niedziela, 21 października 2012

Ania z Esensji czyta...

Konrad, dobry człowiek, zgodził się, żebym wrzucała tu notki przeznaczone do działu "Esensja czyta". Poniżej więc pierwsza porcja tego, co ostatnio przeczytałam:


Drood
Kolejna rewelacyjna książka Dana Simmonsa, która, podobnie jak wcześniejszy “Terror”, utrzymana jest w klimacie grozy i wykorzystuje historyczne zdarzenia (tu: okoliczności powstania ostatniej, nigdy nie dokończonej powieści Charlesa Dickensa). Świetnie poprowadzona intryga, w której do końca nie jesteśmy pewni, kto tu właściwie przeciwko komu knuje (i czy w ogóle knuje), ani co jest realne, a co można uznać za wytwór znarkotyzowanej wyobraźni narratora – Wilkiego Collinsa. Ponadto jest to także znakomity portret literackiego światka drugiej połowy XIX wieku, zaś miłośnicy prozy z tamtego okresu znajdą tu sporo charakterystycznych wątków (mesmeryzm, tajemnicze sekty, lochy pod miastem itp.).

(Dłuższa recenzja będzie w najbliższym numerze klubowego Miesięcznika)

Magiczne lata 
… czyli rok z życia dwunastoletniego chłopca dorastającego na amerykańskim południu. Jest tu miejsce na magię, przyjaźń, pierwsze zauroczenie, odrobinę grozy, a nawet na tajemnicę, która wdziera się w życie głównego bohatera pod postacią tonącego w jeziorze, zamordowanego mężczyzny. Kto z cichego, małego miasteczka jest zabójcą? To jednak tylko jeden z wątków, opowieść McCammona to nie kryminał, a barwna kronika dzieciństwa, ze wszystkimi jego radościami i smutkami, świat dorosłych też od czasu do czasu daje znać o sobie – mamy wszak lata sześćdziesiąte, czas, gdy w powszchnym przekonaniu Ameryka traciła niewinność. I ta książka jest trochę jak dzieciństwo, które po latach wspominamy z nostalgią. Piękna, wzruszająca, niezwykła opowieść – dla każdego, kto kiedyś miał dwanaście lat i jeszcze pamięta, jakie to uczucie.


Dziwna sprawa Skaczącego Jacka
Jest tu wszystko, czego można od steampunku oczekiwać, czyli mnóstwo technicznych, niekoniecznie napędzanych parą gadżetów (niektóre ocierają się wręcz o cyberpunk), bohater będący połączeniem Allana Quatermaina z Sherlockiem Holmesem (sir Richard Burton, postać zresztą historyczna, choć o talentach detektywistycznych oryginału nic mi nie wiadomo), jest przytłaczające, wiktoriańskie miasto, w którym grasują potwory i przede wszystkim oczywiście mnóstwo przygód. Duży plus należy się Hodderowi za intrygę – wciągającą, a przy tym w ciekawy sposób łączącą tajemnicę tytułowego Jacka z powstaniem steampunkowego świata. Oryginalnym wkładem autora jest też obecna obok technologicznych nowinek bioinżynieria – w Londynie istnieją zamienione w ludzi wilki czy przenoszące listy psy. Można mieć podczas lektury takie czy inne wątpliwości (np. na ile takie genetycznie modyfikowane zwierzęta mają sens i czy istotnie rozwój techniki z powodu jednej zmiany w historii poszedłby w tak dziwnym kierunku ), jednak to książka z gatunku takich, w których wszelkie niedociągnięcia łatwo wytłumaczyć konwencją. Nie oczekujemy przecież od przygodowej, pulpowej z ducha książki żelaznej logiki czy przesadnej wierności prawdopodobieństwu, prawda? Przy takim podejściu nie przeszkadza nawet fakt, że Burton jest człowiekiem właściwie pozbawionym wad (ewentualnie jego wady opisane są tak, jakby były zaletami). Dlaczego więc mimo wszystko oceniam powieść tylko na 70%? Chyba jednak z powodu Burtona, jego doskonałość mi nie przeszkadza, ale… to po prostu nie jest bohater z gatunku tych, jakich najbardziej lubię. Wolę już poetę Algernona Swinburne’a (postać też historyczna), który, choć drobny i delikatny, świetnie się nadaje na kompana w różnych niebezpiecznych wyprawach, jest bowiem masochistą i przetrzepanie skóry przez Czarny Charakter odbiera jako wyjątkową przyjemność. Tak czy inaczej, po drugą część sięgnę na pewno.



7 komentarzy:

  1. "Piękna, wzruszająca, niezwykła opowieść – dla każdego, kto kiedyś miał dwanaście lat i jeszcze pamięta, jakie to uczucie"...

    Jak osoba spoza tej kategorii pragnę dodać, że dla osób, które tego nie pamiętają - doskonała okazja, żeby sobie przypomnieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresowałaś mnie tymi "Magicznymi latami".

    OdpowiedzUsuń
  3. Są w bibliotece klubowej, gdybyś chciała przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przy każdej pochlebnej recenzji "Skaczącego Jacka.." zastanawia mnie na czym polega sukces tej książki. Może ja jakiś inny egzemplarz miałem?

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam dwie z trzech, żadna tak szczerze mówiąc jeszcze nie przeczytana, ale skoro zachęcasz. A Simmonsa będę kiedyś miała, tak czy siak ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Simmonsa i McCammona polecam zdecydowanie, Hoddera - jeśli ktoś lubi steampunkt i przygodówki. :)

    OdpowiedzUsuń