięku... erm, powiedzmy, że też nie bardzo, więc sorry. Niemniej nad „Agents of Shield” i tak mają „The Librarians” przewagę taką, że przynajmniej bohaterów da się od siebie odróżnić.

Brutalna i krwawa (poważnie, w niektórych momentach zamykałam oczy) opowieść o tym, jak kształtowała się współczesna chichurgia. Przy czym nie tylko operacje, ale cały ogólnie świat jest w tym serialu mocno paskudny. Szpital oblężony przez rozwścieczony tłum, któremu przewodzą policjanci, zdjęcia rentgenowskie jako forma towarzyskiej rozrywki, leczenie szaleństwa wyrywaniem zębów, heroina w roli remedium na kokainowy nałóg, ćpający lekarz, który nikogo jakoś specjalnie nie dziwi, o rasizmie nie wspominając – to tylko część tego, co można w „The Knick” znaleźć. Chciałoby się powiedzieć, tak było kiedyś, teraz jest zupełnie inaczej, ale o ile metody leczenia faktycznie mamy znacznie lepsze, o tyle sporo, obawiam się, zostało po staremu (choćby łapówkarstwo). Do tego wiarygodne, ciekawe postaci, z których zdecydowana większość daje się lubić, bo nawet ci niespecjalnie sympatyczni mają w sobie coś, co pozwala ich zrozumieć i im współczuć. A, i główny bohater, mimo powierzchownych podobieństw nie jest wcale klonem House’a – to też na plus. Na minus to, że niektóre wątki są trochę naciągane i jakby na siłę udramatyzowane (szaleństwo żony jednego z lekarzy – czy żona człowieka na tym stanowisku nie miałaby kogoś do pomocy przy dziecku? albo chociaż służby, która zapobiegłaby tragedii?), ale tak czy inaczej jest to serial godny polecenia.

Coś jakby Broadchurch (małe miasteczko + morderstwo), z różnicą taką, że w Broadchurch wszystko zaczyna się od zabójstwa i wokół niego krąży, zaś w Fortitude trup pada dopiero około czterdziestej minuty, a śledztwo wydaje się jednak bardziej drugo- niż pierwszoplanowe (choć może się mylę? w końcu widziałam tylko jeden odcinek). Na plus przepiękne arktyczne scenerie, na minus mnogość postaci i wątków, które nie do końca ogarniam – tak, wiem, to nie wina twórców serialu, że moja znajomość angielskiego jest średnia, a poza tym mam problem z rozpoznawaniem twarzy, ale co mi szkodzi ponarzekać.



Książkę pamiętam słabo i może dlatego do serialu po pilocie jestem nastawiona pozytywnie. Jasne, na razie fabuła wygląda mało odkrywczo, a bohaterowie to bardziej reprezentanci pewnych postaw niż żywi ludzie, ale liczę, że się rozkręci. Poza tym nie ukrywam, że serial podoba mi się pod względem wizualnym - te amerykańskie lata 60-te w zestawieniu ze swastykami czy ogólnie pojętą "japońskością" mają w sobie jakiś perwersyjny urok.






Poza tym tradycyjnie „Helix” oraz „Agent Carter”, „12 małp” na razie nie chce mi się oglądać, może za jakiś czas do serialu wrócę.

1 komentarz:

  1. Ja Librarians obejrzałam po całym maratonie filmów Librarian, więc oglądałam to z pełnym kontekstem. Filmy to naprawdę bardzo grzeczniutka, "familijna" wersja Indiany Jonesa, więc wymaga przymknięcia oka i oglądania na luzie, albo no cóż bycia fanem takich przygodówek - mnie się podobało (w jednej części Beckett z Castla gra wampirzycę i jest wyjątkowo urocza, choć normalnie jej nie lubię), a serialowi z rozpędu dam szansę, choć na razie też widziałam tyle co nic, więc jeszcze może okazać się kichą. No i strata głównych filmowych bohaterów to dość spora strata.

    OdpowiedzUsuń