niedziela, 15 września 2013

Agatha Christie - urodzinowy ranking


Dziś przypada 113 rocznica urodzin Agathy Christie – autorki, której książki towarzyszyły mi przez sporą część dzieciństwa i wszystkie lata nastoletnie i do których po dziś dzień z sentymentem lubię wracać. Jej kryminały są zbudowane precyzyjnie jak szwajcarskie zegarki, co niektórzy zresztą poczytują za wadę. Bo w „prawdziwym życiu” te misterne mordercze plany zaraz by się posypały, bo bohaterowie jak z gry planszowej (Pułkownik z Indii, Który Zabił Tygrysa), bo wszystko to sztuczne i przesadnie wymyślne.
Trochę prawdy w tym jest, fabuły Christie faktycznie są mało... hm, życiowe i aby cieszyć się lekturą, trzeba przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza pewne elementy konwencji. Ot, choćby taki, że mordercy są tu zaskakująco opanowani i w pięć minut po popełnieniu swojego pierwszego zabójstwa potrafią zachowywać się jak gdyby nigdy nic, a z dziesięciu podejrzanych każdy miał motyw, by zabić. O świadkach, którzy w ważnych chwilach zawsze spojrzą na zegarek, już nie wspomnę.
Zarzuty można mnożyć, ale dla mnie siła Christie tkwi właśnie w tym, że autorka we wszystkie te sztuczne konstrukcje potrafiła tchnąć życie. Jej książki to spory kawał historii Anglii: od okresu tuż po pierwszej wojnie światowej, poprzez lata dwudzieste-trzydzieste (emancypacja kobiet, czas zabawy i dobrobytu), drugą wojnę światową i ciężkie czasy powojenne (kartki, upadek arystokratycznych rezydencji) aż po lata sześćdziesiąte i początek siedemdziesiątych. Jeśli wczytać się dobrze, to poza warstwą kryminalną znajdzie się w tych powieściach sporo fajnych spostrzeżeń społeczno-obyczajowych, bardziej lub mniej poważnych. Jak słowa pewnej zdeklasowanej arystokratki, która narzeka, że „to straszna bieda, kiedy człowiek nie może sobie pozwolić na podkuchenną”.
Christie cenię też za poczucie humoru i dystans do swoich pomysłów, najlepiej chyba widoczny w postaci Ariadny Oliver, autorki kryminałów, która pojawia się w niektórych książkach (najczęściej u boku Herkulesa Poirot) i jest swoistym alter ego samej Christie. Nieprawdą jest też, że Christie nie potrafiła tworzyć pełnowymiarowych bohaterów. Fakt, większość jej postaci jest raczej prosta, czasem wręcz na granicy karykatury (Herkules Poirot) albo dość sztampowa – niemniej i te potrafią się w określonej konwencji obronić. A zdarzało się angielskiej autorce wymyślać naprawdę ciekawe niebanalne osobowości – o czym za chwilę.

Z okazji urodzin Agathy Christie wrzucam ranking dziesięciu moich ulubionych powieści tej autorki.

10. I nie było już nikogo 
Albo „Dziesięciu Murzynków”, w którejś wersji, zdaje się, występowali też Indianie. Mniejsza z tym. Niezależnie od tytułu to chyba najsłynniejsza powieść Agathy Christie. Faktycznie, pomysł jest świetny, a fabuła zbudowana bardzo precyzyjnie, niemniej to książka jednorazowa, niemalże „kryminał w stanie czystym” czyli sama intryga, pozbawiona właściwie ciekawego tła i smaczków, z równie jednorazowymi bohaterami, których jedyną rolą jest jak najszybciej umrzeć. Dlatego tylko miejsce dziesiąte.





9. Śmierć na Nilu 
Niby nic szczególnego, bo podobnych książek Christie napisała sporo, a jednak w tej jest coś, co bardzo lubię. Może klimat egzotycznej wycieczki wzdłuż Nilu, może specyficzny nastrój tragedii wiszącej od początku nad bohaterami. Zasługuje na miejsce dziewiąte.








8. A.B.C. 
Jeden z najlepszych pomysłów Christie, niestety, i tutaj, podobnie jak w „Murzynkach”, ciekawa intryga kryminalna zdominowała nieco pozostałe elementy. Niemniej: solidna ósma pozycja.









7. Zakończeniem jest śmierć 
Czyli mój ulubiony kryminał „pozaseryjny” tzn. taki, w którym nie występuje żaden ze sztandarowych detektywów Christie. Nie może zresztą, gdyż akcja „Zakończeniem jest śmierć” toczy się w Starożytnym Egipcie. Tym razem intryga jest taka sobie, ale wyrównują to z nawiązką nietypowe, bardzo ładnie przedstawione realia, solidna szczypta humoru oraz rewelacyjna postać bystrej i złośliwej seniorki rodu.






