środa, 25 czerwca 2014

Światy równoległe już są!


...czyli antologia opowiadań naszej sekcji dostępna jest już w internetowej księgarni wydawnictwa Solaris. Obok okładka (dementujemy plotki, jakoby przedstawiała owoc zdrożnej miłości ewoka oraz Wookiego - to mefert ;). Zbiorek zawiera następujące teksty:

Michał Cholewa - "Echo"
Katarzyna Rupiewicz - "Aquarta"
Szymon Gonera - "Jugs"
Anna Głomb - "Z popiołów"
Małgorzata Binkowska - "Kopalnia wody"
Marcin Pawełczyk - "Mefert"
Andrzej Trybuła - "Ludzki demon"
Iwona Surmik - "Zaraza"
Katarzyna Kubacka - "Hotel „Alabama”"
Helena Strokowska - "Jako aniołowie"
Anna Kańtoch - "Sztuka porozumienia"

Niżej w ramach promocji i na zachętę wrzucam fragment opowiadania "Sztuka porozumienia" - ten z detektywem i blondynką. ;)


Sztuka porozumienia


Kiedy wszedłem, już na mnie czekała – spowita w półmrok bladoskóra postać na tle panoramicznego okna, za którym ciemniała powoli Kopuła. Odwróciła się w moją stronę miękkim, kocim ruchem, suknia w kolorze błękitnego lodu zafalowała wokół zgrabnych nóg. Włosy też miała jasne, niemal białe. Jak duch albo Królowa Śniegu, która niespodziewanie zjawiła się w moim biurze.
Zamknąłem drzwi, podkręciłem światło i spróbowałem przybrać profesjonalny wyraz twarzy. Rzadko człowiek ma okazję przyjmować tak piękne klientki, choć mnie – z oczywistych względów – zdarza się to częściej niż innym.
– Witam – powiedziałem. – W czym mogę pomóc, pani...? – Celowo zawiesiłem głos, ale mój niespodziewany gość albo nie zrozumiał aluzji, albo nie miał zamiaru się przedstawić. Z różnych powodów stawiałem na to drugie.
– Naprawdę powinien pan zainwestować w lepszą sekretarkę, panie Delamere. Ten automat w poczekalni potrafi tylko powtarzać: „Proszę czekać” i „Podać kawę?”.
Jak na możliwości starej Susie to i tak było sporo – moja pracownica zazwyczaj ogranicza się do przecierania biurka albo mało zrozumiałego rzężenia.
Rzuciłem kapelusz na stolik i posłałem w kierunku blondynki niezobowiązujący uśmiech.
– Przyjechała pani sama? To niebezpieczna dzielnica, zwłaszcza dla kobiet. Zwłaszcza teraz.
Przyglądała mi się przez chwilę, jakby sprawdzała, czy nie żartuję, a potem wzruszyła ramionami.
– Chodzi o morderstwa Brązowego Kapelusza? Niech pan da spokój, to nigdy nie było bezpieczne miasto. Nie tylko dla kobiet.
Skinieniem głowy przyznałem jej rację. Zresztą tak tylko sobie mówiłem, bez szczególnej troski. Wcale mi nie zależało.
– Nawiasem mówiąc – wypomniała blondynka – obiecanej kawy nie dostałam. Nie, proszę się nie kłopotać, i tak jestem już spóźniona. Może po prostu przejdziemy do rzeczy?
Nie miałem zamiaru parzyć kawy, ale nie chciałem też wyprowadzać nowej – i w tej chwili jedynej – klientki z błędu. Zgodziłem się więc, że owszem, czemu nie, możemy przejść do rzeczy, i wskazałem kanapę, która najlepsze lata miała za sobą, podobnie jak całe wyposażenie biura.
Usiadła, zakładając nogę na nogę i prezentując doskonałą linię łydki. Gapiłem się przez chwilę bez specjalnego poczucia winy – jej ciało zostało stworzone do tego, by się na nie gapić. Nie omieszkałem przy tym zauważyć, jak mocny stanowimy kontrast: ja, o skórze czarnej niczym sumienie diabła, i ona, ideał skandynawskiej piękności. Pasowalibyśmy do siebie jak noc do dnia, jak krem czekoladowy do waniliowego ciastka – i nie mówcie mi, że nie potrafię być romantyczny.
– Chcę, żeby odnalazł pan dla mnie pewną dziewczynę. – Sięgnęła po papierośnicę, obracała ją przez chwilę w szczupłych palcach, a potem zrezygnowanym ruchem wsunęła z powrotem do torebki. – Ma pan włączoną sieć?
Skinąłem głową, a ona przesłała mi zdjęcie, które pojawiło się w lewym górnym rogu pola widzenia. Mógłbym prześledzić połączenie, złamać kod i sprawdzić, z jakiego konta wysyła wiadomość, jednak – z oczywistych powodów – nie wypadało mi tego robić.
