piątek, 18 lipca 2014

Zajdel 2013 - opowiadania


Jak co roku postanowiłam przeczytać nominowane do nagrody im. Janusza A. Zajdla teksty i wybrać najlepszy. Są tam też moje dwa opowiadania, ale tych nie potrafię ocenić – nie uważam, że są lepsze, nie uważam, że są gorsze, po prostu nie mam pojęcia, jak prezentują się na tle pozostałych. Niech inni się o to martwią, ja na siebie i tak nie będę głosować (tak, wiem, macie na to tylko moje słowo :P), spokojnie więc je pominęłam i zajęłam się resztą, a oto moje wrażenia:

„Cyberpunk” – pierwsze wrażenie: „Jakim cudem osoba, która pół dnia spędza przed podłączonym do internetu komputerem, nie rozumie połowy używanych przez autora słów???”. Drugie wrażenie: „Rany, chyba jednak załapałam, o co chodzi!!!”. Trzecie wrażenie „Nigdy nie uda mi się napisać takiego tekstu :(((”. Trudno, z własnym antytalentem w kwestiach technologiczno-przyszłościowo-okołocyberpunkowych się pogodziłam, a opowiadanie bardzo mi się podobało. Fakt, Cetnarowski nie mówi może niczego przesadnie odkrywczego, komuś może też przeszkadzać brak fabuły (mnie nie przeszkadzał, zresztą akurat brak fabuły tu pasuje), ale, kurczę, JAK to jest napisane. Na poziomie stylistycznej sprawności, naginania języka do swoich potrzeb oraz ogólnej znajomości Słów, O Których Nie Miałam Nawet Pojęcia, Że Istnieją Cetnarowski jest rewelacyjny, serio zazdroszczę.

„Grewolucja” – też cyberpunk i też podczas lektury podgryzała mnie zazdrość, że „Ja nigdy czegoś takiego nie napiszę”. No nie napiszę, takie życie. Tym razem dla odmiany fabuła jest, w dodatku bardzo wciągająca, a i wizja przyszłości wydała mi się ciekawsza od tej zaprezentowanej przez Cetnara. Całość jest fajnie napisana, z dramatycznym nerwem, malowniczo-strasznym światem i sympatycznym bohaterem. Jeden z moich faworytów, zdecydowanie.





„Drobnoustroje” – mam problem z interpretacją tego opowiadania, bo niby można je zrozumieć na poziomie czystej fantastyki (Magda z wątku freelancera oraz Magda-pielęgniarka to różne kobiety, lecz o podobnym genotypie, obie zapłodnione przez Obcych, obie roniące za sprawą machinacji ginekologa oraz renegata-kosmity), ale znacznie bardziej pasuje mi interpretacja, że wątek SF to rojenia chorującego na schizofrenię bohatera, który załamał się po tym, jak jego dziewczyna poroniła w dramatycznych okolicznościach. Tak czy inaczej – duży plus za gęsty, „horrorowy” klimat oraz przekonujących bohaterów i relacje między nimi.

„Edmund po drugiej stronie lustra” – było kiedyś takie opowiadanie (krótka powieść?) Sheckleya (??? kurczę, nie pamiętam) w którym/której bohater przylatuje na planetę przestępców, gdzie wszystko jest na odwrót – należy być nie dobrym, tylko złym, premiowane jest mordowanie się nawzajem, a jeśli ktoś nie lubi przemocy, to chodzi do psychiatry, który „pomaga mu pozbyć się zahamowań”. Opowiadanie Marcina Podlewskiego opiera się na bardzo podobnym pomyśle, z tym że polski autor wypada lepiej, bo przynajmniej pomyślał nad kwestią:„Co musiałbym dodać, żeby taki świat w ogóle miał szansę funkcjonować”. Stąd pomysł statystyk, które trzymają społeczeństwo w ryzach i nie pozwalają ludziom pozabijać się nawzajem. Inna rzecz, że jeśli przyjrzeć się bliżej, i statystyki wiele sensu nie mają, no bo skoro niskostatystyczny utłukł wysokostatystycznego, to przecież tym samym udowodnił, że jest od niego silniejszy, cwańszy, bardziej bezwzględny itp. (cechy pożądane w tym świecie), powinien więc być nagrodzony, a nie ukarany, nie? To jest zresztą główny zarzut, jaki mam do tego tekstu – wszystko wygląda fajnie, ale jeśli poskrobać wierzchnią warstwę, okazuje się, że to tylko literacki konstrukt, w dodatku niezbyt wiarygodny, w rezultacie czego trudno dramatem głównego bohatera się przejąć. Na plus za to drobiazgi: ludzie życzący sobie nawzajem „złego dnia”, czy przymiotnik „piekłotycznie” oraz ogólna sprawność narracyjna – mogę sobie narzekać, ale czytało się znakomicie.

