niedziela, 25 maja 2014

Książkowo - majowo


Mam kryzys czytelniczy, usprawiedliwiony poniekąd tym, że zaczęłam pisać nową powieść, a jak piszę, to nie czytam (tzn. czytam, ale głównie to, co napisałam, w ramach poprawiania).  Poza tym po drodze były jeszcze opowiadania z pewnego konkursu oraz parę innych rzeczy. W maju będzie więc tylko dwie i pół książki.

Do książek Marininy podchodzę ostrożnie, bo z bliżej nieznanych względów spora część z nich zawiera gangsterów i/lub korupcję na wysokich szczeblach władzy albo coś w ten deseń (nie przepadam), czasem jednak uda się znaleźć kryminał taki jak "Obraz pośmiertny", gdzie rozwiązanie oparte jest w całości na psychologii zarówno ofiary, jak i sprawcy. Do tego ciekawa główna bohaterka i niebanalna, naprawdę fajnie wymyślona intryga. Warto.





Tym razem nie kryminał, ale tematyka zbliżona. "Polskie morderczynie" zgodnie z tytułem, to 14 portretów kobiet skazanych za zabójstwa.Zdecydowana większość bohaterek podpada pod jeden z dwóch typów: albo zabijają znęcających się nad nimi mężów/partnerów, albo to kobiety/dziewczyny pochodzące z mocno patologicznych rodzin, mordujące pod wpływem alkoholu/narkotów, z zemsty czy chęci zysku. Bohaterki, które zbrodnię zaplanowały, można policzyć na palcach jednej ręki, przy czym tylko jedna kombinowała na tyle dobrze, że gdyby nie parę głupich wpadek, mogłoby jej się nawet udać... Nie wiem, czy ten niedostatek inteligentych, działających z premedytacją morderczyń mnie cieszy, czy wręcz przeciwnie smuci. Niby fajnie, że nie jesteśmy tak agresywne jak mężczyźni (podobno to kwestia wychowania i ostatnio coraz bardziej się zmienia), ale z drugiej strony człowiek by sobie czasem poczytał o żeńskiej wersji Hannibala Lectera... A książka, choć Ameryki nie odkrywa, jest napisana tak, że łyka się ją bez popitki w parę godzin i nawet jeśli w część bohaterek zlewa się ze sobą (podobne życiorysy, motywy, sposoby popełnienia zbrodni), w każdej historii jest jednak coś zwracającego uwagę, czasem jakiś drobiazg - jedna z bohaterek na pierwszej przepustce z trudem uczy się zupełnie nowego świata, bo szła siedzieć na początku lat dziewięćdziesiątych, a teraz to komputery, komórki, Biedronki i numerki na poczcie, inna wpadła, bo nad zalanym betonem mężem zapalała znicze, a jeszcze inna (ta zdecydowanie jest moją faworytką) mimo pobytu w więzieniu funkcjonuje niemal normalnie - wychodzi na wywiadówki do dzieci, wychowuje je, a sąsiedzi i znajomi są przekonani bodajże, że pani pracuje za granicą...

Połówka książki, bo jak pisałam przy wątku serialowym, nie dałam rady tego zmęczyć, choć początkowo zapowiadało się na całkiem niezłą nowelizację. Szybko jednak zaczęły mnie irytować te krótkie zdania, fabuła budowana głównie na dialogach,  skrócone do minimum opisy w stylu "wszedł X, biała koszula, czarne spodnie", czy powtarzanie po kilka razy tych samych informacji. Ostatecznie jednak dobiło mnie rozłażące się napięcie oraz sentymentalny patos wątku rodziców zamordowanej dziewczyny. Dzięki uprzejmości znajomych wiem już, kto zabił Nanę/Rosie, nie muszę się więc dalej męczyć.


3 komentarze:

  1. Nie wgłębiałem się nigdy w temat, ale z kilku artykułów, które czytałem, wynikało, że wśród prawdziwych mężczyzn również brak raczej morderców w rodzaju Hannibala Lectera. Genialny psychopata to fikcja, choć oczywiście nadal pozostaje znaczącym fakt, że niewiele mamy genialnych morderczyń – tylko szukać (i oczekiwać) należałoby ich raczej w powieściach, filmach, serialach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nowa powieść? O, to wspaniała wiadomość, choć tak lakoniczna;).

    A co do kobiet-zabójczyń, to może wcale nie ma ich (nawet na przestrzeni wieków) tak mało, tylko ich zbrodnie są mało efektowne? Ot, dzieciaka udusić, mężowi zupkę zaprawić arszenikiem;) Takie praktyczne, nieciekawe i 'codzienne' morderstwa. Tak tylko się zastanawiam.;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No ale kiedy ja właśnie chciałabym, żeby to były ciekawe zbrodnie. :) Poniekąd, znaczy, bo z drugiej strony jestem też zadowolona, że kobiety mniej mordują. :)

    OdpowiedzUsuń