czwartek, 17 lipca 2014

Penny Dreadful


Ha! Pierwszy od zakończenia „Hannibala” serial, który naprawdę mi się spodobał (popularnonaukowego „Kosmosu” nie liczę, bo to zupełnie inna bajka). Nazywa się „Penny Dreadful” i z opisu wygląda na coś w rodzaju „Ligi Niezwykłych Dżentelmenów” (dr Frankenstein, Dorian Gray itd. walczą z ponadnaturalnym złem w wiktoriańskim Londynie) w rzeczywistości jednak to bardziej... bo ja wiem? kilka wybranych motywów literackich, całkiem zgrabnie splecionych tak, że przypominają właśnie przeniesioną na ekran dziewiętnastowieczną powieść groszową. W każdym razie przygodówki jest tu niedużo, główni bohaterowie niekoniecznie tworzą „drużynę” (np. Dorian ma zupełnie osobny wątek), a wszystkie odcinki składają się w jedną całość, tak iż trudno je oglądać osobno. Jest klimatycznie, krwawo i dramatycznie, choć nie zawsze z dużym sensem, jest też większość elementów kojarzonych popularnie z epoką wiktoriańską, a więc: wampiry, wilkołaki, seanse spirytystyczne, moda na egiptologię, narkotyki, kolonie, podróżnicy i odkrywcy, gdzieś w tle przemyka oczywiście Kuba Rozpruwacz. Dodatkiem „współczesnym” za to jest spora ilość seksu – gdzie pisarze dziewiętnastowieczni musieli uciekać się do niedomówień (ktoś ma wątpliwości, że Dorian Gray był biseksualny?), tam dzisiejsi twórcy idą na całość. Co prawda połączenie „Draculi”, „Portretu Doriana Graya” oraz „Frankensteina” może budzić niejakie wątpliwości, choćby dlatego, że ta ostatnia powieść to inna, wcześniejsza epoka, ale wyszło zaskakująco dobrze. Podobało mi się, że wszystkie te motywy nie są wrzucone w fabułę tak całkiem na pałę, na zasadzie dodawania kolejnych przemielonych tysiąc razy przez popkulturę elementów, tylko ktoś zadał sobie trud, aby te ramotki przeczytać, w rezultacie czego w serialu znalazły się nie tylko ciekawe nawiązania (Kaliban), ale wręcz bezpośrednie cytaty z powieści czy poezji. Zresztą ładny „literacki” język, uzupełniany gęsto o swojskie „fuck”, to kolejna zaleta „Penny Dreadful”.
Wszystko to nie znaczy bynajmniej, że serial pozbawiony jest wad. Fabuła rozwija się leniwie i momentami trochę jakby scenarzyści sami nie wiedzieli, dokąd z tym wszystkim jadą, niektóre wątki są naprawdę interesujące (Vanessa + sir Malcolm oraz ich tajemnicza przeszłość), a niektóre nieszczególnie (tułaczka monstrum Frankensteina). W dodatku do pewnego stopnia rozczarowały mnie postacie. Na początku byłam nimi zachwycona, bo w pierwszych odcinkach twórcy bardzo zgrabnie, w jednej scenie czy dialogu, potrafili pokazać, kto jest kim, jaki ma charakter itd. Ale potem prawdopodobieństwo – nawet z poprawką na fantastykę – zaczęło się sypać. Np. potwór Frankensteina to właściwie dwie różne osoby. W teatrze kojarzy się trochę z Upiorem Opery (mieszkający w podziemiach zalotnik-obsesjonat – kolejny zresztą „wiktoriański” motyw), a trochę z Lennym z „Myszy i ludzi” (nieśmiały, łagodny siłacz, który bez oporów daje się terroryzować słabszym od niego, ale bystrzejszym facetom). W towarzystwie dr Frankensteina natomiast jest pewny siebie, doskonale wie, czego chce i do celu dąży dosłownie po trupach, bo morduje z zimną krwią i bez wyrzutów sumienia. Ok, wiem, że w różnych okolicznościami ludzie różnie się zachowują, ale bez przesady, to wygląda niemal tak, jakby po przekroczeniu progu teatru, bohater zostawał poddany praniu mózgu.
Wątpliwości budzi również Ethan Chandler, którego z początku uważamy „jedynie” za pozbawionego skrupułów rewolwerowca z tajemnicą z przeszłości (właściwie wszyscy mają tu tajemnice...), a który w późniejszych odcinkach okazuje się kolejno: czułym kochankiem, biseksualistą, hobbystycznym, lecz nader skutecznym (!) egzorcystą oraz wilkołakiem. Trochę za dużo grzybków w tym barszczu, zwłaszcza że z wszystkich tych rewelacji jedynie chyba wilkołactwo zostało wcześniej zasygnalizowane, reszta pojawia się znienacka dokładnie wtedy, kiedy jest potrzebna, i – jak w przypadku seksu Ethana z Dorianem czy wspomnianych egzorcyzmów – znika, kiedy potrzebna być przestaje. A propos Doriana: jakoś nie mogłam się przekonać do tej postaci, tym razem nie z powodu tego, jak została napisana, ale z powodu aktora, który ani nie jest specjalny ładny czy przystojny, ani za bardzo charyzmy nie ma, trudno mi więc było zrozumieć, czemu wszyscy tak bardzo chcą mu się wpakować do łóżka. Uznałam jednak, że to trochę jak z Hannibalem, tzn. trzeba po prostu przyjąć na wiarę, że Facet Jest Pociągający i dalej było łatwiej. Zresztą, jakiekolwiek miałabym zastrzeżenia, wynagradza je w pełni Eva Green, która nie tylko jest piękna, ale w dodatku wygląda tak, jakby się urodziła, żeby chodzić w tych wszystkich (pseudo)wiktoriańskich kieckach. Nie marudzę więc, tylko czekam na drugi sezon.           

5 komentarzy:

  1. Spodziewałam się po tym serialu strasznej szmiry, bo nie przepadam za wrzucaniem kilku postaci literackich do jednego worka i trzepaniu na tym kasy, bo dzięki wykorzystaniu popularnych bohaterów/motywów target jest większy. Jednak Penny Dreadful jest zaskakująco dobry. Tak jak pisałaś ma swoje wady, do tego dodałabym, że jest dosyć przewidywalny (może poza wspomnianym Chandlerem i jego egzorcyzmami). Ale nadal to jest zdecydowanie najlepsza serialowa nowość od kilku lat

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja póki co utknąłem na piątym odcinku, ale nie da się ukryć, że bardzo przyjemny dla oka, klimatyczny serial (choć niektóre chwyty faktycznie udatne - zbitka montażowa prowadząca do seksu Doriana i Ethana wywołała u mnie efekt "o rany, nie zrobią tego, nie nie pojada tak daleko... o lol, pojechali"). No i znakomita muzyka... czekam, aż wypuszczą solowy soundtrack.

    OdpowiedzUsuń
  3. Khem, ja bym Draculi, Portetu i Frankensteina nie nazwała ramotkami ;).

    Obejrzałam trzy odcinki i mam mocno wymieszane uczucia (za bardzo starali się mnie zaskoczyć), ale wątek dr. Frankensteina i jego kreacji zaintrygował mnie tak mocno, że na pewno obejrzę do końca. Plus, Billie Piper.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, te ramotki to tak żartobliwie było, wiem, że to klasyka. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cytując kogoś z Facebooka: "Epicko absurdalne i cudownie kiczowate, bardzo mi się podoba". :) (Też czekam na drugi sezon).

    OdpowiedzUsuń