poniedziałek, 8 września 2014

Polcon 2014 oraz nowy numer NOL-a

Na początku od razu się pochwalę – moje opowiadanie „Człowiek nieciągły” wygrało w kategorii opowiadanie, w związku z czym mam teraz cztery statuetki Zajdla, które na półce wyglądają tak, jak na zdjęciu. :-)





A wrażenia z konwentu mam bardzo pozytywne. Co prawda niewiele punktów zaliczyłam, bo głównie siedziałam i poprawiałam książkę, niemniej to, co zdołałam zobaczyć, przypadło mi do gustu.

Co mi się podobało na tegorocznym Polconie:

- ZERO kolejki do akredytacji!
- Kiedy się akredytowałam, zabrakło informatorów konwentowych. Być może dziwnie wygląda wymienianie tego w pozytywach, ale ja się ucieszyłam, bo nie lubię tych cegieł – w zupełności wystarczą mi kartki z tabelką programową i mapką okolicy. Informatory zazwyczaj tylko zajmują miejsce w plecaku i do niczego się nie przydają.
- Porządna mapka, porządnie pooznaczane sale, wszędzie łatwo było trafić.
- Był internet, yay!
- Gżdacze (przynajmniej ci, których ja spotykałam) byli ogarnięci i wiedzieli, co robią.
- Budynki konwentowe znajdowały się blisko siebie, dzięki czemu nie trzeba było przebiec połowy miasta, żeby dostać się z prelekcji na prelekcję.
- Z konwentu blisko było na rynek, a tym samym i do knajp w centrum.
- Bielsko jest prześliczne i pełne niespodzianek, np. wchodząc w boczną uliczkę niedaleko rynku, można znaleźć prywatne muzeum im. W. Reymonta, prowadzone przez człowieka, którego pasją od lat jest RĘCZNE PRZEPISYWANIE książek tegoż autora. Do tego facet ma talent plastyczny: robi okładki oraz ilustracje, maluje zainspirowane literaturą obrazy itp. Polecam, człowiek jest bardzo sympatyczny i jeszcze bardziej ekscentryczny. Wstęp do muzeum za darmo, można zostawić datek.
- Wystawienie akredytacji oraz części stoisk na zewnątrz – sprawdzało się, zwłaszcza że przez większość czasu była ładna pogoda.
- Na Gali Zajdlowej dziewczyna śpiewała piosenki z filmów („Hobbit” oraz „Piąty element”) – nie żebym się na tym znała, ale moim zdaniem wyszło znakomicie. Poza tym gala była zdumiewająco... prosta, bez wodotrysków, pomysłów w stylu odgrywania scenek, wprowadzania ludzi przebranych za coś tam itp. Takie atrakcje, owszem, bywają bardzo fajne, ale niestety mają też tendencje do niespodziewanego wykrzaczania się w połowie imprezy, co już fajne nie jest, podczas gdy szlachetna prostota przynajmniej pozwala gładko przejść przez całość (trochę wpadek było, ale to drobiazgi).
- Przedstawienie po gali zatytułowane Kiedy Cthulhu poznał Atlach-Nachę” – trochę melancholijne, a trochę zabawne, z zastrzeżeniem, że to mocno czarny humor.

Co mi się nie podobało:

- Nie udało mi się wejść na prowadzoną przez kumpla z klubu prelekcję o „Grze o tron” z punktu widzenia Lannisterów, chlip – sala była ewidentnie za mała i ludzie się nie mieścili (nie żebym miała pretensje do organizatorów, bo czasem trudno przewidzieć, która prelekcja będzie miała dużą, a która małą publikę).

I to chyba tyle, więcej minusów nie pamiętam.

Poza tym jest już nowy numer NOL-a, a w nim opowiadania: Małgorzaty Binkowskiej, Szymona Gonery, Katarzyny Kubackiej oraz Andrzeja Trybuli, a także wstępniak autorstwa Kasi, który sam w sobie jest ciekawym tekstem. ;)

2 komentarze:

  1. GRATULACJE!

    Miło było patrzeć jak prywatny faworyt do tej nagrody stoi na scenie w otoczeniu braw i statuetką w ręku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje! Byłam w sobotę, niestety gala była trochę za późno dla mnie. O Lannisterach też chciałam posłuchać i też mnie tłum odrzucił.

    OdpowiedzUsuń