niedziela, 21 lipca 2013

Ania z Esensji czyta 9, czyli rachunek sumienia


...czyli Ford w dwupaku:










Dwie pierwsze części trylogii opowiadającej z perspektywy Tomasza Cromwella o burzliwych wydarzeniach na dworze Henryka VIII. Narracja w czasie teraźniejszym + niechęć autorki do używania imienia i nazwiska głównego bohatera to nie jest najlepszy pomysł, bo w języku polskim skutkuje miejscami, gdzie gubi/myli się podmiot, niemniej da się do tego przywyknąć. Na plus zapisuję dobrze oddaną mentalność ludzi tamtych czasów, łatwo można uwierzyć, że oni rzeczywiście tak myśleli, w taki sposób postrzegali świat. Czyta się dobrze, z ciekawością, mimo iż każdy przecież mniej więcej wie, jak ta historia się skończy. Aha, druga część, ta bez obrazka, to oczywiście "Na szafocie".


Druga odsłona przygód Jana Morawskiego, rozwiązującego zagadki kryminalne w polskich dworkach przełomu XIX i XX wieku. „Zbrodnia w błękicie” mi się bardziej, ale „Abel i Kain” też potrafią się obronić jako klasyczny kryminał w stylu Agathy Christie. W takim gatunku mniej rażą np. uproszczone postacie, u Kwiatkowskiej składające się z jednej-dwóch momentami niemal karykaturalnych cech (w „Ablu...” jedynie senior rodu ma złożoną osobowość). Poza tym nadal sporo jest tu fajnych szczególików świadczących o tym, że autorka poważnie traktuje research (potrawy, opis folwarku itp.). Niemniej, w „Zbrodni...” lepiej zostały wygrane te wszystkie charakterystyczne dla kryminałów drobne ślady i zagadki (np. skąd wzięły się ślady stearyny w pokoju zmarłej), które potrafią fajnie podkręcić napięcie. W „Ablu...” takich potencjalnie ciekawych pytań/niejasności jest więcej, za dużo imho, przez co zaczynają one działać przeciwko sobie, część gubi się gdzieś w fabule i dopiero pod koniec człowiek sobie przypomina „a tak, rzeczywiście, był jeszcze taki tajemniczy szczegół”, o części się pamięta, ale autorce brakuje miejsca, żeby zbudować wokół nich napięcie. Ale i tak polecam, bo lubię klasyczne kryminały, a Morawskiego darzę dużą sympatią. Mam nadzieję, że będzie trzecia część.

Czyli też jakby kryminał... tyle że nie. Jest tu coś w rodzaju zagadki z przeszłości i jest przybysz z zewnątrz, pisarz zresztą, który próbuje tajemnicę wyjaśnić, niemniej i zagadka, i „śledztwo” schodzą na drugi plan. To raczej zapis doświadczeń życiowych i specyficznego sposobu postrzegania świata głównego bohatera-narratora, język jest tu niesamowicie żywy, wyrazisty i mięsisty, a opowieść to momentami wręcz komedia, tyle że mocno czarna. Co więcej, autor jest mniej więcej moim rówieśnikiem, więc w chwilach, gdy wspomina swoje dzieciństwo, odkrywałam, że mamy całkiem sporo wspólnych pokoleniowych przeżyć. Polecam, zwłaszcza tym, którym się wydaje, że współczesna polska proza mainstreamowa to tylko posępne smęcenie. 


Cykl reportaży o współczesnej turystyce, a konkretniej o tym, jak przemysł turystyczny i sami turyści wpływają na odwiedzane kraje oraz życie tubylców. Wnioski nie są zbyt optymistyczne, a lektura „Witajce...” może stać się poważnym argumentem na „nie”, jeśli rozważamy wakacyjny wyjazd z opcją all inclusive.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz