środa, 11 czerwca 2014

Serialowo - czerwcowo


Jak będę miała więcej czasu, może napiszę dłuższą notkę o całym drugim sezonie, a teraz będzie tylko o finale. Sporo osób poczuło się nim rozczarowanych – i poniekąd je rozumiem, bo jest tam parę dość ryzykownych pomysłów.
UWAGA, BĘDĄ SPOJLERY.
Pierwszym i najważniejszym jest niewątpliwie wskrzeszenie Abigail – które byłoby ok, bo ma to sens (Hannibal zatrzymał ją jako swoisty „prezent” dla Willa, a kiedy ten go zdradził, oddał mu dziewczynę po to tylko, żeby zaraz ją zabrać), ale problem zaczyna się w momencie, kiedy uświadomimy sobie, że to już drugi tego typu chwyt na przestrzeni jednego sezonu – wcześniej identycznie „zmartwychwstała” Miriam. A to nie wszystko, „Hannibal”, niby tak strasznie brutalny, ma problem z pozbywaniem się bohaterów. Jedyną osobą z tych „bardziej głównych”, która na pewno nie żyje, jest pocięta na plasterki Beverly, z pozostałych Chilton przeżył, zaś śmierć Freddie okazała się sfingowana. Ok, wiem, że Freddie i Chilton to inne przypadki, jednak pewną niepokojącą tendencję tu widać, stąd pojawienie się pod koniec Abigail, zamiast zaskakiwać, przesuwa serial niebezpiecznie blisko absurdu – aż człowiek zaczyna się zastanawiać, ile jeszcze dziewczyn „na różne okazje” w piwnicy trzyma Hannibal.
Kolejnym ryzykownym rozwiązaniem jest finałowa prawie-hekatomba (prawie, bo co najmniej dwójka, jeśli nie trójka z poszkodowanych przecież przeżyje). Finał pierwszego sezonu, z motywem wrobienia Willa przez Hannibala, podobał mi się bardzo – był elegancki, oryginalny, a jednocześnie idealnie wkomponowany w fabułę. W drugim sezonie pomysłu na coś takiego zabrakło, twórcy więc, w poszukiwaniu odpowiedniego „kopa” na zakończenie, poszli po linii najmniejszego oporu i postanowili zamknąć ostatni odcinek cliffangerem, kiedy ¾ obsady leży i się wykrwawia. Efektowne? Poniekąd, ale też niestety dość sztampowe.
I wreszcie ostatnia scena, czyli Bedelia w samolocie z Hannibalem? Huh? Nie powiem, byłam zaskoczona, nawet bardzo, ale jak to się ma do tego, co z wcześniejszych  odcinków wiemy na temat ich wzajemnych relacji? Widzieliśmy przecież, że Bedelia Hannibala się bała, a on był już przygotowany, żeby ją zabić... Wspólna ucieczka niewiele ma sensu. Gdzieś czytałam wyjaśnienie, że niby Bedelia zorientowała się w pewnym momencie, iż Will i Jack przegrają, i dlatego zdecydowała się postawić na Hannibala. Tylko że to mnie nie przekonuje, sorry. Życie z Hannibalem jest jak życie na tykającej bombie, facet w każdej chwili może z takich czy innych względów jednak zdecydować się ją wykończyć, niezależnie od tego, czy będzie „grzeczna” czy nie (Abigail zabił, mimo iż była mu posłuszna aż do końca). Jeśli Bedelia nie jest kompletną idiotką (nie jest), musi to wiedzieć, coś tu więc nie gra. Jeśli Fuller chce, żeby twist nabrał jakiegoś sensu, a nie był tylko wyciągniętym z kapelusza „zaskakującym zwrotem akcji” powinien w trzecim sezonie naprawdę bardzo się postarać, żeby jakoś to wyjaśnić.
Nie będę się znęcać nad drobiazgami typu delikatna...eee... naiwność planu Jacka i Willa, czy Hannibal wyczuwający na Willu Freddie (nie wierzę w AŻ tak czuły węch, przecież oni tylko siedzieli obok siebie i to w pewnej odległości – chyba że gdzieś w montażu wypadła gorąca scena seksu między naszym bohaterem a rudą dziennikarką, wtedy ok :P). „Hannibal” nigdy nie dbał o realizm, więc niech tam.
Zastrzeżeń jest więc trochę, ale i tak mi się podobało, bo JAK to jest zrobione! Co z tego, że finał mało oryginalny, skoro siedziałam cały czas na brzegu tapczanu i z przejęcia prawie pogryzłam sobie palce? „Ostateczne zerwanie” Willa z Hannibalem przyprawiło mnie o ciarki, a Hannibal stojący w deszczu, ze stosem (prawie)trupów za plecami (oraz pod stopami:-P) to scena w równej mierze piękna jak i przerażająca. I te krople zmieniające się w krew i mnóstwo innych cudności. :) Jak tu nie kochać takiego serialu? Zresztą, żeby nie było, że lecę tylko na warstwę wizualną – „Hannibal” przy wszystkich swoich nieprawdopodobieństwach jest dla mnie przekonujący na poziomie, powiedzmy, emocjonalnym, zaś relacja Hannibal-Will to jedna z najciekawszych i najbardziej oryginalnych relacji serialowych, jakie w ogóle widziałam. Dlatego wiele jestem w stanie wybaczyć.

3 komentarze:

  1. Oglądałam film i mnie wystarczy :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Utknęłam gdzieś przed finałem pierwszego sezonu, nie wciągnęło mnie, ale bardzo lubię czytać opinie innych o tym serialu. Bedelia mi się strasznie kojarzyła z Clarice, więc może jej wątek ma być odbiciem książkowych przygód agentki Sterling? W warstwie związkowej, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo ja wiem? Może, choć nie do końca jestem przekonana. Tzn. sam fakt ucieczki z Lecterem trochę się kojarzy z końcówką "Hannibala" (książki, znaczy), ale a) Clarice przeszła wcześniej pranie mózgu, czego o Bedelii powiedzieć nie można (a przynajmniej widzowie nic o tym nie wiedzą, b) dla mnie to są dwie zupełnie różne osobowości, Starling była zdecydowanie pozytywną postacią, Bedelia jest jakaś... śliska i mocno niejednoznaczna moralnie?, nie mówiąc już o tym, że Fuller, czyli twórca serialu, twierdzi, że to Bedelia manipuluje Hannibalem, a nie odwrotnie. No a Fuller twierdził też, że Abigail jest martwa, więc pozwolę sobie na wątpliwości.
    Choć z ciekawostek - Gillian Anderson, czyli Bedelia, była swego czasu rozważana jako kandydatka do roli Clarice w filmowym "Hannibalu" właśnie, więc może coś w tym jest. :-)

    OdpowiedzUsuń