„Popiołun” – podchodziłam jak pies do jeża, bo czytałam wcześniej parę opowiadań tego autora i miałam wrażenie kompletnego rozmijania się naszych wrażliwości literackich. Tymczasem „Popiołun” okazał się chyba najbardziej pozytywnym zaskoczeniem tegorocznych nominacji. To tekst pod wieloma względami bardzo w moim guście, ten dziwaczny i jednocześnie niesamowicie malowniczy świat, ta atmosfera dekadenckiego końca i mitologiczne odwołania – wszystko zaliczam zdecydowanie na duży duży plus. A jednak muszę też pomarudzić... Po pierwsze, przyznaję bez bicia, że nie ogarnęłam całej tej intrygi z prowokacją wobec Ptakolca oraz podstępnym zmuszeniem Feniksa do ostatniej walki. Może zbyt tępa jestem, może nieuważnie czytałam (głównie w autobusach i tramwajach, fakt) – jeśli będę miała czas, spróbuję przed Polconem przeczytać jeszcze raz i może wtedy coś mi zaświta. Po drugie, dla odmiany warstwa mitologiczno-symboliczna jest wyłożona metodą „kawa na ławę”, o tym, że Feniks i Szpulka to dwa „filary” podtrzymujące istnienie miasta, autor mówi otwartym tekstem i to wielokrotnie, jakby nie dowierzał inteligencji czytelników. Ale ok, przyznaję, że po porażce, jaką odniosłam w starciu z intrygą, słowo „łopatologia” zamiera mi na ustach, bo – piszę to bez ironii – jest całkiem możliwe, że znowu czegoś nie załapałam. Tak czy inaczej, w moim odczuciu „Popiołun” to chyba najlepszy, najciekawszy tekst, a już na pewno najbardziej klimatyczny i zapadający w pamięć. Jeszcze się zastanowię, ale na razie kolejność głosowania wygląda tak:

  1. Popiołun
  2. Grewolucja
  3. Cyberpunk
  4. Drobnoustroje
  5. Edmund po drugiej stronie lustra  

2 komentarze:

  1. Tak tylko rzucę drobną uwagę związaną z "Edmundem..". W tekście pojawia się zdanie, że "nie płodząc, obniża się statystykę społeczną". Można to było oczywiście bardziej rozwinąć, ale założenie było takie, że statystyka społeczna góruje nad statystyką indywidualną. Potrzeby ogólnospołeczne są istotniejsze od interesów osobistych — rzecz jasna, interesy takiej społecznosci są stricte egoistyczne (praca dzieci—pasożytów na rzecz rodzicieli itp.) — i w tym kontekście świat Edmunda nie różni się bardzo od naszego świata. Sprawą drugą jest kwestia poruszoną przez Irmę Grese — sąsiadka Edmunda wspomina, że Inkwizytorzy mogą inaczej podliczyć statystykę jej męża po zgonie jeśli stwierdzą, że był zbyt głupi by zauważyć, że małżonka go podtruwa — w przypadku statystyk indywidualnych brane są zatem pod uwagę rozmaite okoliczności łagodzące dla mordercy — ale to już temat rzeka…
    Problem z "Edmundem…" polega w gruncie rzeczy na tym, że zasygnalizowany jest pewien problem wykraczający poza ramy zwykłego opowiadania i zapewne pełne jego poruszenie wymagałoby napisania książki ;)

    BTW — "Okno Myszogrodu" bardzo dobre, ewentualna wygrana tego opowiadania walczącego na jednej stopie z "Grewolucją" specjalnie mnie nie zdziwi ;)

    Marcin

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, jeśli chodzi o mnie to opowiadanie Cetnarowskiego zupełnie do mnie nie przemówiło. Czułam się, jakbym zabrała się za książkę napisaną po chińsku. W dodatku nie za bardzo przepadam za tymi wszystkimi "rzeczami", które oferuje nam internet, więc nie byłam w stanie się w nie wciągnąć. Ciągle zastanawiałam się, ile jeszcze zostało mi do końca, a nie mogłam tego sprawdzić. Jeśli chodzi o Twoje opowiadanie z antologii "Pożądanie", to podobało mi się. Dopiero zaczęłam "Okno...", innych opowiadaniach nie wspominając, więc na razie trudno jest mi je ocenić.

    OdpowiedzUsuń