czwartek, 20 marca 2014

Serialowo - marcowo

Odcinek trochę łysy, bo zafiksowałam się ostatnio na drugim sezonie "Hannibala" przez co inne seriale poszły w odstawkę. W "House of Cards" jak utknęłam na piątym czy szóstym odcinku (nie pamiętam dokładnie) tak już zostało i ciągle mam ambitny plan kiedyś to dokończyć. KIEDYŚ. Serial jest w ogóle dość dziwny, bo kiedy już go oglądam, to wszystko jest ok, fabuła wciąga, bohaterowie potrafią zaciekawić itp. Ale kiedy przestaję, jakoś nie mam ochoty na następny odcinek. Nie wiem, czemu. Po drodze darowałam sobie też tego nieszczęsnego "Helixa", bo niebezpiecznie zaczął ewoluować z "niemądrego horrorko-thrillerku" (czasem lubię) w stronę "niemądrego akcyjniaka" (nie, dziękuję), jakoś nie wciągnęłam się w "Collectora", choć Cintryjka polecała (może kiedyś jeszcze dam mu szansę) i ostatecznie na placu boju prócz Hannibala-kanibala pozostał jedynie "True Detective", którego finałem, w przeciwieństwie do większości widzów, nie rozczarowałam się jakoś przesadnie, może dlatego, że byłam uprzedzona, by nie spodziewać się cudów. Na minus końcówki zaliczam: urwanie paru obiecujących wątków (np. sugerowane molestowanie seksualne starszej córki Marty'ego), fakt, że większość literackich nawiązań nie bardzo przekłada się na fabułę,
przedziwne dedukcje w stylu: zielone uszy = malowanie domu na zielono (hę?), nagły rozkwit przyjaźni Marty'ego i Rusta (miło, ale, kurczę, oni przecież i wcześniej, przed awanturą o Maggie, nigdy nie byli sobie szczególnie bliscy, więc co się nagle stało?) oraz przemianę Rusta, która też mnie nieszczególnie przekonała. Na plus natomiast creepy klimacik - zarówno miejsce ostatecznego starcia jak i osoba adwersarza głównych bohaterów są nader malownicze. Ogólnie to serial, który wygrywa głównie klimatem i postaciami dwojga głównych bohaterów, fabuła więcej obiecuje niż ostatecznie daje.
A poza tym czekam na "Wayward Pines", bo przeczytałam, że to ma być coś w stylu "Twin Peaks", a serial w stylu "Twin Peaks" nie może być zły.



3 komentarze:

  1. Bo w "House of cards" nie ma sympatycznych postaci, a kibicowanie człowiekowi pokroju Franka może budzić opory :). W każdym razie u mnie budzi. Jak oglądam to nie mogę się oderwać, jak tylko przestaję, to aż mną wstrząsa.

    OdpowiedzUsuń
  2. We mnie też budzi, zdecydowanie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że z coś w stylu Twin Peaks - zależy czy bardziej coś w stylu czy bardziej Twin Peaks...

    OdpowiedzUsuń