Ściągnąłem zdjęcie niżej, tak aby mieć je przed oczami. Zrobiono je dwa dni wcześniej; było ziarniste i niezbyt wyraźne, w tle widziałem coś, co wyglądało jak przeszklone drzwi do biurowca – w poprzek biegł napis, lecz ktoś rozmazał go komputerowo, tak że nie potrafiłem przeczytać ani literki. Sprytne. Jednak nie wystarczająco sprytne, abym nie umiał rozpoznać kadru z monitoringu. Schwytana w oko kamery dziewczyna miała szesnaście-siedemnaście lat i wyglądała jak konspiratorka z tanich filmów: czujny wyraz twarzy, kaptur bluzy nasunięty na czoło tak nisko, że ledwo widać oczy. Na ramiona spływały jej kręcone ciemne włosy, cerę miała śniadą. Włoszka? Hiszpanka? Stawiałem na to pierwsze – ta ciepła, miękka uroda przywodziła na myśl rozciągnięte na wzgórzach oliwkowe gaje i dziewczęta, które flirtują, oparte o ramy rowerów, podczas gdy wiatr podwiewa im letnie sukienki. Jak mówiłem, bywam romantykiem, mam też słabość do klasycznej literatury i oglądam zdecydowanie zbyt dużo starych filmów, nie tylko SF. Najdziwniejsze jednak było, że brunetka na zdjęciu wydała mi się w pewien sposób znajoma, niczym ktoś z odległej przeszłości, kogo pamięta się jak przez mgłę. Zamrugałem, ale wrażenie nie znikło, choć nadal nie potrafiłem nigdzie umiejscowić tej dziewczyny. Może spotkałem ją kiedyś przelotnie, a może była podobna do jakiejś znanej aktorki czy celebrytki.
– Nie wie pani, jak ona się nazywa?
– Nie, to po prostu nastolatka, która wzięła coś, co do niej nie należało. Chcę, żeby pan tę rzecz odebrał. To nic szczególnego, zwyczajny zapis na dyskietce. I od razu mówię: może pan darować sobie próby odczytania. I tak nie zrozumiałby pan, o co chodzi, bo to sprawy interesujące jedynie dla bardzo wąskiego kręgu.
Dla kogo ta kobieta pracowała? Ubrana była elegancko, szczerze mówiąc – zbyt elegancko jak na tę dzielnicę i jak na biuro prywatnego detektywa, którego nie stać na nowy model sekretarki. Dlaczego nie poszukała kogoś w centrum, w znacznie większych agencjach?
Wątpliwości musiałaby odbić się na mojej twarzy, bo blondynka wyjaśniła:
– Nie zależy nam na ukaraniu dziewczyny, jedynie na odzyskaniu naszej własności i przede wszystkim na dyskrecji, a o to łatwiej, jeśli o wszystkim wie jak najmniej osób. Pana poleciła mi znajoma; podobno dobrze radzi pan sobie ze znajdowaniem osób, które nie chcą zostać znalezione. I nie jest pan zwolennikiem narracji, prawda?
– Nie jestem zwolennikiem ładnych kłamstw, owszem.
– Kogoś takiego właśnie mi potrzeba. – Uśmiechnęła się, mrużąc oczy, w których miała nieokreśloną obietnicę. Większość facetów w tym momencie byłaby gotowa wybić głową dziurę w suficie, byleby dobrać jej się do majtek. Ja nie. Może za dużo takich uśmiechów widziałem, a może zwyczajnie byłem już za stary. – Poza tym to prosta sprawa, dziewczyna zrobiła głupstwo, żadna z niej profesjonalna złodziejka.
Skinąłem powoli głową. Argumenty brzmiały rozsądnie, jednak miałem nieodparte wrażenie, że tak naprawdę chodzi o coś zupełnie innego. Bo podstawowa różnica między dużymi a małymi agencjami detektywistycznymi wygląda tak, że te pierwsze, z uwagi na częste kontrole, muszą ściśle trzymać się przepisów, podczas gdy drugie... Powiedzmy, że zarówno mnie, jak i moim kolegom po fachu zdarza się od czasu do czasu przymykać oko na takie czy inne prawne subtelności. Czy blondynka tego właśnie oczekiwała?
– Weźmie pan to zlecenie? – Pochyliła się w moją stronę, tak iż bez najmniejszego problemu mogłem w głębokim dekolcie dostrzec zarys piersi.
Chciałbym w tym miejscu napisać, że długo wahałem się przed podjęciem decyzji, rozważając wszystkie za i przeciw, a niewinna buzia ciemnowłosej nastolatki poruszyła moje sumienie. Prawda wyglądała jednak tak, że od dwóch miesięcy zalegałem z czynszem, a poza tym zdawałem sobie sprawę, że jeśli odmówię, moi koledzy nie będą mieli skrupułów, by przejąć zlecenie.
            Wyglądało na to, że dziewczyna o włoskiej urodzie weszła właśnie między wilki, a ja byłem jednym z nich.

4 komentarze:

  1. Są, mam w domu cały karton i donoszę, że podczas Seminarium Literackiego Śląskiego Klubu Fantastyki będzie można nabyć "Światy równoległe" w promocyjnej, wyjątkowej i okazyjnej cenie 19,99 za książkę. Całą, kompletną i nawet z autografem Anny Kańtoch, która we własnej gwiazdorskiej osobie będzie książki sprzedawała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ubolewam, że nie mnie tam nie będzie :]
      Ale dzięki za info Sabbath :)

      Usuń
    2. Z autorów będą jeszcze Kasia Rupiewicz oraz Szymon Gonera, gdyby ktoś miał ochotę na więcej autografów. ;) (plus może jeszcze inni autorzy się pojawią)

      Usuń
  2. Świetny fragment. Nie mogę się doczekać by przeczytac resztę. No i dziekuję. Ty już wiesz za co:)

    OdpowiedzUsuń