środa, 29 października 2014

Jedwabnik, czyli ostatnio przeczytane

Ciekawe, że chyba wszystkie opinie, jakie czytałam, mówią, że „Jedwabnik” jest lepszy niż „Wołanie kukułki” – otóż moim zdaniem nie, jest słabszy, co prawda niewiele, ale jednak. Najpierw długo nie dzieje się w książce prawie nic, ot, znika pisarz, detektyw gada z ludźmi i gada, a autorka opisuje to, co zna znakomicie, czyli środowisko autorów oraz wydawców (dlaczego ja nigdy na żadnym spotkaniu z wydawcą nie dostałam szampana???). I tu od razu uwaga – otóż Rowling ma ten rzadki dar, który mają tylko najbardziej popularni pisarze (jak King), że potrafi ciekawie pisać o niczym, strony lecą, nic się na dobrą sprawę nie dzieje, a i tak człowiekowi chce się czytać dalej. Wszystko to prawda, niemniej wolałabym, aby na tych pierwszych stronach więcej było intrygi i tajemnicy, wtedy powieść byłaby jeszcze lepsza.
Potem zdarza się morderstwo i ono dla odmiany jest strasznie przekombinowane. Dziwaczne upozowanie zwłok oraz ewidentny związek z ostatnią powieścią zaginionego autora budzą ciekawość, jak Rowling zagadkę rozwiąże. Niestety, wyjaśnienie jest – zwłaszcza w zestawieniu z oryginalnością zbrodni – dość banalne, motywacja zabójcy też nie do końca mnie przekonała. Plus malutki minusik za to, że związek pomiędzy treścią książki a życiem okazał się mieć mniejsze znaczenie niż się spodziewałam.
Wszystko to są zastrzeżenia lekkiego kalibru, pod względem konstrukcji intrygi oraz prowadzenia akcji Rowling (czy też Galbraith) i tak plasuje się znacznie powyżej średniej tego, co jest w księgarniach. Lubię jej zagadki, lubię klimat tych historii, podoba mi się wreszcie, że autorka najwyraźniej wie, o czym pisze.
Nie przepadam natomiast za Cormoranem, co jest o tyle dziwne, że to typowa postać „do lubienia”, facet ciężko doświadczony przez życie, ale wciąż skłonny walczyć, inteligentny, dumny i uparty. Zazwyczaj sympatyzuję z bohaterami o takim zestawie cech, jednak w tym przypadku jakoś nie zaskoczyło i zastanawiałam się, dlaczego właściwie nie. Może powodem jest to, że detektyw Rowling ma mnóstwo cech kliszowatego bohatera noir, ale nic z jego uroku, może fakt, że coś mi w tej postaci zgrzytało. Bo autorka z jednej strony opisuje Cormorana jako mężczyznę, delikatnie mówiąc, mało atrakcyjnego fizycznie (jednonogi, z nadwagą i włosami na głowie przypominającymi włosy łonowe (!), wyglądający na starszego niż jest naprawdę), a z drugiej strony połowa przewijających się przez powieść kobiet koniecznie chce się z tym człowiekiem przespać.
Nie twierdzę przy tym, że kaleki mężczyzna nie mógłby liczyć na zainteresowanie płci przeciwnej, wiem też, że niektóre kobiety wręcz lubią brzydkich facetów, ale to raczej wyjątki, nie reguła. Zresztą sam Cormoran mówi w pewnym momencie, że lecą na niego tylko kobiety w pewnym charakterystycznym typie – a potem nagle się okazuje, że ten typ jest tak powszechny, że nieszczęśnik musi się opędzać od zainteresowanych jak od much. I żeby to zainteresowanie jeszcze rodziło się jakoś później, w toku dłuższej znajomości, można by je tłumaczyć tym, że Cormoran niedostatni fizycznej atrakcyjności nadrabia urokiem osobistym. Ale nie, jedna dziewczyna ledwo naszego detektywa poznała, już ociera się niedwuznacznie i jest gotowa wskoczyć mu do łóżka, druga widzi go po raz pierwszy na przyjęciu i cierpi, bo przyszedł z inną, a ona miała nadzieję, że to będzie „jej” facet. Nie wspominając o napalonej klientce oraz ex-dziewczynie cud urody, gotowej wrócić na jedno skinienie Cormorana (ok, to na upartego może być tylko jego pobożne życzenie). Po prostu nie wierzę. I nie bardzo podoba mi się, jak to jest opisane – niby Rowling zdaje sobie sprawę, że jej bohater momentami zachowuje się jak kompletny buc, ale z drugiej strony jest w opisie tych relacji jakaś ironiczna pobłażliwość, jakby autorka zachęcała czytelników, aby się wraz z nią z tych biednych kobiet pośmiali, coś w rodzaju: patrzcie, jakie głupie baby, myślały, że chłopa sobie złapią, a on biedaczek tak musi kombinować, żeby się wykręcić. No więc sorry, ale mnie to niespecjalnie bawi.
Nawiasem mówiąc, czy mnie się zdaje, czy sekretarka Cormorana TEŻ wydaje się nim w pewnym stopniu zainteresowana? Bo chwilami miałam silne wrażenie, że widmo romansu nieśmiało wychyla się zza horyzontu... Mam szczerą nadzieję, że Rowling nie pójdzie tą drogą, bo dalsze tomy oczywiście przeczytam.


1 komentarz:

  1. Wiele słyszałam o tej książce i chyba w końcu i ja muszę po nią sięgnąć.

    www.im-bookworm.pl

    OdpowiedzUsuń