sobota, 13 kwietnia 2013

Ania z Esensji czyta 7, czyli rachunek sumienia


Nauczycielka z Villette
Kryminał "w stylu Camilli Läckberg", a przynajmniej tak go zachwala wydawca. Pomysł jest tu faktycznie podobny (współczesne morderstwa + zagadka z przeszłości + portret prowincjonalnego miasteczka), niemniej Camilli  Läckberg po prostu takie pisanie lepiej wychodzi. U Hedström właściwie wszystko wydało mi się jakieś takie... bardziej blade, nijakie. Bohaterowie byli raczej płascy, rozwiązanie zagadki przewidywalne, a w ramach "portretu małomiasteczkowej społeczności" dostaliśmy głównie szczegółowe i niezbyt ciekawe "kto z kim". Nie znaczy to, że książka Hedström jest zła - jest tylko dość przeciętna.





Królestwo łabędzi, Insygnia wojny światów, Fałszywy książę
Trzy gratisowe młodzieżówki z Esensji. "Królestwo..." jest prościutkie i nieco naiwne, ale ponieważ to fantasy czerpiące mocno z motywów baśniowych, ta prostota jest nawet na swój sposób urocza. "Insygnia..." przypominają trochę "Grę Endera" skrzyżowaną z "Harrym Potterem" - nic szczególnego, a główny bohater strasznie irytuje, ale całość daje się czytać. Natomiast "Fałszywy książę" jest z tej trójki najlepszy - i co ciekawe, bohater "Księcia" przypomina w dużym stopniu bohatera "Insygniów..." (jest równie wyszczekany i niepokorny), jednak to, co w "Insygniach..." irytowało, w "Księciu" wypada sympatycznie i zabawnie. Poza tym sporo tu zwrotów akcji (z wyjątkiem jednego dobrze uzasadnionych), a i sam pomysł uważam za - jak na młodzieżówkę - dość oryginalny. Więcej wkrótce w Esensji.


Zajazd "Jerozolima"
Uwielbiam angielskie kryminały, takie staroświeckie, w stylu Agathy Christie, gdzie arystokraci mordują się z klasą, a detektyw na tle płonącego w kominku ognia wyjaśnia zawiłości zbrodni. Niestety, gatunek dotarł chyba do ściany i zdechł dawno temu, nad czym nieustannie boleję. Pewną nadzieją były dla mnie książki Marthy Grimes - dwie pierwsze mnie szczerze zachwyciły, dalej jednak nie było już tak różowo, bo w pewnym momencie autorka zaczęła rezygnować z nastroju oraz napięcia budowanego wokół kryminalnej zagadki na rzecz środowiskowej satyry. I to w dodatku satyry dość monotonnej. Mam nieodparte wrażenie, że Grimes powtarza w kółko te same żarty - karykaturalnie tępi Amerykanie, ludzie mówiący z plebejskim "śmiesznym" akcentem, dziwaczne dzieci - wszystko to już wcześniej w jej książkach było i nawet ciotka Agatha nie bawi tak, jak kiedyś. Mimo wszystko czyta się to całkiem nieźle, choć na koniec człowiek zostaje z poczuciem rozczarowania. A przynajmniej ja zostałam - zwłaszcza że zagadka morderstwa często schodzi tu na drugi plan, a i rozwiązanie do przesadnie logicznych nie należy.


Jedyne dziecko
"Dziewczyna z sąsiedztwa" bardzo mi się podobała - o ile o tego typu książce można powiedzieć, że "się podoba" (może lepsze byłoby określenie "zrobiła wrażenie"?). "Jedyne dziecko" natomiast to wielkie rozczarowanie. Gdzie "Dziewczyna..." była przerażająco prawdziwa, tam "Jedyne dziecko" jest tylko sztampowe - i to sztampą rodem z tego rodzaju dzieł, które usilnie próbują zaszokować obrzydliwością. Odradzam.


Kronika umarłych
Jeśli ktoś narzeka, że "Czarne" jest mętne i dziwne, powinien poczytać sobie "Kronikę umarłych" - w porównaniu z nią moja powieść to naprawdę pikuś (literacki, znaczy). "Kronika..." to książka niemal dokładnie w moim typie - rozegrana na granicy snu i jawy, niepokojąca, niejednoznaczna. I ponura, bo sporo tu samotności, szarpaniny ludzi uwięzionych w małym miasteczku, melancholii upływających lat... A "niemal", bo jest tu też trochę niepotrzebnego efekciarstwa (np. dość odczapistyczne porównania bodajże śmieciarki do odbytu), które nie przypadły mi do gustu. Mimo to jednak polecam.


Krzyk pod wodą
Czyli flirt z duńskim kryminałem. Pretensjonalny tytuł (na północy teraz taka moda czy jak?) i sztampowy początek (młoda pani psycholog, oczywiście obowiązkowo seksowna i z traumą z przeszłości, nawiązuje współpracę z policją) nie zapowiadały nic dobrego, ale potem akcja się rozkręciła i nawet się wciągnęłam. Niestety, końcówka znowu psuje dobre wrażenie, fundując czytelnikowi kolejne sztampowe rozwiązanie - nie zdradzę jakie, bo może ktoś jednak zechce przeczytać. W ocenie to taka solidna szkolna trója, czyli można przeczytać.



W mroku
Wypożyczone z biblioteki miejskiej jako "odmóżdżający kryminał do przeczytania na popołudnie". Hmm... Najpierw zdziwił mnie nieco staroświecki, egzaltowany styl, potem zorientowałam się, że akcja rozgrywa się przed drugą wojną światową, i zaczęłam się zastanawiać, czy powieść przypadkiem wtedy też nie została napisana (co tłumaczyłoby dziwaczny język), ostatecznie jednak zorientowałam się, że nie, to książka - według Wikipedii - z 2000 roku. Hmm... Jako kryminał "W mroku" sprawdza się średnio, to bardziej powieść o miłości i, bo ja wiem, okrucieństwie? Dołująca, ale całkiem niezła, jeśli komuś nie będzie przeszkadzał specyficzny styl.

1 komentarz:

  1. "Kronika umarłych" wygląda ciekawie, muszę to przeczytać...

    OdpowiedzUsuń