wtorek, 9 października 2012


Skusiłam się niedawno na pilota amerykańskiej wersji współczesnego Sherlocka czyli „Elementary”. Chyba mam skłonności do masochizmu, bo już po trailerze było widać, że dobre to-to nie będzie. Choć po obejrzeniu mogę powiedzieć, że mogło być gorzej.

Jeśli patrzeć na ten serial jak na kryminał, który nie ma z Sherlockiem nic wspólnego (prócz nazwisk głównych postaci), to takie sobie dolne stany średnie, do obejrzenia i zapomnienia. Jeśli patrzeć na serial jak na kolejną adaptację Conan Doyle’a, to jest ona tak odległa od oryginału, że następnym etapem będzie już chyba Sherlock jako wiecznie zaćpany i przygłupi hipis...

Już serial Moffata i dwa ostatnie filmy kinowe mocno od oryginału odchodziły, ale tam przynajmniej scenarzyści dawali widzom w zamian coś nowego. „Elementary” natomiast, bazując na dwóch wyżej wymienionych wersjach, od siebie nie proponuje nic (a przynajmniej nic sensownego) – mamy tu Sherlocka we współczesnym świecie jak w serialu Moffata i Sherlocka zachowującego się jak inteligentne dziecko z ADHD niczym w filmach Ritchiego. Tyle że tamte Sherlocki, cokolwiek by o nich mówić, mają styl i klasę, a „Elementary” jest boleśnie nijakie. I mówię tu przede wszystkim o głównym bohaterze, którzy robi różne „dziwne rzeczy”, żeby pokazać, jaki to jest uch-ach ekscentryczny, ale ponieważ brakuje mu charyzmy Cumberbatcha czy Downeya Jr., wychodzi tylko na niezbyt sympatycznego cudaka.

Pomysł z zamianą Watsona na kobietę też mi się nie podobał (męska przyjaźń jest o wiele mniej ograna niż relacje męsko-damskie), ale skoro już zdecydowano się to zrobić, to naprawdę można było ich wątek jakoś sensowniej poprowadzić. Na końcu pilota mają się już (chyba?) lubić, ale to z niczego nie wynika (no dobra, przyznaję, może i wynika, bo na jakieś pięć minut w środku odcinka mi się przysnęło, ale nie mam ochoty oglądać tego jeszcze raz).

Maleńki plusik za to, że jednak sama zagadka morderstwa mnie trochę zainteresowała – w tym przypadku akurat, o dziwo, amerykańska podróbka wypada lepiej niż angielski oryginał, w którym scenarzyści chwilami chyba zapominali, że Conan Doyle pisał kryminały.

Ogólnie – nie polecam, chyba że ktoś naprawdę nie będzie miał nic sensowniejszego do oglądania.

5 komentarzy:

  1. Czy ja wiem, czy Sherlock w wykonaniu Cumberbatha jest tak odległy od oryginału? Jest uwspółcześniony, owszem, ale czy niezgodny z oryginalnym Holmesem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Holmes Doyle'a był uprzejmym dżentelmenem, a Holmesie Cumberbatha nijak nie da się tego powiedzieć. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie w temacie serialu, ale z pytaniem o książki.
    Czy można gdzieś kupić Pani książki w formacie cyfrowym na któryś z czytników (najchętniej na Kindle'a)?
    pozdrawiam
    md.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obawiam się, że w formie cyfrowej jest jak na razie tylko kilka opowiadań, do pobrania za darmo tutaj:

    https://docs.google.com/folder/d/0B8DAqvADtqm7VkdUT0ZzNDdrQVU/edit

    OdpowiedzUsuń
  5. Holmes Doyle'a uprzejmym gentlemanem? Niestety nie mogę się do końca zgodzić:) Takim uczyniło go popkulturowe przetwórstwo, oryginalny Holmes to również cynik uzależniony od narkotyków, który stwierdza pod koniec Znaku Czterech, że jedyne, co pozostało mu po rozwiązaniu sprawy, to butelka z kokainą. Zresztą, właściwe już sam początek Studium w szkarłacie pokazuje główne cechy Sherlocka. A wersja BBC dość wiernie to odtwarza, choć oczywiście nie bez pewnego przerysowania:)

    OdpowiedzUsuń