6. Tajemnicza historia w Styles 
Trochę oszukuję, bo pierwotnie miała tu być „Pora przypływu”, ale ponieważ nie pasowałaby mi okładką (nie znalazłam wydania z tej serii), zmieniłam ją na „Tajemniczą historię...”, którą też bardzo lubię. To pierwsza detektywistyczna powieść Agathy Christie i od razu bardzo udana, z dopracowaną intrygą i zaskakującym rozwiązaniem z gatunku tych, które pozornie wydają się bardzo proste, a jednak tak trudno na nie wpaść. Mamy tu okazję poczytać, jak wyglądały początki pobytu Herkulesa Poirot na wyspach oraz jak żyła brytyjska klasa średnia (wyższa? średnio-wyższa? hm...) na początku dwudziestego wieku, co dla współczesnych czytelników ma już spory posmak egzotyki. 



5. Zbrodnia na festynie 
Lubię tę książkę ze względu na klimat przemijania, którego symbolem jest stara pani Folliat, niegdyś bogata właścicielka ziemska, dziś mieszkająca w domku ogrodnika na terenie swej dawnej posiadłości. A z melancholijnym nastrojem kontrastuje beztroska zabawa, która niespodziewanie zmienia się w tragedię... Ponadto występuje tu przezabawna jak zwykle Ariadna Oliver, w ramach tytułowego festynu organizująca Polowanie na Mordercę, a że mam do niej sporo sympatii, wrzucam na miejsce piąte.





4. Zabójstwo Rogera Ackroyda 
Wiem, Czechow był pierwszy (że pozwolę sobie na lekki spojler), ale i tak jest to jedna z najbardziej oryginalnych fabuł Agathy Christie. Świetna intryga i mistrzowskie wodzenie za nos czytelnika.









3. Morderstwo odbędzie się... 
Sama nie wiem, dlaczego ta akurat książka znalazła się tak wysoko w rankingu. Częściowo chyba z powodu nietypowego, a bardzo intrygującego początku (morderstwo zapowiedziane w gazecie). Częściowo z powodu świetnie oddanego klimatu małego miasteczka w czasach tuż powojennych (te czarnorynkowe machlojki!) oraz z uwagi na nader zgrabne połączenie posępnej atmosfery zagrożenia z humorem. Ponadto panna Marple jest tu absolutnie bezbłędna: pozornie nieszkodliwa i niezbyt mądra staruszka, a w rzeczywistości bystra obserwatorka obdarzona detektywistycznymi zdolnościami.




2. Morderstwo w Orient Expressie 
Jedna z najbardziej znanych powieści Christie i zarazem jedno z najbardziej zaskakujących rozwiązań kryminalnej intrygi (fakt, że strasznie przekombinowane, ale jak już pisałam, nie o prawdę życiową w tych książkach chodzi). A do tego klaustrofobiczny klimat uwięzionego w śniegu pociągu, czyli wszystko to, co tygryski lubią najbardziej.







1. Morderstwo w Mezopotamii 
I wreszcie miejsce pierwsze. Wiem, że to nietypowy wybór, bo Christie wymyśliła kilka bardziej oryginalnych fabuł, ale ja właśnie do „Morderstwa...” mam największą słabość. Ze względu na niezwykle klimatyczną scenerię (wykopaliska archeologiczne na terenie tytułowej Mezopotamii), narratorkę, czyli siostrę Leatheran, która jest uosobieniem pielęgniarskiej solidności i rozsądku (proszę zwrócić uwagę, jak fajnie, poprzez drobiazgi, pokazany jest jej charakter). A przede wszystkim ze względu na panią Leidner, ofiarę morderstwa, która jest najlepszą kobiecą postacią stworzoną przez Christie: niejednoznaczną, skomplikowaną i tym bardziej tajemniczą, że jej osobowość poznajemy głównie z relacji pozostałych bohaterów – a ona dla każdego była kimś innym. Ponadto scena, w której Herkules Poirot rozpoczyna swoją opowieść słowami „Bismillahi ar rahman ar rahim”, a siostra Leatheran docenia lekceważone wcześniej piękno Wschodu, to chyba najbardziej nastrojowy moment w całej twórczości angielskiej autorki.  

2 komentarze:

  1. Bardzo dużo czasu minęło, odkąd czytałam detektywistyczne powieści Christie (między późną podstawówką a końcem liceum przeczytałam wszystkie poza "10 Murzynkami", których nie byłam w stanie zmęczyć, nie wiem czemu), ale też jestem fanką tej autorki :) Ja bym chyba postawiła "Morderstwo w Orient Expressie" na pierwszym miejscu, a "Tajemnicza historia w Styles" trafiłaby do pierwszej piątki ze względu na to, jak pomysłowo Christie wykorzystała tam interakcje trucizn i leków :) Resztę książek już musiałabym sobie odświeżyć, żeby móc je uszeregować w rankingu.

    OdpowiedzUsuń