niedziela, 4 listopada 2012

Halloweenowa Noc Filmowa


Z okazji niedawnego Halloween w klubie odbył się maraton filmów gotyckich. Repertuar dobierałam ja, przy okazji czego przekonałam się, jak luźno właściwie można interpretować słowo „gotycki” w przypadku filmów. Ostatecznie wyszło mi, że „gotycki film” to taki, który a) jest mniej więcej w klimatach grozy, b) jest ciekawy plastycznie, c) cokolwiek, co mi się skojarzy. :P. Obejrzeliśmy więc:



Armię Boga – jeśli ktoś nie widział, polecam, warto zwłaszcza dla świetnego Walkena w roli anioła Gabriela i równie znakomitego Mortensena (znanego bardziej jako Aragorn) jako Lucyfera. Sam pomysł fabularny jest tu, szczerze mówiąc, dość głupawy (złe anioły szukające duszy wojownika, którą dobry anioł ukrył w małej Indiance? Wtf?), niemniej to przykład, jak dobrą realizacją można ominąć mielizny scenariusza. Plus scena z nabitymi na pale aniołami, którą widziałam już skopiowaną w kilku opowiadaniach, więc chyba robi wrażenie. :)



Jeźdźca bez głowy – cudownie ironiczny i zachwycająco kiczowaty film, jeden z moich ulubionych zresztą. Wszystko (począwszy od scenagrafii aż po grę aktorską) jest tu w genialny sposób przerysowane, a przy tym nie jest to tylko „robienie sobie jaj z konwencji”, bo historia jak najbardziej potrafi wciągnąć, a główny bohater budzi sympatię. Imho Burton w wysokiej formie.



Mary Reilly – czyli historię dr Jekylla i mr Hyde’a z punktu widzenia służącej. Klimatyczne, kameralne, imho może nie powalające, ale niezłe. Plus John Malkovich i Julia Roberts.



Braterstwo wilków – mam do niego słabość, choć zdaję sobie sprawę, że to momentami naprawdę zły film. :P Ściślej biorąc, początek i spora część środka są rewelacyjne, serio niektóre sceny (np. Bestia odbijająca się w oczach tej wieśniaczki, która poszła po kozę) uważam tu wręcz za genialne i mogę je oglądać do końca świata i jeden dzień dłużej. Lecz od momentu, kiedy Bestia pojawia się w całej okazałości, coś się psuje. Po pierwsze, nastrój szlag trafia (Bestia jest boleśnie wręcz komputerowa, a poza tym od dawna wiadomo, że najbardziej się boimi tego, czego nie widzimy), a  po drugie, w drugiej połowie coraz bardziej daje o sobie znać efekciarstwo. Robi się więc zdziwniej i zdziwniej, mamy nagle cudowne zmartwychwstania (sztuk dwie), agentkę Watykanu mordującą wachlarzem, kazirodztwo z d... wzięte oraz eee... miecz w kawałkach połączonych łańcuchem-gumką? (Nie wiem, nie pytajcie, to patent scenarzystów). Niemniej, kurczę, i tak mi się fajnie oglądało i cieszę się, że sobie ten film odświeżyłam.

Potem był jeszcze „Vidocq” (nie lubię) oraz chyba „Silent Hill” (mniam), ale wtedy już grzecznie spałam w swoim łóżeczku.

Maraton uświadomił mi przy okazji, że a) gotyckie filmy są fajne, b) niestety, wszystkie już chyba widziałam. :(

Jeśli ktoś poda mi tytuł filmu w podobnych klimatach, którego nie znam, będę dozgonnie wdzięczna.



1 komentarz:

  1. Polecam: From hell Vidoque
    Ale pewnie widziałaś.
    Caroll

    OdpowiedzUsuń