niedziela, 9 września 2012

... i po targach

Katowickie Targi Książki za mną. Nie mogę powiedzieć, żeby tam były tłumy - może to kwestia zbytniej bliskości Krakowa, a może trzeba paru lat, żeby taka impreza się rozkręciła? Albo jedno i drugie? Nie wiem. Z drugiej strony, źle też nie było - na panelu dyskusyjnym ze mną i dwoma Andrzejami (Pilipiukiem oraz Ziemiańskim) brakowało miejsc siedzących, więc narzekać nie zamierzam. Ciekawe swoją drogą, popularność którego Andrzeja była tu główną siłą sprawczą? ;) Osobiście stawiałabym na Pilipiuka, ale i Ziemiański miał sporo fanów.

Książek ciekawych niestety nie znalazłam, za to kupiłam sobie zegarek oraz torbę - zawsze to coś.

Ach, i z najnowszych wiadomości - wszyscy już pewnie wiedzą, że ostatni tom Pana Lodowego Ogrodu wychodzi na początku grudnia, ale coś czuję w kościach, że Fabryka podzieli go na dwa, bo Jarek Grzędowicz się przyznał, że książka ma ponad milion znaków. No nic, jak będzie trzeba, to kupię dwa. Dobrze przynajmniej, że wydadzą je razem i wreszcie będziemy wiedzieć JAK TA HISTORIA SIĘ KOŃCZY.

Tegoroczne targi oceniam jako udane - głównie dzięki temu, że miałam okazję spotkać się ze znajomymi.

I nauczka na przyszłość - nigdy więcej nie będę wymyślać tytułów paneli, te moje w tym roku wypadły chyba najsłabiej... :P

6 komentarzy:

  1. Od razu "nie będę". Po prostu następnym razem poinformuję Cię wcześniej, że będziesz brała udział w tym, co wymyślisz. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zakładaj z góry, że przyszli z powodu jednego z Andrzejów, P. lub Z. Może przyszli specjalnie dla Ciebie, bo byli ciekawi, jak ten panel poprowadzisz, lub chcieli autograf do Twojej najnowszej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie:) Dla mnie i Andrzejowie i Ty to była gratka, zwłaszcza, że po jednym z paneli udało mi się zdobyć Twój autograf na "Czarnym" ^^

      Usuń
  3. Pozwolę sobie dołączyć do grona tych, których na panele dyskusyjne odbywające się w ramach wspominanych targów przyciągnęło nazwisko Anny Kańtoch, a nie Andrzejów takich czy owakich ;o) Żal mi jedynie, że mój egzemplarz książki 'Czarne' nie zawędrował tam ze mną. A jakby tego lukru było mało - przeczytałam dziś 'Czarne' i pean pochwalny mogłabym tu wystosować! Dawno żadna książka nie zrobiła na mnie tak piorunującego wrażenia. Mam też cichą nadzieję, że zaliczam się do (podobno) skromnego grona tych, którzy coś tam z niej zrozumieli ;o)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za dobre słowo. :) A co do zrozumienia "Czarnego" - nadal się zastanawiam, czy nie przegięłam przypadkiem z mętnością, choć fakt, że wydana wersja i tak jest jaśniejsza niż ta pierwotna, z której w ogóle już nikt niczego nie rozumiał. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że książka ma szerokie możliwości interpretacji w moim odczuciu można traktować wyłącznie jako zaletę. Samolub ze mnie i wolę w niejednoznacznych książkach (podobnie, jak w poezji) odnajdywać siebie, a nie jedynie zamysł autora (to słynne 'co autor miał na myśli') ;o) 'Czarne' bez wątpienia stworzyło mi taką możliwość.

      Usuń