niedziela, 9 czerwca 2013

Ania z Esensji czyta 8, czyli rachunek sumienia


Tym razem tylko cztery książki, w dodatku raczej mało wymagające, bo przez ostatni miesiąc zajmowałam się głównie czytaniem tekstów na krakonowy konkurs steampunkowo-postapokaliptyczny oraz opowiadań nadsyłanych do działu literackiego Esensji. A poza tym poprawiam właśnie trzeci tom "Przedksiężycowych", co też zajmuje sporo czasu.


Czyli druga powieść autora "Bielszego odcienia śmierci", która to książka miała świetny początek, dobre rozwinięcie i kiepską, bo strasznie przegiętą, końcówkę. Pisząc "Krąg" Minier na szczęście nieco przystopował, w finale mniej jest tu nieprawdopodobieństw, dogodnych zbiegów okolicznych i ogólnego efekciarstwa. Mniej, co nie znaczy, że wyżej wymienionych elementów wcale nie ma. Mam nadzieję, że przy okazji trzeciej książki francuski pisarz jeszcze bardzo złagodzi swój pęd do konkurowania z hollywoodzkimi filmami klasy B i postawi raczej na klimat - bo tworzenie posępnego nastroju wychodzi mu bardzo dobrze.



Sympatyczna popularnonaukowa książeczka, która bardzo prostym językiem przybliża czytelnikom problem psychopatii. Ktoś, kto już interesował się tematem, pewnie Ameryki przy pomocy tej książki nie odkryje, jest tu jednak trochę nowych informacji, a i uporządkowanie znanych wcześniej wiadomości też jest na swój sposób ciekawe.







Powieść, która wygląda tak, jakby pani Link przeczytała dokładnie tę samą książkę, co ja, czyli wymienionych wyżej "Psychopatów", bo jej bohater to wręcz podręcznikowy przypadek. Poza tym to średnio ciekawy thriller, który doczytałam do końca wyłącznie dlatego, że okładkowy blurb zapowiadał "zwroty akcji". Jednak problem w tym, że w "Wielbicielu" żadnych zaskoczeń nie ma - chyba że ktoś jest na tyle naiwny, żeby nie odgadnąć np. jaka przyszłość czeka milutkiego kotka w towarzystwie dyszącego żądzą zemsty psychopaty. Fabuła jest przewidywalna do tego stopnia, że momentami aż dawałam się na to nabrać, myśląc sobie, że przecież to niemożliwe, to nie może być aż tak proste. A jednak...

Najnowsza książka Kinga nie jest najlepszą w jego dorobku i pewnie nawet nie zmieściłaby się w pierwszej dziesiątce. To składanka motywów znanych już z wcześniejszych dzieł tego autora i z innych powieści zresztą też. Nic oryginalnego, ale napisane to jest tak, że czyta się z prawdziwą przyjemnością, więc polecam. Dłuższa recenzja będzie w najbliższym "Miesięczniku", a tymczasem, gdyby ktoś chciał "Joyland" kupić, to informuję, że w esensyjnej księgarni jest fajna promocja i książkę można dostać już za 25 zł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz