wtorek, 3 czerwca 2014

Refleksje o pisaniu - poniekąd...


Tym razem nie o pisaniu, ale rozmawianiu o pisaniu. Kiedyś usłyszałam, że podobno większość autorów lubi mówić o swojej twórczości. Nie wiem, czy to prawda, ale jeśli tak, to należę do tej mniejszości, co nie lubi. Nie przepadam ani za zdradzaniem pomysłów na książki/opowiadania (z jakichś powodów wszystkie moje koncepcje wyglądają znacznie sensowniej na papierze, niż kiedy usiłuję je opowiedzieć) ani za dyskutowaniem o tym, co już napisałam (niech się inni martwią, co autor miał na myśli). Co więcej, mam problem, kiedy ludzie przychodzą i mówią, że coś mojego im się spodobało. Jasne, z jednej strony jest to niewątpliwie przyjemne, ale z drugiej czuję się zakłopotana i nie mogę pozbyć się wrażenia, że większość z uprzejmości jeśli nie zmyśla, to przynajmniej, no... przesadza. :P Mniejsza jednak z tym, bo tak naprawdę najgorzej jest, kiedy przychodzi ktoś i zaczyna krytykować. I wcale nie dlatego, że mam problem z przyjmowaniem krytyki, pochlebiam sobie, że znoszę ją całkiem dobrze (chcę tylko troszkę zabić takiego malkontenta :P) – ale dlatego, że nie potrafię znaleźć żadnej dobrej odpowiedzi na sensownie uargumentowane „nie podobało mi się”. Na komplement można odpowiedzieć „dziękuję”, a co się mówi, kiedy przychodzi ktoś i mówi: „autorze, spieprzyłeś to i to”? Serio pytam. „Przykro mi” brzmi jak tłumaczenie się ucznia, który nie odrobił pracy domowej, z kolei wdawanie się w dyskusję i bronienie książki/opowiadania stawia autora w niefajnej sytuacji kogoś, kto próbuje tłumaczyć nieśmieszny dowcip... Niektórzy autorzy pacyfikują krytykującego przy pomocy różnych wersji argumentu „ale innym się podobało!”, niemniej to też nie jest dobra metoda – dlaczego niezadowolonego czytelnika miałoby obchodzić, że inni byli lekturą usatysfakcjonowani, skoro on nie jest? Istnieje jeszcze argument „masz prawo do swojej opinii”, niby ok, bo niewątpliwie prawdziwy, ale taki oczywisty banał brzmi jakoś tak... protekcjonalnie (ok, wyraziłeś swoje zdanie, spadaj), a mam wrażenie, że taki krytykujący zasługuje na więcej.  Zwłaszcza że często są to ludzie naprawdę przygotowani, z przemyślanymi argumentami, co było w opowiadaniu/książce nie tak, nie żadni hejterzy czy złośliwcy. Co takim nieusatysfakcjonowanym czytelnikom powiedzieć? Ktoś ma jakiś pomysł?

6 komentarzy:

  1. Ładne, może wykorzystam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może coś w rodzaju: "Czy mogłabyś/mógłbyś powiedzieć, co dokładnie Ci się nie spodobało? A nuż jeszcze się przyda przy pisaniu innych tekstów".

    A jeżeli ktoś już uargumentował opinię: "Rozumiem, dzięki. Pomyślę nad Twoimi uwagami, być może przydadzą mi się jakoś w dalszym pisaniu".

    Pewnie nie w każdej sytuacji można tak odpowiedzieć, ale podrzucam do repertuaru. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ciekawa opinia, nie patrzyłam na to z tej strony".

    Nie ma czegoś co się wszystkim spodoba :)
    Caroll

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapytaj "A jak byś to widział/a, żeby było dobrze?"
    I może z ewentualnej wypowiedzi wykluje się coś ciekawego.

    P.S. Szkoda, że nie lubisz rozmawiać o swojej twórczości...

    OdpowiedzUsuń
  5. Autor PHD Comic już to kiedyś
    rozpracował

    Na wszystko odpowiada się: "Recenzent podnosi ciekawą kwestię". Nie ma sytuacji, w której to się nie sprawdza. Na przykład na zarzut: "Metodologia/analiza/twierdzenie autorów są błędne" nie odpowiada się "Tak, wiemy, ale uznaliśmy, że i tak da się z tego zrobić publikację. Sorki". Odpowiada się: "Recenzent podnosi ciekawą kwestię". Nie pisze się też: "Ty #&@*% recenzencie! Wiem, kim jesteś i obsmaruję cię w recenzji, jak przyjdzie moja kolej!". Odpowiada się "Recenzent podnosi ciekawą kwestię, ale najwyraźniej nie zrozumiał zakresu pracy i wyciągnął wnioski na podstawie niewłaściwych założeń", itd. :>

    OdpowiedzUsuń