czwartek, 2 maja 2013

Serialowo

Tym razem będzie o kilku serialach, które ostatnio oglądałam. Na pierwszy ogień idzie„Broadchurch”,
czyli angielski kryminał, w którym przez osiem odcinków obserwujemy losy postaci związanych w taki czy inny sposób z morderstwem jedenastoletniego chłopca. Jest oczywiście policyjne śledztwo prowadzone przez „inspektora z problemami” – w tej roli David Tennant, jak zwykle przypominający sponiewieraną fretkę vel nieszczęśliwego foksteriera, ale bardzo przekonujący, tzn. łatwo można uwierzyć, że te problemy to coś więcej niż serialowa sztampa (a poza tym niedostatki urody Tennant nadrabia przepięknym akcentem). Jest wątek rodziny zabitego dziecka, która na różne sposoby próbuje poradzić sobie ze stratą, są wreszcie różni podejrzani oraz po prostu mieszkańcy miasteczka. Wszystko to zgrabnie skrojone, z dbałością o psychologiczne detale, ładnymi widokami (ten klif nad morzem) i rosnącym napięciem – za niektóre cliffangery pod koniec odcinków mogłabym twórców udusić. Zakończenie jest zaskakujące i przyznaję, że co najmniej jeden trop wyraźnie wskazujący na to, kto jest mordercą, przegapiłam. Polecam.

Na drugi ogień idzie „Top of the Lake”,
też jakby trochę kryminał – ale tym razem z naciskiem na „jakby” i „trochę”. Tu z kolei mamy sprawę dwunastolatki w ciąży, która w pewnym momencie tajemniczo znika, miejscowa policja ma więc niejako dwie sprawy do rozwiązania. Początkowo „Top...” kojarzyło mi się z „Twin Peaks” – mamy tutaj nieco podobny, jakby odrealniony klimat, a serial niewątpliwie jest... nietypowy, z biegiem czasu jednak to skojarzenie zbladło i ostatecznie uznaję, że „Top...” jest dziwaczny na swój własny sposób. Jest tu sporo lekko absurdalnego – a podawanego ze śmiertelną powagą, co jeszcze wzmacnia efekt – humoru, związanego najczęściej z grupą, hmm, miejscowych alternatywnych kobiet, skupionych wokół nader niechętnej guru, są piękne nowozelandzkie widoki i jest przede wszystkim niesamowity nastrój. Całość mi się wydała trochę nierówna, czasem fabuła utykała w klimatycznych dłużyznach typu „pięknie sfilmowany seks na trawie”, to znów, kiedy twórcom się przypomniało, że warto popchnąć wątek śledztwa, akcja ruszała z kopyta (taka nagła jest właściwie cała końcówka, kiedy wyjaśnia się, co i jak), ale ogólnie serial oceniam bardzo na plus. Jest po prostu inny niż większość i choćby to wystarczy, żeby się nim zainteresować.

Trzeci ogień, czyli „Gra o Tron”,
czyli „Po co ja właściwie to oglądam?”. Nie, serial nie jest zły, ale problem w tym, że nie przepadam za takimi wielowątkowymi fabułami, gdzie jest multum bohaterów drugoplanowych, a na dobrą sprawę żadnego pierwszoplanowego. Zdecydowanie wolę wielowątkowość w stylu „Babilonu 5”, gdzie mamy kilka postaci centralnych, wokół których krążą drugo- i trzecioplanowcy. Taki sposób budowania fabuły jak w „Grze...” sprawia, że losy 90% bohaterów są mi obojętne, a nieustanne przerzucanie się od jednego wątku do kolejnego morduje resztki zainteresowania. W rezultacie „Grę...” oglądam chyba już głównie z przyzwyczajenia oraz po to, żeby wiedzieć, o czym ludzie w klubie mówią. Lubię Tyriona oraz Jaimiego, to tyle. No dobrze – niektóre sceny są jeszcze malowniczo epickie i może one też trzymają mnie przy ekranie.

Czwarty i piąty ogień to „Hannibal” i „Bates Motel”,
których nie oceniam, bo w obu przypadkach widziałam tylko pierwszy odcinek – a piszę o nich głównie po to, żeby się poskarżyć, że nijak mnie te seriale nie wciągnęły, choć wiele się po nich spodziewałam. W obu wypadkach, mam wrażenie, problem jest trochę podobny, tzn. my, widzowie, wiemy już przecież „co będzie dalej” i „jak to się wszystko skończy” trudno więc nas jakoś specjalnie zaskoczyć. W rezultacie „Bates Motel” wydał mi się poprawny i niewiele więcej, z kolei „Hannibal” ma ładne motywy (wizje Willa), ale już bohaterowie mnie rozczarowali. Will to kolejna wariacja na temat „autystycznego geniusza” (ostatnio strasznie się ich namnożyło) ani specjalnie lepsza ani gorsza od innych, z kolei Lecter... Cóż, Anthony Hopkins w „Milczeniu owiec” potrafił być momentami autentycznie przerażający, Mads Mikkelsen jest raczej irytujący i afektowany. Fabularnie pierwszy odcinek też nie powalał, choć z drugiej strony jakiś szczególnie kiepski też nie był. Może jeszcze dam „Hannibalowi” szansę, choć nie w najbliższym czasie.

I wreszcie nr sześć, czyli „Hemlock Grove”,
polecone przez nieocenioną Cydienne. Nieoceniona Cydennie jest wielbicielką „Teen Wolfa” oraz kiepskich koreańskich dram, więc miałam wątpliwości, a nawet Wątpliwości, jednak po pierwszym odcinku stwierdzam, że jest całkiem ciekawie. Być może będzie to pierwszy sensowny serial z wilkołakami & innymi dziwnymi stworami w High School, jaki próbowałam oglądać. Zobaczymy.


8 komentarzy:

  1. Dorzucę do zestawienia "Black mirror". Brytyjski serial o tym, jak bardzo media sterują naszym życiem i do czego może doprowadzić rozwój technologii, bez których niektórzy nie mogą już teraz żyć (jak Facebook, YouTube itp.). Polecam, wrażenie po kolejnych odcinkach jest jak po przeczytaniu dobrego opowiadania s-f.
    Opinie o odcinkach (a nawet recenzja "Czarnego") wrzuciłem na bloga - zaulekgwylliama.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. A tak, "Black Mirror" to bardzo dobry serial, nie załapał się do zestawienia, bo skończyłam go oglądać już jakiś czas temu.
    A za recenzję dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim razie polecam drugą serię. Trzyma poziom.
    A ja zainteresowałem się "Broadchurch", opinia brzmi bardzo zachęcająco.


    OdpowiedzUsuń
  4. Drugą serię też już widziałam. :]

    OdpowiedzUsuń
  5. Olaboga, a ja takie starocie oglądam. Przebrnęliśmy z żoną niedawno przez "Allo, Allo", "Świat według Bundych", obecnie skończyliśmy przerabiać "Top Gear" a w planach "South Park" i ewentualnie "Z Archiwum X". Ten ostatni tytuł to dopiero dla mnie sentyment!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, "Z Archiwum X", mój ukochany serial. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hemlock Grove dla miłośników gore bardziej... Choć niewątpliwie ciekawy.
    C.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczę, a mi się tak spodobał Hannibal. Ocalił seriale dla mnie, bo w tym zalewie trudno było mi wybrać coś na prawdę wciągającego. I nagle Hannibal wciągnął mnie 'jak dawniej'. Mam nadzieję, że powyższa recenzja nie zabije mojego entuzjazmu..

    Z innej beczki - Utopia, skoro pojawił się BM.

    OdpowiedzUsuń